Rozważanie Ewangelii według św. Mateusza


Tytuły rozważań


ROZDZIAŁ 27


1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28


WYDANIE JEZUSA PIŁATOWI

A gdy nastał ranek, wszyscy arcykapłani i starsi ludu powzięli uchwałę przeciw Jezusowi, żeby Go zgładzić.1 Związawszy Go zaprowadzili i wydali w ręce namiestnika Piłata.2 (Mt 27,1-2)

Pośpiech w doprowadzeniu Jezusa do śmierci

Zastanawiać może szybkość działania tych, którzy chcieli się pozbyć Jezusa. Śpieszyli się, pomimo zmęczenia. W nocy bowiem przesłuchiwali świadków, a gdy tylko „nastał ranek, wszyscy arcykapłani i starsi ludu powzięli uchwałę przeciw Jezusowi, żeby Go zgładzić. Związawszy Go zaprowadzili i wydali w ręce namiestnika Poncjusza Piłata.” (Mt 27,1-2) On bowiem miał prawo wydawania wyroków śmierci. Może to jego uprawnienie miało chronić przed pochopnym skazywaniem kogoś na śmierć, ale – jak się szybko okazało – nie „zadziałało” w odniesieniu do Jezusa. Został niewinnie skazany przez „prawowitą władzę” nie tylko na okrutną śmierć krzyżową, ale także z „jej” polecenia zmasakrowano Jego najświętsze ciało, poddając je okrutnemu biczowaniu. O jego okrucieństwie świadczy całun turyński. Jezus nie uniknął śmierci i cierpienia, ponieważ z rąk ludzkich został wydane w ręce ludzkie: z rąk Żydów – w ręce Rzymianina. Żydzi działali szybko, bo ich nienawiść była większa niż zmęczenie. Chcieli po swojemu, według swojego planu, „zakończyć” sprawę Jezusa. Nie niektórzy, lecz „wszyscy arcykapłani i starsi ludu powzięli uchwałę przeciw Jezusowi, żeby Go zgładzić. Do pośpiechu pobudzał ich również diabeł, pałający wielkim gniewem, „świadom, że mało ma czasu.” (Ap 12,12) On zawsze działa szybko, aby zdążyć odciągnąć od Jezusa, Zbawiciela, jak najwięcej odkupionych przez Niego ludzi.

Gdy nienawiść pobudza do szybkiego działania, zawsze istnieje ryzyko pomyłki, skrzywdzenia ofiary nienawiści, lecz o to ludzie nienawidzący nie dbają.

Funkcja czy urząd nie chronią przed popełnianiem błędów, pomyłek i grzechów

„A gdy nastał ranek, wszyscy arcykapłani i starsi ludu powzięli uchwałę przeciw Jezusowi, żeby Go zgładzić.” (Mt 27,1)
Poranek to początek nowego dnia, w którym każdy człowiek powinien postępować lepiej niż dnia poprzedniego. Każdy ranek ma zachęcać do przeżycia dnia, w którym człowiek będzie służył Bogu, powiększając w świecie i pośród ludzi dobro. Dla arcykapłanów jednak i dla starszych ludu ów poranek był początkiem dnia, w którym mieli doprowadzić do końca swój plan zabicia Jezusa, Syna Bożego.
Ewangelista podkreśla, że wszyscy arcykapłani i starsi ludu pobłądzili i wystąpili przeciwko Jezusowi. Od złego, niezgodnego z prawem i fundamentalną uczciwością postępowania nie uchroniła tych ludzi ani zaszczytna posługa kapłańska, ani sędziwy wiek. Nic ich nie uchroniło od popełnienia zła, bo chcieli je popełnić. Również Judasza przed zdradzeniem Jezusa nie uchroniło to, że znalazł się w gronie Dwunastu. Wystąpił przeciwko Niemu i przyczynił się do Jego śmierci, podobnie jak to uczynili „wszyscy arcykapłani i starsi ludu, którzy „powzięli uchwałę przeciw Jezusowi, żeby Go zgładzić.” (Mt 27,1) Wszystkie te tragiczne wydarzenia pouczają nas, że ani funkcja społeczna, ani piastowany urząd, ani spełniana posługa religijna, ani partia, ani ludzcy sojusznicy, ani dobra rodzina czy jakaś naprawdę święta wspólnota religijna nie gwarantują nam prawości, uczciwości, świętości i zbawienia.
Tylko szczere i pokorne przylgnięcie do Boga zapewnia człowiekowi prawość, nawet jeśli przejdzie ona przez różne kryzysy – podobne do tych, przez które przeszła miłość Piotra do Jezusa. On się Go zaparł aż trzy razy, ale zaraz do Niego wrócił w swoim sercu, które bardziej niż oczy „wylewało” łzy skruchy. Nie jest nam znany późniejszy los arcykapłanów, którzy powzięli uchwałę, aby zabić Jezusa. Część z nich nawróciła się i uwierzyła później w Niego i jak Piotr wylewała łzy skruchy, a inni do końca życia i po jego zakończeniu nie przestali go odrzucać z nienawiścią. Tylko Bóg zna to, co pozostaje zakryte przed naszymi oczami.
Aby stać się naprawdę prawym i sprawiedliwym człowiekiem, konieczne jest porzucenie swojej pychy i pełne pokory, wiary i miłości przylgnięcie do Boga. Potrzebne jest też ciągłe powracanie do Niego przez skruchę i regularne przystępowanie do sakramentu pokuty. Jest to niezbędne, ponieważ każdego dnia albo zrywamy jedność z Nim, albo ją naruszamy i osłabiamy przez swoje świadome i dobrowolne decyzje, niezgodne z Jego wolą.

Wszechmogący Pan ze związanymi rękami

„A gdy nastał ranek, wszyscy arcykapłani i starsi ludu powzięli uchwałę przeciw Jezusowi, żeby Go zgładzić. Związawszy Go zaprowadzili i wydali w ręce namiestnika Poncjusza Piłata.” (Mt 27,1-2) W przekonaniu o pokonaniu Jezusa, związali Mu ręce, zaprowadzili Go przed namiestnika Rzymu i wydali Go w jego ręce. Sycili się przekonaniem, że posiadają nad Nim pełnię władzy, że są mocniejsi od Niego. Tymczasem ujawniali tylko swoje zdeprawowanie, swoją nikczemność i prawdziwe zamysły swoich serc. Chociaż uważali się za sługi Boga, to jednak ich prawdziwym zamiarem było związanie Mu rąk, przeszkodzenie Jego działaniu zbawiania ludzi.
Pozorna słabość Jezusa sprawiła, że odsłoniły się w pełni ich ukrywane „zamysły serc” – jak to zapowiedział kiedyś starzec Symeon. Przed prawie trzydziestu laty, w wyznaczonych dniach, Maryja z Józefem przynieśli Jezusa do świątyni, aby Go ofiarować Panu (por. Łk 2,22-38) Wówczas starzec Symeon przepowiedział, że Jezus, który był małym Dzieckiem, „przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu, i na znak, któremu sprzeciwiać się będą.” (Łk 2,34) Zapowiedział, że przez to, co z Nim w przyszłości uczynią – a co wywoła w Sercu Jego Matki ból nieporównywalnie większy niż przeszycie mieczem – wyjdą na jaw „zamysły serc wielu”. (Łk 2,35). Również odsłonią się te „zamysły”, które – ze względu na swoją zuchwałość – są silnie ukrywane. Jeden z tych najbardziej zuchwałych zamysłów ujawnił się z całą wyrazistością, gdy pojmano Jezusa, znieważano Go, fałszywie oskarżano, opluwano, bito, wyszydzano i prowadzono związanego przed oblicze namiestnika rzymskiego, Poncjusza Piłata. Jaki to był ten „ukrywany zamysł”?
Tym pełzającym jak wąż i zatruwającym serca „zamysłem” była chęć zapanowania nad Bogiem, pragnienie usunięcia Go z życia własnego i życia narodów, aby samemu zająć Jego miejsce. Ten „zamysł” – ciągle obecny w umysłach i sercach wielu osób i narodów – potrafi się ujawnić tylko wtedy, gdy Bóg na to pozwoli, ukrywając przed ludźmi swoją Boską potęgę. I tak właśnie stało się, gdy Jezus ukrył swoją Boską moc, pozwolił się związać, prowadzić, znieważać, biczować i nawet zabić. W obliczu takiej „słabości” ujawniły się nawet najbardziej ukrywane zuchwałe „zamysły serc wielu”: pogarda wobec Boga, odrzucanie Jego porządku i Niego samego, a nawet pragnienie zapanowania nad Nim.
Te nikczemne „zamysły” wciąż są obecne w sercach wielu i ujawniają się wtedy, gdy z powodu zaślepienia ludziom wydaje się, że Bóg stracił swoją moc. Gdy dochodzą do takiego przekonania, zaczynają ujawniać otwarcie swoją nienawiść do Niego i do Jego porządku. Pozorna słabość Jezusa, Syna Bożego, pobudza do ujawnienia się różnych nikczemnych zamysłów, ukrywanych ze strachu przed Bogiem. Któż ośmieliłby się walczyć z Nim i próbować zająć Jego miejsce, widząc Jego wszechmoc i potęgę? W przekonaniu, że Bóg jest słaby, wychodzą na jaw bluźniercze zamysły wobec Jezusa, a także wobec Jego Najświętszej Matki.
Związanego Syna Bożego, Jezusa Chrystusa, zaprowadzili i wydali w ręce namiestnika Rzymu. Zrobili to, bo mieli poczucie pełnej władzy nad Jezusem, który wydawał im się zupełnie pozbawiony swojej mocy. Podobnie w przeszłości uczynili Filistyni z potężnym Samsonem. Gdy doprowadzili do jego słabości, pojmali Go sądząc, że nigdy nie odzyska swojej mocy. Pomylili się jednak, bo Bóg sprawił, że ją odzyskał i pozbawił ich życia. Ci, którzy pojmali Jezusa, nie umieli jednak wyciągnąć wniosków z tego przeszłego wydarzenia, które dobrze znali. (Księga Sędziów, rozdział 16)
Również dzisiejsi naśladowcy ludzi, którym Bóg wydawał się bezsilny, powinni sobie przypomnieć i zrozumieć, że po „słabości krzyża” – pod którą w rzeczywistości ukrywała się Potęga Jego nieskończonej Miłości – Jezus stał się na zawsze zmartwychwstałym Panem, wszechmocnym Królem Wszechświata.

ŚMIERĆ JUDASZA ZDRAJCY

Wtedy Judasz, który Go wydał, widząc, że Go skazano, opamiętał się, zwrócił trzydzieści srebrników arcykapłanom i starszym3 i rzekł: «Zgrzeszyłem, wydawszy krew niewinną». Lecz oni odparli: «Co nas to obchodzi? To twoja sprawa».4 Rzuciwszy srebrniki ku przybytkowi, oddalił się, potem poszedł i powiesił się.5 Arcykapłani zaś wzięli srebrniki i orzekli: «Nie wolno kłaść ich do skarbca świątyni, bo są zapłatą za krew».6 Po odbyciu narady kupili za nie Pole Garncarza, na grzebanie cudzoziemców.7 Dlatego pole to aż po dziś dzień nosi nazwę Pole Krwi.8 Wtedy spełniło się to, co powiedział prorok Jeremiasz: Wzięli trzydzieści srebrników, zapłatę za Tego, którego oszacowali synowie Izraela.9 I dali je za Pole Garncarza, jak mi Pan rozkazał.10 (Mt 27,3-10)

Tragiczne opamiętanie się Judasza

„Wtedy Judasz, który Go wydał, widząc, że Go skazano, opamiętał się, zwrócił trzydzieści srebrników arcykapłanom i starszym i rzekł: «Zgrzeszyłem, wydawszy krew niewinną». Lecz oni odparli: «Co nas to obchodzi? To twoja sprawa». Rzuciwszy srebrniki ku przybytkowi, oddalił się, potem poszedł i powiesił się.” (Mt 27,3-5) Judasz „opamiętał się”. Ale czy to „opamiętanie” było nawróceniem, czyli powrotem do Tego, którego zdradził? Nic na to nie wskazuje. Apostoł „opamiętał się”, czyli dotarło do jego świadomości, że jest nikczemnym zdrajcą, a zdrada, której się dopuścił, nie przyniosła mu tego, czego się spodziewał: ani bogactwa, ani poparcia arcykapłanów i starszych ludu, ani możliwości rozpoczęcia nowej kariery, bez Jezusa. Zamiast tych oczekiwanych korzyści usłyszał głos sumienia, które oskarżyło go o nikczemną zbrodnię. Poczuł się nikim w oczach własnych, a arcykapłani i starsi ludu dali mu do zrozumienia, że też mają go za nic. Okazali mu swoją pogardę i lekceważenie, odpowiadając na jego samooskarżenie: „Zgrzeszyłem, wydawszy krew niewinną”, pogardliwym stwierdzeniem: „Co nas to obchodzi? To twoja sprawa”. (Mt 27,4) Judasz w pełni uświadomił sobie, że stracił wszystko, na czym mu zależało na ziemi. Już mu nie były potrzebne nawet otrzymane za zdradę srebrniki. Nie dał ich biednym, aby choć częściowo wynagrodzić za popełnione zło, lecz rzucił je „ku przybytkowi, oddalił się, potem poszedł i powiesił się” (Mt 27,5) Zamiast wrócić do Apostołów, do Matki Jezusa, do Jego uczniów, zamiast naprawiać wyrządzone zło, powiesił się. Umarł wcześniej niż Jezus, do którego śmierci znacząco się przyczynił. „Arcykapłani zaś wzięli srebrniki i orzekli: «Nie wolno kłaść ich do skarbca świątyni, bo są zapłatą za krew». Po odbyciu narady kupili za nie Pole Garncarza, na grzebanie cudzoziemców. Dlatego pole to aż po dziś dzień nosi nazwę Pole Krwi. Wtedy spełniło się to, co powiedział prorok Jeremiasz: Wzięli trzydzieści srebrników, zapłatę za Tego, którego oszacowali synowie Izraela. I dali je za Pole Garncarza, jak mi Pan rozkazał.” (Mt 27,6-10) Takim postępowaniem chcieli pokazać, że nie są tak nikczemni jak Judasz, bo pieniędzmi posługują się dobrze. Nie mieli wyrzutów sumienia z tego powodu, że dali je wcześniej zdrajcy.

Piotr i Judasz po swoich upadkach

„Wtedy Judasz, który Go wydał, widząc, że Go skazano, opamiętał się, zwrócił trzydzieści srebrników arcykapłanom i starszym i rzekł: «Zgrzeszyłem, wydawszy krew niewinną». Lecz oni odparli: «Co nas to obchodzi? To twoja sprawa». Rzuciwszy srebrniki ku przybytkowi, oddalił się, potem poszedł i powiesił się.” (Mt 27,3) Do świadomości Judasza dotarł ogrom zła, które spowodował przez swoją zdradę, gdy dowiedział się, że Jezusa skazano na śmierć. Nie poszedł jednak do Apostołów, aby przed nimi przyznać się do swojego grzechu i prosić o możliwość dalszego wspólnego wypełniania powierzonego im posłannictwa ewangelizowania świata. Znalazłby z pewnością zrozumienie i wybaczenie, zwłaszcza u Piotra, który sam w chwili słabości zaparł się trzykrotnie Jezusa. Judasz tego nie zrobił. Swój grzech wyznał przed podobnymi do niego arcykapłanami i starszymi: „Zgrzeszyłem, wydawszy krew niewinną”. Ci, którzy sami mieli na swoich rękach „krew niewinną”, wykpili go mówiąc: „Co nas to obchodzi? To twoja sprawa.” Rozzłoszczony Judasz rzucił pieniądze w stronę przybytku świątyni, oddalił się, a potem „poszedł i powiesił się”. Judasz nie znalazł zrozumienia nawet u tych, z którymi współpracował przeciwko Jezusowi. A nawet to oni przypomnieli mu, że jego czyny są jego sprawą. To on, a nie oni za nie odpowiadają. To on przecież przyszedł do nich z propozycją wydania im Jezusa i on wziął zapłatę za swój niegodny czyn wydania im Niewinnego. On więc odpowie przed Bogiem za swoje postępowanie. Judasz przed kapłanami i starszymi zrobił wokół siebie wiele hałasu, jakby chciał na nich rzucić swoją winę za wydanie krwi Niewinnego. W nerwach i rozdrażnieniu rzucił srebrniki. Ewangelista nie wspomina jednak, żeby Judasz wylewał łzy skruchy, tak jak to uczynił Piotra po swoim upadku. On tylko płakał, nikogo nie oskarżał za swój grzech, przed nikim się nie usprawiedliwiał. Nie poszedł do sług – którzy go zastraszyli, mówiąc mu o jego powiązaniach z Jezusem – aby na nich zrzucić winę na swoje tchórzostwo. Nie uczynił tego. Wyszedł tylko na zewnątrz dziedzińca pałacu arcykapłana „i gorzko zapłakał.” (Mt 26,75). Te łzy były znakiem odradzającej się miłości do Jezusa. Czegoś podobnego nie było widać w zachowaniu Judasza, który zrozumiał, że doprowadził do skazania Go na śmierć. Ponadto Piotr wrócił do Apostołów i innych uczniów Jezusa. Wrócił do Maryi. Dla Judasza byłoby to zbyt upokarzające. Nie dotrwał z uczniami Jezusa do Jego zmartwychwstania. Wybrał samobójczą śmierć, przerywając swoje życie, w którym mógłby z pozostałymi uczniami ewangelizować świat i naprawiać w ten sposób zło, które spowodował przez swoją zdradę.

Krótka radość Judasza ze zdobytych srebrników

„Arcykapłani zaś wzięli srebrniki i orzekli: «Nie wolno kłaść ich do skarbca świątyni, bo są zapłatą za krew». Po odbyciu narady kupili za nie Pole Garncarza, na grzebanie cudzoziemców. Dlatego pole to aż po dziś dzień nosi nazwę Pole Krwi. Wtedy spełniło się to, co powiedział prorok Jeremiasz: Wzięli trzydzieści srebrników, zapłatę za Tego, którego oszacowali synowie Izraela. I dali je za Pole Garncarza, jak mi Pan rozkazał.” (Mt 27,6-10) Arcykapłani wiedzieli, że srebrniki zostały zhańbione nie tylko przez Judasza, ale również przez nich. Wiedzieli, że były zapłatą za krew Niewinnego, dlatego nie mogą znajdować się w skarbcu świątyni Boga świętego i sprawiedliwego. Kupili więc za nie pole na grzebanie cudzoziemców. Trzydzieści srebrników wystarczyło na kupienie tego pola. Taką samą wartość miał dla tych „synów Izraela” Syn Boży. Na tyle Go „oszacowali”, wyznaczając Judaszowi zapłatę za jego zdradę. Sam Judasz niedługo się cieszył srebrnikami, otrzymanymi za swój zdradziecki czyn. Nie zdążył ich wydać, nic sobie za nie nie kupił, chociaż tak bardzo ich pragnął. Zamiast radości używania znalazł udręki sumienia. Oddał w złości pieniądze tym, którzy mu nimi zapłacili za jego haniebny czyn. Ci kupili za nie Pole Garncarza, na grzebanie cudzoziemców. Odtąd pieniądze będące „zapłatą za krew” służyły byłemu właścicielowi tego pola i zmarłym cudzoziemcom. Judasz – tak jak wszyscy inni ludzie – odszedł z tego świata tylko z tym, co wyhodował w swojej duszy. I z tym pozostał na zawsze. Niczego innego na drugi świat nie potrafił przenieść.

Pole Krwi mówiące nam o Krwi naszego Zbawiciela

„Arcykapłani zaś wzięli srebrniki i orzekli: «Nie wolno kłaść ich do skarbca świątyni, bo są zapłatą za krew». Po odbyciu narady kupili za nie Pole Garncarza, na grzebanie cudzoziemców. Dlatego pole to aż po dziś dzień nosi nazwę Pole Krwi.” (Mt 27,6-8)
Arcykapłani mogli ponownie posługiwać się srebrnikami, które wcześniej dali zdrajcy. Kiedy bowiem Judasz dowiedział się, że Jezusa skazano na śmierć, nie chciał trzymać przy sobie pieniędzy, które by go paliły bardziej niż rozżarzony węgiel. Zwrócił „trzydzieści srebrników arcykapłanom i starszym” (Mt 27,3), a właściwie to rzucił je „ku przybytkowi” (Mt 27,5). Święty Boży przybytek nie chciał jednak przyjąć tych pieniędzy. Nawet arcykapłani stwierdzili, że brudnych pieniędzy nie można kłaść nawet w skarbcu świątyni, bo jest on dla nich zbyt „święty”. Wzięli więc „srebrniki i orzekli: «Nie wolno kłaść ich do skarbca świątyni, bo są zapłatą za krew».” (Mt 26,6). Wzięli je w swoje brudne ręce i kupili za nie „Pole Garncarza”, aby żaden grosz się nie zmarnował. Kupili trochę ziemi za stosunkowo niewielką sumę, bo sami wcześniej tylko na tyle wycenili życie Jezusa, Syna Wszechmogącego, i zdradziecki czyn Judasza.
Wróciły do nich pieniądze, którymi opłacili zdrajcę, i kupili pole, aby w pewien sposób służyło zmarłym. Wstydzili się je złożyć do skarbca świątyni. Nie wstydzili się jednak wcześniej wydać ich, płacąc nimi Judaszowi. Najpierw kupili sobie za nie haniebną przysługę zdrajcy, a później – pole na grzebanie cudzoziemców. Zanim kupili Pole Garncarza, odbyli naradę (Mt 26,7), aby dobrze wydać te same pieniądze, którymi posłużyli się wcześniej w sposób haniebny. Bóg dał im drugą szansę, aby lepiej wykorzystać pieniądze, które z pewnością nie pochodziły z ich kieszeni, lecz z ofiar ludu.
Wydarzenie to zostało przepowiedziane przez proroka Jeremiasza: „Wtedy spełniło się to, co powiedział prorok Jeremiasz: Wzięli trzydzieści srebrników, zapłatę za Tego, którego oszacowali synowie Izraela. I dali je za Pole Garncarza, jak mi Pan rozkazał.” (Mt 27,9-10) Arcykapłani i starsi ludu realizowali prorocką przepowiednię, chociaż nie zdawali sobie z tego sprawy, rozwiązując coś co dla nich było tylko jednym z wielu bieżących problemów, związanym z Jezusem. Za zrządzeniem Bożej Opatrzności „Pole Garncarza” zmieniło swoją nazwę na „Pole Krwi”. Tak się nazywało, kiedy Mateusz pisał swoją Ewangelię. „Dlatego pole to aż po dziś dzień nosi nazwę Pole Krwi.” (Mt 27,8) „Polem Krwi” nazywano ziemię po zakupieniu jej za Judaszowe srebrniki, aby stała się cmentarzem dla cudzoziemców. Pole zmieniło na zawsze swoją nazwę na „Pole Krwi”. Miejsce to bowiem nie znikło. Istnieje nadal i jego nazwa przypomina światu niezwykle ważną prawdę. „Pole Krwi” mówi ciągle światu, że chodzi o Krew Niewinnego, która została przelana dla zbawienia całego świata. Jezus przelał ją nie za jakiś jeden naród, nie tylko za naród żydowski, ale także za wszystkich „cudzoziemców”, czyli za cały świat. Nie zdradę Judasza powinno przypominać to miejsce i jego nazwa, lecz przede wszystkim zbawczą Krew Jezusa. Ta Krew została przelana za wszystkich „cudzoziemców”, czyli za całą ludzkość, która przez swoje grzechy zamieniła się w „cudzoziemców” w stosunku do nieba, do królestwa Bożego, do swojej ojczyzny wiecznej. Krew Jezusa przemieniła tych „cudzoziemców” w „dziedziców” królestwa Bożego i w jego „obywateli” (por. Mt 19,29; Dz 26,18; Ef 2,19).
W szerszym znaczeniu nazwę „Pole Krwi” można odnieść do całej ziemi. Spłynęła bowiem na nią Krew Zbawiciela. Tą Krwią została nasycona, aby znikł z niej grzech i pojawiła się miłość do Boga i miłość wzajemna ludzi. Dlatego ziemia „aż po dziś dzień” może być nazywana „Polem przesyconym Krwią Jezusa, Zbawiciela świata” – „Polem Krwi”, będącym znakiem nieskończonej miłości Bożej.

JEZUS PRZED PIŁATEM

Jezusa zaś stawiono przed namiestnikiem. Namiestnik zadał Mu pytanie: «Czy Ty jesteś królem żydowskim?» Jezus odpowiedział: «Tak, Ja nim jestem».11 A gdy Go oskarżali arcykapłani i starsi, nic nie odpowiadał.12 Wtedy zapytał Go Piłat: «Nie słyszysz, jak wiele zeznają przeciw Tobie?»13 On jednak nie odpowiedział mu na żadne pytanie, tak że namiestnik bardzo się dziwił.14 (Mt 27,11-14)

Słowa i milczenie Jezusa przed Piłatem

„Jezusa zaś stawiono przed namiestnikiem. Namiestnik zadał Mu pytanie: «Czy Ty jesteś królem żydowskim?» Jezus odpowiedział: «Tak, Ja nim jestem». A gdy Go oskarżali arcykapłani i starsi, nic nie odpowiadał.” (Mt 27,11-12) Św. Mateusz Ewangelista podaje w wielkim skrócie proces Zbawiciela przed Piłatem. Podkreśla, że Jezus milczał, gdy arcykapłani i starsi Go oskarżali. Udzielił jednak odpowiedzi Piłatowi, gdy Go zapytał, czy jest królem żydowskim. Odpowiedział zgodnie z prawdą. Wcześniej, w domu arcykapłana, samemu arcykapłanowi też odpowiedział na jego pytanie, czy jest Mesjaszem, jednak wobec różnych fałszywych zarzutów milczał (por. Mt 27,57-65). Nie odpowiadał na ataki wobec Niego ani prze Piłatem, ani w domu arcykapłana, ponieważ wiedział, że tłumaczeniem się, wyjaśnieniami i innymi ludzkimi środkami – bez użycia swojej Boskiej potęgi – nie obroni się przed ludzką złością, zawziętością i nienawiścią. Boskiej mocy jednak nie chciał zastosować. Poprzestał na mówieniu tylko tego, co było zgodne z Jego zadaniem przekazania nam prawdy o swojej Boskiej misji zbawienia świata. Jako Syn Boży był królem nie tylko żydowskim, ale i wszystkich narodów i całego wszechświata. Dał to do zrozumienia Piłatowi. Był też Mesjaszem, który przyniósł zbawienie nie jednemu narodowi, lecz wszystkim tym ludziom na świecie, którzy Go przyjęli i przyjmą w przyszłości. Dawania świadectwa prawdzie o swoim zbawczym posłannictwie Jezus nie zaniechał ani przed Piłatem, ani przed arcykapłanami. Własnej obrony jednak zaniechał i milczał, kiedy Go fałszywie oskarżano. Także w czasie toczącego się przeciwko Niemu procesu postępował zgodnie z powierzoną Mu przez Ojca misją zbawienia świata. Mówił tylko to, co było wypełnieniem Jego zbawczego dzieła. Zbędnych słów nie wypowiadał, tym bardziej że – w zaistniałych okolicznościach – nimi by się nie obronił. Broniąca Go prawda nie przenikała do serca wrogów przez mur nienawiści do Niego.

JEZUS ODRZUCONY PRZEZ SWÓJ NARÓD

A był zwyczaj, że na każde święto namiestnik uwalniał jednego więźnia, którego chcieli.15 Trzymano zaś wtedy znacznego więźnia, imieniem Barabasz.16 Gdy się więc zebrali, spytał ich Piłat: «Którego chcecie, żebym wam uwolnił, Barabasza czy Jezusa, zwanego Mesjaszem?»17 Wiedział bowiem, że przez zawiść Go wydali.18 A gdy on odbywał przewód sądowy, żona jego przysłała mu ostrzeżenie: «Nie miej nic do czynienia z tym Sprawiedliwym, bo dzisiaj we śnie wiele nacierpiałam się z Jego powodu».19 Tymczasem arcykapłani i starsi namówili tłumy, żeby prosiły o Barabasza, a domagały się śmierci Jezusa.20 Pytał ich namiestnik: «Którego z tych dwóch chcecie, żebym wam uwolnił?» Odpowiedzieli: «Barabasza».21 Rzekł do nich Piłat: «Cóż więc mam uczynić z Jezusem, którego nazywają Mesjaszem?» Zawołali wszyscy: «Na krzyż z Nim!»22 Namiestnik odpowiedział: «Cóż właściwie złego uczynił?» Lecz oni jeszcze głośniej krzyczeli: «Na krzyż z Nim!»23 Piłat widząc, że nic nie osiąga, a wzburzenie raczej wzrasta, wziął wodę i umył ręce wobec tłumu, mówiąc: «Nie jestem winny krwi tego Sprawiedliwego. To wasza rzecz».24 A cały lud zawołał: «Krew Jego na nas i na dzieci nasze».25 Wówczas uwolnił im Barabasza, a Jezusa kazał ubiczować i wydał na ukrzyżowanie.26 (Mt 27,15-26)

Miłość Jezusa, otoczona przez zataczające coraz szersze kręgi zło

„A cały lud zawołał: «Krew Jego na nas i na dzieci nasze». Wówczas uwolnił im Barabasza, a Jezusa kazał ubiczować i wydał na ukrzyżowanie.” (Mt 27,25-26) Lud – namawiany przez arcykapłanów i starszych, opętanych przez nienawiść do Jezusa – też zachowywał się jak opętany przez piekielną złość. Wszyscy krzyczeli: „Na krzyż z Nim!”, bo już się im znudził, bo ulegli namowom duchów piekielnych, które nienawidzą Boga i Jego Syna, Jezusa Chrystusa. Woleli uwolnienia Barabasza niż Jezusa, gdyż bardziej niż do Niego byli podobni do uwięzionego przestępcy. „Pytał ich namiestnik: «Którego z tych dwóch chcecie, żebym wam uwolnił?» Odpowiedzieli: «Barabasza». Rzekł do nich Piłat: «Cóż więc mam uczynić z Jezusem, którego nazywają Mesjaszem?» Zawołali wszyscy: «Na krzyż z Nim!»” (Mt 27,21-22)
Piłat był coraz bardziej osaczany przez siły piekielne, przypominające z wyglądu ludzi. Otrzymał jednak ostrzeżenie z Nieba, którym były przysłane mu przez żonę słowa: „Nie miej nic do czynienia z tym Sprawiedliwym, bo dzisiaj we śnie wiele nacierpiałam się z Jego powodu”. (Mt 27,19) Nacierpiała się z powodu Jezusa, ponieważ prawdopodobne dano jej było we śnie zobaczyć, jak zostanie potraktowany przez tych, za których przyszedł od Ojca oddać Swoje życie. Piłat nie posłuchał jednak głosu, który nawoływał go do kierowania się sprawiedliwością. Uległ nawoływaniom, płynącym z nienawiści. „Wówczas uwolnił im Barabasza, a Jezusa kazał ubiczować i wydał na ukrzyżowanie.” (Mt 27,26) Jeszcze raz spełniła się reguła, która mówi, że „zło przyciąga zło”. I tak złość piekielna skierowana przeciwko Jezusowi przyciągnęła do siebie najpierw złość pewnej grupy, czyli arcykapłanów i starszych. Ich nienawiść do Niego przeniosła się na tłum, który domagał się Jego ukrzyżowania. Do nurtu tej nienawiści został wciągnięty również Piłat, który znał niewinność Jezusa i wiedział, że Jego wpływowi przeciwnicy tylko „przez zawiść Go wydali”. (Mt 27,18).
Tą falą nienawiści nie zostało jednak dotknięte – nawet w najmniejszym stopniu – Serce Jezusa. Nie zostało zarażone pragnieniem zemsty, jakiegoś odwetu. I to ocaliło świat. Nienaruszona miłość Jezusa stała się dla niego ratunkiem. Ona bowiem potrafi rozlewać się na ludzkie serca i wydobywać je z największych oparów piekielnej nienawiści i żądzy zemsty. I tak się ciągle dzieje. Kto pozwoli jej zakiełkować w swoim sercu, ten przemienia się stopniowo w płomień miłości, dzięki któremu wydobywa się z piekielnego bagna tego świata, w którym króluje zaraźliwy egoizm, nienawiść i pragnienie mszczenia się. Kto tego nie czyni, ten zamienia się stopniowo w demona, podobnego do tych złych duchów, które pobudzają go do nienawiści i zemsty. Jeśli do śmierci nie przyjmie daru Bożej miłości i nie pozwoli jej zapłonąć w sobie, to zostanie na zawsze ogarnięty innym ogniem – piekielną nienawiścią, która będzie go spalać przez całą wieczność.

Żona Piłata broniąca sprawiedliwego Jezusa

„A gdy on odbywał przewód sądowy, żona jego przysłała mu ostrzeżenie: «Nie miej nic do czynienia z tym Sprawiedliwym, bo dzisiaj we śnie wiele nacierpiałam się z Jego powodu».” (Mt 27,19) Słowa żony mogły być dla Piłata nie tylko ostrzeżeniem, ale i umocnieniem w podjęciu dobrej decyzji. Nie był on bowiem tak jak Żydzi z góry wrogo nastawiony wobec Jezusa. Był przekonany o Jego niewinności i chciał Go uwolnić. Nie zrobił jednak tego w sposób zdecydowany na samym początku procesu i okazało się, że brakło mu sił, żeby się przeciwstawić różnym naciskom i próbom zastraszania go. Słowa żony nie odniosły widzialnego skutku, jednak jej czyn liczył się w oczach Bożych, gdyż stanęła jednoznacznie po stronie Jezusa. Chciała Go ocalić. Nikt oprócz niej nie stanął w Jego obronie: ani arcykapłani, ani starsi, ani zgromadzony lud, ani namiestnik, który ostatecznie przystał na żądania wrogów Jezusa i skazał Go na śmierć. Słowa żony Piłat zlekceważył, zasięgał jednak rady u tych, którzy Jezusa nienawidzili i fałszywie Go oskarżali. To ich zapytał o Jego winę: „«Cóż właściwie złego uczynił?» Lecz oni jeszcze głośniej krzyczeli: «Na krzyż z Nim!»” (Mt 27,23) To ci rozwścieczeni ludzie mieli mu doradzić, co zrobić z niewinnym Jezusem. „Rzekł do nich Piłat: «Cóż więc mam uczynić z Jezusem, którego nazywają Mesjaszem?» Zawołali wszyscy: «Na krzyż z Nim!» Namiestnik odpowiedział: «Cóż właściwie złego uczynił?» Lecz oni jeszcze głośniej krzyczeli: «Na krzyż z Nim!»” (Mt 27,22-23) Piłat nie uległ głosowi rozsądku i dobroci żony, lecz poddał się żądaniom nienawistnych ludzi. Jednak to, co ona zrobiła, jest ciągle głoszone światu. Pochwała jej czynu oznajmiana jest ludziom wszędzie tam, gdzie jest głoszona Dobra Nowina. Skazał Jezusa na śmierć, bo zamiast posłuchać swojego sumienia i swojej żony – która mówiła mu to samo co jego głos sumienia – wdał się w dialog ze złem. I przegrał. Okazał się słabym człowiekiem. Widząc, „że nic nie osiąga, a wzburzenie raczej wzrasta, wziął wodę i umył ręce wobec tłumu, mówiąc: «Nie jestem winny krwi tego Sprawiedliwego. To wasza rzecz».” (Mt 27,24) Uznał Jezusa za „Sprawiedliwego”, a mimo to wydał Go na okrutną śmierć, bo nie wykorzystał tej wielkiej pomocy, którą Bóg mu okazał przez upomnienie żony. Podzielał jednak aż do wydania wyroku jej zdanie, że Jezus to „Sprawiedliwy”.

Ani usprawiedliwianie siebie, ani żadne obmycia nie uwalniają od winy

„Piłat widząc, że nic nie osiąga, a wzburzenie raczej wzrasta, wziął wodę i umył ręce wobec tłumu, mówiąc: «Nie jestem winny krwi tego Sprawiedliwego. To wasza rzecz».” (Mt 27,24) Piłat myślał, że swoimi słowami i obmyciem rąk wobec tłumu uwolni się od winy. Tak się jednak nie stało. Ani jego słowa ani woda nie sprawiły, że jego niesprawiedliwy wyrok stał się sprawiedliwy; że skazanie Niewinnego na śmierć stało się czymś słusznym. Przecież Piłat dobrze wiedział, że Jezus nic złego nie uczynił, a jednak wydał na Niego taki wyrok śmierci, jaki wydawał na największych zbrodniarzy. Uniewinnił przestępcę, Barabasza, a Jezusa skazał na straszne ubiczowanie i na okrutną śmierć krzyżową. Naiwnie myślał, że obmycie rąk w wodzie wymaże w jakiś magiczny sposób to, co zrobił. Myślał, że uwolni się od winy, zrzucają odpowiedzialność na arcykapłanów, starszyznę i rozkrzyczany tłum, mówiąc: „To wasza rzecz».” (Mt 27,24) Nie słowa Piłata ani nie woda, lecz tylko Bóg mógłby go uwolnić od następstw jego czynów, gdyby zwrócił się do Niego z prośbą o przebaczenie. Na pewno by je uzyskał i nie ponosiłby kary wiecznej za to, co uczynił. Same jego słowa, że nie jest winny krwi Sprawiedliwego, ani czysta woda nie miały w sobie takiej mocy, aby uwolnić go od wiecznych konsekwencji tego, co naprawdę zrobił. Tylko Bóg mógłby to uczynić. Tylko krew Jezusa – wylana między innymi za jego przyczyną – mogłaby go uleczyć i doprowadzić do zbawienia. Czy Piłat kiedykolwiek skorzystał z tej okazji, nie wiadomo.

Nasza odpowiedzialność za cierpienia i śmierć Jezusa

„Piłat widząc, że nic nie osiąga, a wzburzenie raczej wzrasta, wziął wodę i umył ręce wobec tłumu, mówiąc: «Nie jestem winny krwi tego Sprawiedliwego. To wasza rzecz». A cały lud zawołał: «Krew Jego na nas i na dzieci nasze». (Mt 27,24-25) Straszne były słowa tłumu, który – chcąc skłonić Piłata do skazania Jezusa na śmierć – krzyczał, że nie na niego lecz na nich i na ich dzieci spadnie odpowiedzialność za przelaną Krew Niewinnego. I tak rzeczywiście jest. Tłum domagający się ukrzyżowania Jezusa bezpośrednio przyczynił się do Jego śmierci, bo skutecznie wystraszył Piłata. Odpowiedzialność za przelanie Krwi Jezusa spadła więc na niego. Ale za Jego ukrzyżowanie odpowiada także cała ludzkość, bo Zbawiciel poniósł śmierć nie tylko za grzechy tłumu, który wrogow wykrzykiwał przeciwko Niemu, lecz również – za nasze grzechy. Cierpiał z powodu grzechów ludzi, którzy żyli w przeszłości, i tych, którzy będą żyli w przyszłości. Każdy z nas ponosi odpowiedzialność za mękę Zbawiciela, bo to grzechy każdego z nas stały się przyczyną Jego cierpień. Gdybyśmy my i inni ludzie nie grzeszyli, to Syn Boży nie musiałby nas wyzwalać z mocy grzechu i śmierci za cenę swojej Drogocennej Krwi. My jednak zgrzeszyliśmy – i to nie jeden raz – dlatego za każdego z nas Jezus poniósł śmierć na krzyżu. „Wiecie bowiem, że z waszego, odziedziczonego po przodkach, złego postępowania zostaliście wykupieni nie czymś przemijającym, srebrem lub złotem, ale drogocenną krwią Chrystusa, jako baranka niepokalanego i bez zmazy.” (1 P 1,18-19) Nikt zatem nie powinien się usprawiedliwiać i wykluczać siebie z grona grzeszników, za których Jezus umarł w męczarniach. Takie usprawiedliwianie siebie byłoby podobne do obmywania rąk przez Piłata i mówienie: „Nie jestem winny krwi tego Sprawiedliwego. To wasza rzecz” (Mt 27,24) To sprawa „grzeszników”. Tak, to sprawa „grzeszników”, jednak i ja się do nich zaliczam. Znajduję się w ich gronie jako ktoś, kto żałuje za swoje grzechy, które doprowadziły Jezusa do męki i śmierci, albo jako ktoś, kto się wciąż usprawiedliwia i przekonuje samego siebie, że nie ma nic wspólnego z Jego cierpieniami, bo to jest sprawa „innych”, czyli tylko tych, którzy Go niesprawiedliwie skazali w przeszłości na śmierć.

KRÓL WYŚMIANY

Wtedy żołnierze namiestnika zabrali Jezusa z sobą do pretorium i zgromadzili koło Niego całą kohortę.27 Rozebrali Go z szat i narzucili na Niego płaszcz szkarłatny.28 Uplótłszy wieniec z ciernia włożyli Mu na głowę, a do prawej ręki dali Mu trzcinę. Potem przyklękali przed Nim i szydzili z Niego, mówiąc: «Witaj, Królu Żydowski!»29 Przy tym pluli na Niego, brali trzcinę i bili Go po głowie.30 A gdy Go wyszydzili, zdjęli z Niego płaszcz, włożyli na Niego własne Jego szaty i odprowadzili Go na ukrzyżowanie.31 (Mt 27,27-31)

Miłość Jezusa w obliczu ludzkiego okrucieństwa

„Wówczas uwolnił im Barabasza, a Jezusa kazał ubiczować i wydał na ukrzyżowanie. Wtedy żołnierze namiestnika zabrali Jezusa z sobą do pretorium i zgromadzili koło Niego całą kohortę.” (Mt 27,26-27) Biczowanie Jezusa było tak okrutne, że mogło się zakończyć Jego śmiercią. Tego cierpienia jednak było za mało żołnierzom namiestnika Piłata. Znęcali się nad Nim, idąc za swoimi najbardziej okrutnymi pomysłami zadawania Mu cierpień. Sprawiali okrutny ból Temu, który jest prawdziwym Królem wszystkich stworzeń. „Rozebrali Go z szat i narzucili na Niego płaszcz szkarłatny. Uplótłszy wieniec z ciernia włożyli Mu na głowę, a do prawej ręki dali Mu trzcinę. Potem przyklękali przed Nim i szydzili z Niego, mówiąc: «Witaj, Królu Żydowski!» Przy tym pluli na Niego, brali trzcinę i bili Go po głowie.” (Mt 27,28-30) Ten prawdziwy Król poddał się prostackiemu i prymitywnemu, a jednak niezwykle bolesnemu dla Niego okrucieństwu. Wobec tego sadyzmu Jego nieskończona Miłość i Miłosierdzie nakazywały Mu milczenie i hamowanie swojej Boskiej wszechmocy, która mogłaby im zadać niezwykłe cierpienia i w jednym momencie zamienić ich w proch. Jezus jednak tego nie zrobił.

Zdziczenie człowieka pozbawionego łaski

Dręczenie, wyszydzanie i znieważanie Syna Bożego przez człowieka, Jego stworzenie, pokazuje, co się z nim dzieje, kiedy odrzuca Bożą łaskę. Traci wówczas dobroć, a na jej miejsce pojawia się zdziczenie, którego nie można nazwać zwierzęcym, lecz piekielnym. Nie jest okrucieństwem zwierzęcym, lecz piekielnym, ponieważ nie jest czymś instynktownym, lecz świadomie i dobrowolnie wybranym. Jezus poniósł wszystkie formy cierpień, które mu zadawano, aby swoją łaską wyrwać ze zdziczenia tych wszystkich ludzi, którzy będą chcieli je porzucić i podążać drogą dobra. Kto tę łaskę przyjmie, ten nie tylko stanie się dobrym człowiekiem, lecz dzieckiem Boga Najwyższego, podobnym do Jezusa Chrystusa. Ten sposób życia wybrała Maryja, Jego Matka. Jeśli jednak ktoś wzgardzi łaską Bożą i pozbawi się jej, to nie staje się zwierzęciem, lecz demonem, podobnym do wszystkich istot piekielnych. Nadaje się do przebywanie pośród nich, aby się wzajemnie zadręczać przez wieczność swoim okrucieństwem i nienawiścią.

Pogrążone w grzechu stworzenie i jego Król

„Uplótłszy wieniec z ciernia włożyli Mu na głowę, a do prawej ręki dali Mu trzcinę. Potem przyklękali przed Nim i szydzili z Niego, mówiąc: «Witaj, Królu Żydowski!» Przy tym pluli na Niego, brali trzcinę i bili Go po głowie.” (Mt 27,29-30) Jezus naprawdę był i jest Królem. Jest Królem nie tylko Żydów i tych żołnierzy namiestnika Piłata, którzy z Niego szydzili, ale jest Królem i Bogiem, mającym pod swoją władzą wszystkich i wszystko. Żołnierze nie tylko nie uznawali tej prawdy, lecz wykorzystali ją przeciwko Jezusowi. Znieważali Go, bili, opluwali. Nie wiedzieli, że mogą kontynuować swoją bestialską zabawę tylko dlatego, że stojący przed nimi prawdziwy Król, Syn Boży, jest samym Miłosierdziem, które powstrzymuje Jego nieskończoną moc przed jej wykorzystaniem we własnej obronie. Dzięki swojej Boskiej wiedzy Jezus widział pośród swoich prześladowców przyszłych zbawionych, którzy będą z Nim wiecznie w niebie. On jest Odkupicielem wszystkich ludzi – także tych żołnierzy, którzy szydzili z Niego. Jeśli któryś z nich przyjął chociażby przed swoją śmiercią wysłużone mu przez wyszydzonego Króla łaski, to przebywa z Nim w niebie, uwielbiając Go za Jego niepojęte dla człowieka miłosierdzie. A jest ono naprawdę niepojęte dla nas, małych i grzesznych ludzi, którzy chętniej mszczą się niż przebaczają. Skruszone serce zbawionego człowieka już nie drwi ze swojego Króla w niebie, lecz okazuje Mu miłość, która „zakrywa wiele grzechów” (1 P 4,8).
Stojący przed Jezusem żołnierze – koronujący Jego głowę wieńcem z ciernia, szydzący z Niego, plujący na Niego, bijący Go po głowie, wyśmiewający Go – są obrazem nas wszystkich. Są obrazem świata, który z Boga, prawdziwego Króla, zrobił sobie pośmiewisko i ciągle zuchwale szydzi sobie z Niego. Świat powinien sobie przypomnieć, Kogo lekceważy, i dlaczego nie doznaje kar, na które zasługuje. Powinien sobie przypomnieć Jego Miłosierdzie i w nim szukać ratunku. Poza nim bowiem nigdzie go nie znajdzie.

DROGA KRZYŻOWA

Wychodząc spotkali pewnego człowieka z Cyreny, imieniem Szymon. Tego przymusili, żeby niósł krzyż Jego.32 Gdy przyszli na miejsce zwane Golgotą, to znaczy Miejscem Czaszki,33 dali Mu pić wino zaprawione goryczą. Skosztował, ale nie chciał pić.34 (Mt 27,32-34)

Wymuszona na Szymonie pomoc i wino zaprawione goryczą

„Wychodząc spotkali pewnego człowieka z Cyreny, imieniem Szymon. Tego przymusili, żeby niósł krzyż Jego. Gdy przyszli na miejsce zwane Golgotą, to znaczy Miejscem Czaszki, dali Mu pić wino zaprawione goryczą. Skosztował, ale nie chciał pić.” (Mt 27,32-34) Prowadzono Jezusa na Golgotę, czyli na „Miejsce Czaszki”. Sama ta nazwa może być taktowana jako symboliczna. Oznacza bowiem czaszkę, czyli coś martwego, bez życia. Zimne jak czaszka były serca otaczające Jezusa. Ci, którzy Go prowadzili na śmierć, sami nie pomogli Mu nieść ciężkiego krzyża. Zmusili do tego „pewnego człowieka z Cyreny”, którego zauważyli w pobliżu, a którego nie znali. Był dla nich jakimś przechodniem, którym pokierowali, wykorzystując swoją władzę. Na Golgocie serca oprawców Jezusa i otaczających Go wrogów też były zimne i martwe jak czaszka ludzka lub zwierzęca. Udzielili Mu tam wątpliwej pomocy, dając Mu do picia wino zaprawione goryczą, którego nie chciał pić. Być może podano Mu je bezdusznie tylko dlatego, że taki był zwyczaj. Gdyby Jezus spostrzegł, że ktoś daje Mu ten napój, bo kieruje się miłością lub miłosierdziem, z pewnością przyjąłby go i wypił, aby nie ranić czyjegoś dobrego serca. Nie gorzkie wino ani nie wymuszone na Szymonie niesienie krzyża były pociechą dla zranionego kochającego Serca Jezusa. On potrzebował wzajemności, szukał pomocy w kochających sercach. Było ich w tym dniu niewiele, gdyż tłum został ogarnięty wzbudzoną przez piekło nienawiścią do Niego. Było jednak kilka serc, które Go kochały. Przede wszystkim serce Jego Matki, Maryi, Jana, Weroniki i kilku innych kobiet, które Mu towarzyszyła aż po krzyż. Te serca były dla Jego zranionej Miłości pociechą. I tak jest również dzisiaj. Każdy kochający Boga człowiek sprawia Mu radość przez to, że pozwala się obdarowywać skarbami Jego Miłości. To dawanie sprawia Jezusowi radość i wynagradza za tych, którzy Nim lekceważą, nie przyjmując łaski zbawienia wiecznego. Tylko Bóg wie, ile takich serc jest na świecie, zamieszkiwanym przez miliardy osób; ile jest serc kochających Go spontanicznie, z własnej woli, a nie takich, które – jak Szymon z Cyreny – wykonują bezdusznie jakieś narzucone obowiązki.

UKRZYŻOWANIE JEZUSA

Gdy Go ukrzyżowali, rozdzielili między siebie Jego szaty, rzucając o nie losy.35 I siedząc, tam Go pilnowali.36 A nad głową Jego umieścili napis z podaniem Jego winy: «To jest Jezus, Król Żydowski».37 Wtedy też ukrzyżowano z Nim dwóch złoczyńców, jednego po prawej, drugiego po lewej stronie.38 (Mt 27,35-38)

Brak zainteresowania zbawczą Ofiarą krzyżową Jezusa Chrystusa

„Gdy Go ukrzyżowali, rozdzielili między siebie Jego szaty, rzucając o nie losy. I siedząc, tam Go pilnowali.” (Mt 25,35-36) Gdy Jezus umierał w męczarniach, inni spokojnie dzielili się Jego szatami, rzucając o nie losy. On wisiał przybity do krzyża, a ci, którzy go pilnowali, siedzieli. Umierający Jezus, Syn Boży, miał tylko jeden cel: zbawić tych, którzy o swoje zbawienie się nie troszczyli. Oto kolejny obraz rzeczywistości, w której żyjemy. Bóg jest w pełni i bez przerwy zainteresowany naszym zbawieniem, a my skupiamy się na „szatach” i wygodnym „siedzeniu”, czyli na dobrach materialnych, wygodzie i korzystnej pozycji społecznej. Dla wielu dzisiaj nie ma żadnego znaczenia krzyż, który przypomina śmierć Jezusa Chrystusa, Syna Bożego, dla ocalenia nas od wiecznego piekła.
Zbawcza Ofiara krzyżowa Jezusa ciągle trwa dzięki uobecnianiu się w czasie każdej mszy św. Dla wielu jednak nie ma ona większego znaczenia, tak jak niewiele znaczyło dla wykonawców wyroku śmierci to, co działo się na Golgocie. Dla nich ważne były tylko szaty po Skazańcu i przeczekanie w wygodnej pozycji siedzącej, aż się wszystko skończy. Jak na Golgocie tylko umierający Jezus był w pełni świadomy dokonywanego dzieła naszego zbawienia, tak i teraz tylko Bóg bez przerwy myśli o nas i o naszym zbawieniu. Świata przyszłe wieczne szczęście niewiele interesuje, bo swoją uwagę skupia na szatach, czyli na dobrach materialnych, oraz na wygodzie, dążeniu do władzy i popularności. To wszystko wydaje się bardziej interesujące i pociągające niż ukrzyżowany Zbawiciel świata – niż Jego zbawczy Krzyż.

Jezus, mój Król i Król Żydowski

„A nad głową Jego umieścili napis z podaniem Jego winy: «To jest Jezus, Król Żydowski».” (Mt 27,37) Napis umieszczony nad głową ukrzyżowanego Jezusa, który miał podawać Jego winę, nic nie mówił o jakimś Jego przestępstwie. Stwierdzał tylko fakt, że Jezus jest Królem Żydowskim. I mówił prawdę, bo On jest Królem wszystkich narodów i wszechświata, a więc jest również „Królem Żydowskim”. Tabliczka z napisem nie oskarżała Jezusa, lecz tych, którzy Go odrzucili jako prawdziwego Króla. Przybili bowiem do krzyża niewinne ręce Zbawiciela, które dokonały wielu cudów. Przebili gwoździami nogi Jezusa, dzięki którym przemierzał miasta i wioski, głosząc Ewangelię. Ukrzyżowali swojego Dobroczyńcę i Króla.
Ten napis oskarżał nie tylko współczesne Jezusowi pokolenie, ukazując światu jego winę zabójstwa prawdziwego Króla. Tabliczka z tym napisem oskarża również wszystkich ludzi z różnych pokoleń, którzy nadal odrzucają swojego prawdziwego i dobrego Króla, Jezusa Chrystusa. A odrzucają Go, bo nie chcą, aby królował w ich życiu. Wybierają sobie innych „królów” i „panów” swojego życia, którzy okazują się satrapami, terroryzującymi i zniewalającymi ich. Króla, który dałby im prawdziwą wolność i zbawienie wyprowadzają na Golgotę, czyli na margines życia, i tam Go krzyżują. Jako powód zabijania Boga podają: „Bo On chciałby nad nami królować i ograniczać naszą wolność”. To prawda, że Jezus chciałby królować w każdym ludzkim sercu, ale nie po to, by kogoś zniewalać, lecz uwalniać z niewoli nałogów, grzechów, egoistycznych przywiązań. Chciałby stać się Królem każdego serca, aby przynieść mu wolność i zbawienie. Chce być kochającym Królem, który nigdy nie będzie szukał własnej korzyści, lecz przyniesie ukojenie każdemu utrudzonemu, zmęczonemu i przygnębionemu człowiekowi.
Wielu na świecie nie chce mieć takiego Króla. Wielu codziennie wyprowadza Go na Golgotę, czyli na margines swojego życia, i tam Go przybija do krzyża, aby przestał w nim królować i prowadzić do zbawienia. Gdyby człowiek miał pełną świadomość tego, co czyni z Jezusem, to musiałby jeszcze na tabliczce swojego serca – które zamienia na drzewo krzyża – wypisywać każdego dnia powód usuwania Zbawiciela ze swojego życia. Musiałby na tej żywej tabliczce – która jest równocześnie „żywym krzyżem” – wypisywać codziennie ironicznie: „To jest mój Król!”.

Prawdziwy Król ukrzyżowany niewinnie

„A nad głową Jego umieścili napis z podaniem Jego winy: «To jest Jezus, Król Żydowski».” (Mt 27,37) Św. Jan podaje więcej szczegółów dotyczących tabliczki, na której widniało rzekome przewinienie Jezusa, za które został ukrzyżowany. W Ewangelii według św. Jana czytamy: „Wypisał też Piłat tytuł winy i kazał go umieścić na krzyżu. A było napisane: Jezus Nazarejczyk, Król Żydowski. Ten napis czytało wielu Żydów, ponieważ miejsce, gdzie ukrzyżowano Jezusa, było blisko miasta. A było napisane w języku hebrajskim, łacińskim i greckim. Arcykapłani żydowscy mówili do Piłata: Nie pisz: Król Żydowski, ale że On powiedział: Jestem Królem Żydowskim. Odparł Piłat: Com napisał, napisałem.” (J 19,19-22) To, co nakazał napisać Piłat (a zostało to wypisane na tabliczce w trzech językach) musiało pobudzić do myślenia tych, którzy ten napis czytali. Różnie mogli go rozumieć i komentować. Jednak napis wyjaśniał, że winą Ukrzyżowanego i przyczyną skazania Go na śmierć było tylko to, że jest Królem. Innej „winy” Piłat się w Nim nie doszukał i chyba na złość Żydom nie pozwolił zmieniać tego napisu. Bez względu na jego intencje tabliczka z podaniem „winy” Jezusa przypominała okrutną prawdę, że prawdziwy Król został odrzucony i zabity niewinnie.

Nie tylko materialne szaty pozostały po ukrzyżowanym Jezusie Chrystusie

„Gdy Go ukrzyżowali, rozdzielili między siebie Jego szaty, rzucając o nie losy.” (Mt 27,35) Gdyby Jezusa nie skazano na śmierć, to żołnierze nie mogliby się podzielić Jego szatami. Ci, którzy rozdzielili między siebie Jego szaty, sądzili, że nic więcej nie pozostało po Nim na tym świecie. Może jednak któryś z tych żołnierzy uwierzył w późniejszym czasie w Niego. Jeśli tak się stało, to zrozumiał, że Boski Skazaniec pozostawił całej ludzkości coś nieporównywalnie cenniejszego niż kilka Swoich skromnych szat. Pozostały po Nim niezliczone „szaty duchowe”, które bez rzucania o nie losów można posiąść na zawsze. Do tych nadprzyrodzonych „szat” zalicza się między innymi łaska wiary, nadziei, miłości i wiele innych. Żaden człowiek nie potrafi określić ilości i różnorodności „duchowych szat”, do których mamy dostęp dlatego, że Jezus Chrystus złożył ofiarę z Siebie na ołtarzu krzyża. Pozostawił nam jedną szatę wyjątkową, bez której nikt nie może wejść do nieba, do Domu Ojca. Tą szatą jest On sam, nasz Zbawiciel. To w Niego mamy się przyoblec duchowo jak w jakąś wspaniałą szatę i przez to do Niego się upodobnić (por. Rz 13,14). Jezus pozostawił w naszym zasięgu tę niewyobrażalną „szatę-łaskę”, dzięki której można się stać podobnym do Niego, wejść na zawsze do domu Jego Ojca i uczestniczyć tam przez całą wieczność w niebieskiej uczcie. W szczególny sposób dwa sakramenty powodują duchowe „przyobleczenie się” w Chrystusa. To chrzest i przyjmowanie Go z miłością, pokorą i skruchą w Komunii św.

Dwóch winnych ukrzyżowanych i jeden Niewinny

„Wtedy też ukrzyżowano z Nim dwóch złoczyńców, jednego po prawej, drugiego po lewej stronie.” (Mt 27,38) Jezus ukrzyżowany pomiędzy dwoma złoczyńcami to obraz naszej rzeczywistości, w której każdy człowiek jest skazany na jakąś formę cierpienia. Świat zamiast obdarowywać szczęściem wszystkich krzyżuje – dobrych i złych. Tak było też na Golgocie. Po lewej i prawej stronie przybitego do krzywa niewinnego Jezusa, Syna Bożego, ukrzyżowano dwóch złoczyńców. Również każdy z nas jest przybity do jakiegoś krzyża, który znajduje się po „lewej” lub „prawej” stronie krzyża Jezusowego. W przeciwieństwie do Jezusa, Niewinnego i Sprawiedliwego, jesteśmy większymi lub mniejszymi „złoczyńcami”, bo każdy z nas popełnił jakieś zło. Ten niezaprzeczalny fakt nie przekreśla jednak naszego zbawienia, gdyż blisko każdego „złoczyńcy” znajduje się ukrzyżowany za każdego nas Zbawiciel. Każdemu może dać wieczne zbawienie. Trzeba je jednak przyjąć tak, jak to uczynił jeden z umierających obok Jezusa złoczyńców, który się nawrócił. Nie odwrócił się od Niego tak jak jego współtowarzysz przez brak wiary i lekceważenie Go. Św. Łukasz tak to opisuje: „Jeden ze złoczyńców, których [tam] powieszono, urągał Mu: Czy Ty nie jesteś Mesjaszem? Wybaw więc siebie i nas. Lecz drugi, karcąc go, rzekł: Ty nawet Boga się nie boisz, chociaż tę samą karę ponosisz? My przecież – sprawiedliwie, odbieramy bowiem słuszną karę za nasze uczynki, ale On nic złego nie uczynił. I dodał: Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa. Jezus mu odpowiedział: Zaprawdę, powiadam ci: Dziś ze Mną będziesz w raju.” (Łk 23,39-43) Skruszony złoczyńca, w swoim cierpieniu, odnalazł znajdującego się blisko niego Jezusa, drugi natomiast odrzucił Go, gdyż nawet w chwili zbliżającej się śmierci bardziej pociągali go ci, którzy z Niego drwili. To ich naśladował zamiast się nawrócić jak jego towarzysz, który go karcił za zuchwałe zachowanie, mówiąc: „Ty nawet Boga się nie boisz, chociaż tę samą karę ponosisz?” (Łk 23,40) Złoczyńca ponosił tę samą karę co Bóg – niewinny Jezus Chrystus! Nie wyciągnął jednak z tego żadnego zbawiennego wniosku.

Pilnowali, żeby Jezus, Syn Boży, naprawdę umarł

„Gdy Go ukrzyżowali, rozdzielili między siebie Jego szaty, rzucając o nie losy. I siedząc, tam Go pilnowali.” (Mt 27,35-36) Pilnowali, żeby nikt nie zdjął Jezusa z krzyża, żeby nikt Go nie ocalił. Pilnowali, żeby Syn Boży, który przyszedł do nas od Ojca, naprawdę umarł. Takie wyznaczono im zadanie. Mieli pilnować, żeby umarł i nigdy więcej nie pojawił się pośród żyjących. Wypełnili swój obowiązek i Jezus rzeczywiście umarł. Jednego nie udało się jednak uczynić wrogom Jezusa i ludziom, którzy im służyli; nie zrealizowali swojego planu wyeliminowania Boga z dziejów ludzkich. Po swojej śmierci bowiem Jezus zmartwychwstał i każdy, kto chce, może się z Nim spotkać i otrzymać wysłużone przez Niego na krzyżu zbawienie.
Wielu było i nadal jest strażników „śmierci Boga”, czyli takich, którzy pilnują, żeby Syn Boży naprawdę raz na zawsze umarł na tym świecie i żeby przestała istnieć prawdziwa religia, która do Niego prowadzi. Pilnują tego. Opracowują różne plany, jak Boga uśmiercić i żyć bez Jego prawa. Ci ludzie powinni jednak pamiętać, że Boga nie da się zabić. Syna Bożego usunięto z ludzkiej historii tylko na trzy dni, a potem znowu powrócił – jeszcze potężniejszy, bo nieśmiertelny w swoim zmartwychwstałym ludzkim ciele. Ci, którzy chcą śmierci Boga i prawdziwej religii, powinni pamiętać, że to nie On lecz oni są śmiertelni. Z tego powodu któregoś dnia zakończy się ich ziemskie życie i staną przed Tym, którego chcieli uśmiercić. Przekonają się na zawsze, że Jego zabić się nie da.

Z dwóch złoczyńców tylko jeden się nawrócił

„Wtedy też ukrzyżowano z Nim dwóch złoczyńców, jednego po prawej, drugiego po lewej stronie.” (Mt 27,38) „Jeden ze złoczyńców, których [tam] powieszono, urągał Mu: Czy Ty nie jesteś Mesjaszem? Wybaw więc siebie i nas. Lecz drugi, karcąc go, rzekł: Ty nawet Boga się nie boisz, chociaż tę samą karę ponosisz? My przecież – sprawiedliwie, odbieramy bowiem słuszną karę za nasze uczynki, ale On nic złego nie uczynił. I dodał: Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa. Jezus mu odpowiedział: Zaprawdę, powiadam ci: Dziś ze Mną będziesz w raju.” (Łk 23,39-43) Niewinnego, świętego i sprawiedliwego Jezusa, Syna Bożego, ukrzyżowano między dwoma złoczyńcami, jakby chciano Go upokorzyć i całkowicie skompromitować w oczach ludu; jakby chciano zadrwić z Niego, pokazując „Króla Żydowskiego” i Jego „królewską świtę”, złożoną ze zbrodniarzy. W oczach triumfujących wrogów Jezusa wszystko to wydawało się upokarzać Go, stawiając Go na równi ze zbrodniarzami. Bóg to dopuścił, bo chciał zbawić przynajmniej jednego ze złoczyńców. Jeden z tych dwóch bowiem się nawrócił i Jezus obiecał Mu swój raj. Znalazł się w „orszaku” umierającego obok niego Króla wszechświata. Szansę zbawienia miał również drugi z ukrzyżowanych. Ten jednak nie poszedł w ślady swojego towarzysza. W przeciwieństwie do niego nie wykazał zainteresowania wiecznym zbawieniem. Przyłączył się do tych, którzy szyderczo wzywali Jezusa do zstąpienie z krzyża i wybawienie siebie. Tylko tego od Jezusa oczekiwał, aby ukazał swoją moc i wybawił z cierpienia siebie i ich. Lekceważył zbawienie wieczne, które mógł otrzymać od Niego.

WYSZYDZENIE UKRZYŻOWANEGO JEZUSA

Ci zaś, którzy przechodzili obok, przeklinali Go i potrząsali głowami,39 mówiąc: «Ty, który burzysz przybytek i w trzech dniach go odbudowujesz, wybaw sam siebie; jeśli jesteś Synem Bożym, zejdź z krzyża!»40 Podobnie arcykapłani z uczonymi w Piśmie i starszymi, szydząc, powtarzali:41 «Innych wybawiał, siebie nie może wybawić. Jest królem Izraela: niechże teraz zejdzie z krzyża, a uwierzymy w Niego.42 Zaufał Bogu: niechże Go teraz wybawi, jeśli Go miłuje. Przecież powiedział: "Jestem Synem Bożym"».43 Tak samo lżyli Go i złoczyńcy, którzy byli z Nim ukrzyżowani.44 (Mt 27,39-44)

Wyśmiewanie się z prawdy i dobra

„Ci zaś, którzy przechodzili obok, przeklinali Go i potrząsali głowami, mówiąc: «Ty, który burzysz przybytek i w trzech dniach go odbudowujesz, wybaw sam siebie; jeśli jesteś Synem Bożym, zejdź z krzyża!» Podobnie arcykapłani z uczonymi w Piśmie i starszymi, szydząc, powtarzali: «Innych wybawiał, siebie nie może wybawić. Jest królem Izraela: niechże teraz zejdzie z krzyża, a uwierzymy w Niego. Zaufał Bogu: niechże Go teraz wybawi, jeśli Go miłuje. Przecież powiedział: "Jestem Synem Bożym"».” (Mt 27, 39-43) Ukrzyżowano Jezusa między dwoma złoczyńcami, aby ludzie i Jego też uważali za złoczyńcę. Drwiono ze wszystkiego, co wcześniej powiedział, a co było prawdą – prawdą, która przekraczała zdolności poznawcze ich, małych ludzi, pozbawionych światła wiary. Wyśmiewano się z Jego Boskości, Synostwa Bożego, z Jego wszechmocy. Szydzono z Jego mocy odbudowania każdej świątyni i z Jego potęgi, dzięki której cudownie uwalniał ludzi z różnych cierpień. Kpiono z tego, że był Wybawicielem ludzi, mającym moc uwalniania ich od cierpień, zła, grzechu, śmierci. Kpili z Jego zaufania Bogu. Ci, którzy siebie uważali za sprawiedliwych, wyszydzili prawdę, którą głosił Jezus, i dobro, które czynił. Drwili z Jego Boskiej mocy. Wyśmiewano to, co miało im pomóc uwierzyć w Jego Boskie Synostwo i w Jego mesjańskie posłannictwo. Szydzenie z tego, co Bóg przed nami odsłania dla naszego nawrócenia i zbawienia, to grzech prowadzący do zatwardziałości, określanej jako bluźnierstwo przeciwko Duchowi Świętemu, które nie może być wybaczone. Nie może być wybaczone, ponieważ uniemożliwia prawdziwe nawrócenie się przez skruchę, przez żal za grzechy i chęć zmienienia swojego życia. W człowieku bluźniącemu Duchowi Świętemu zamiast skuchy pojawia się lekceważenie Boga i drwienie sobie z wszystkiego, co pokornemu sercu pomogłoby się nawrócić, a co zostało nam ujawnione dzięki Jego Miłosierdziu.

Od buntu do nawrócenia

„Podobnie arcykapłani z uczonymi w Piśmie i starszymi, szydząc, powtarzali: «Innych wybawiał, siebie nie może wybawić. Jest królem Izraela: niechże teraz zejdzie z krzyża, a uwierzymy w Niego. Zaufał Bogu: niechże Go teraz wybawi, jeśli Go miłuje. Przecież powiedział: "Jestem Synem Bożym"». Tak samo lżyli Go i złoczyńcy, którzy byli z Nim ukrzyżowani.” (Mt 27,41-44) Św. Mateusz, który bardzo krótko przedstawia niektóre wydarzenia związane ze śmiercią Jezusa, równie skrótowo stwierdził, że tak samo jak arcykapłani, uczeni w Piśmie i starsi „lżyli Go i złoczyńcy, którzy byli z Nim ukrzyżowani” (Mt 27,41-44). Mówi, że lżyli z Niego, chociaż jeden z nich, umierając, się nawrócił. Może skrótowo chciał wyrazić fakt, że przed swoim nawróceniem nie słowami, lecz swoim życiem również i on znieważał Boga, a tym samym „lżył Jezusa”, podobnie jak jego towarzysz. Arcykapłani wraz z uczonymi w Piśmie i starszymi ludu wyśmiewali ufność, jaką Jezus pokładał w miłości Swojego Ojca, Boga. Uważali, że oczekiwał od Niego wybawienia z cierpień. Wykrzykiwali: «„Zaufał Bogu: niechże Go teraz wybawi, jeśli Go miłuje. Przecież powiedział: "Jestem Synem Bożym"». (Mt 27,43) Tak jednak nie było, co Jezus ujawnił, modląc się w Ogrójcu: „Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ode Mnie ten kielich! Jednak nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie!” (Łk 22,42) Wtedy Ojciec posłał Mu anioła z nieba, aby Go umocnił w Jego cierpieniu (por. Łk 22,43). Na krzyżu – dręczony bólem fizycznym i duchowym, zadawanym Mu przez dalekich od nawrócenia i wyśmiewających się z Niego arcykapłanów, uczonych w Piśmie i starszych ludu – też doznał pocieszenia. Nie przyniósł mu go – jak w Ogrójcu – anioł z nieba; nie doznał też satysfakcji z cudu zstąpienia z krzyża, ku zawstydzeniu swoich szydzących z Niego wrogów. Wielką pociechą było dla Jezusa nawrócenie jednego z dwóch złoczyńców, którzy wcześniej całym swoim grzesznym życiem urągali Bogu, swojemu Stwórcy. Może i on szedł na Golgotę zbuntowany jak Jego towarzysz, który urągał Jezusowi, mówiąc „Czy Ty nie jesteś Mesjaszem? Wybaw więc siebie i nas” (Łk 23,39). Chociaż nie wypowiadał głośno jak jego towarzysz swojego buntu i pragnienia uwolnienia od śmierci przez Jezusa, ale podtrzymywał ten bunt w swoim sercu. Nawrócił się jednak, widząc zachowanie Jezusa, Maryi, Jana i innych kobiet, które stały pod krzyżem. Te osoby, w swoim cierpieniu, nie bluźniły Bogu, i swoją miłością odróżniały się od bluźnierców, którzy stali naprzeciw Jezusa, pod krzyżem i urągali Mu. Swoim nawróceniem złoczyńca przyniósł ulgę Jezusowi w cierpieniu, tak jak to uczynił wcześniej posłany do Niego przez Ojca anioł. Nawrócony złoczyńca przyniósł Mu pociechę, bo tak jak anioł w Ogrójcu pokazał Mu, że trud Jego cierpienia nie poszedł na marne. Jezus doznał pociechy, bo zobaczył jeszcze przed swoją śmiercią, że Jego udręka zapewniła raj człowiekowi, który swoimi czynami zasłużył na wieczne piekło, lecz w ostatniej chwili życia okazał żal i uwierzył w Boże miłosierdzie.

Wyśmiewanie się z pozornej słabości Jezusa

„Podobnie arcykapłani z uczonymi w Piśmie i starszymi, szydząc, powtarzali: «Innych wybawiał, siebie nie może wybawić. Jest królem Izraela: niechże teraz zejdzie z krzyża, a uwierzymy w Niego. Zaufał Bogu: niechże Go teraz wybawi, jeśli Go miłuje. Przecież powiedział: "Jestem Synem Bożym"».” (Mt 27,41-43) Arcykapłani z uczonymi w Piśmie i starszymi wyśmiewali się z pozornej bezradności Jezusa. Patrzyli z szatańską satysfakcją na to, że ani On nie ujawnia żadnej nadzwyczajne mocy, ani Bóg nie okazuje Mu swojej pomocy, jakby przestał Go miłować. Szyderczo powtarzali, że nie potrafi samego siebie ocalić, a Bóg tego nie chce uczynić. Wystawiali na próbę pokorę Jezusa i Jego posłuszeństwo Bogu. Chrystus bowiem potrafił sam siebie wybawić i wybawiłby Go również Jego Ojciec. Wcześniej powiedział to Piotrowi, który mieczem usiłował Go obronić przed uwięzieniem. „Czy myślisz, że nie mógłbym poprosić Ojca mojego, a zaraz wystawiłby Mi więcej niż dwanaście zastępów aniołów?” (Mt 26,53) O to samo Jezus mógłby na krzyżu poprosić Ojca i przyszedłby Mu z pomocą. Nie zrobił tego, bo chciał Mu okazać pełne posłuszeństwo, wypełniając nie swoją wolę ocalenia Siebie, lecz Jego plan, odnoszący się do zbawienia świata. Jezus nie zstąpił z krzyża i nie urządził jakiegoś spektakularnego widowiska, do czego go namawiano. Nie uległ pokusie arcykapłanów, uczonych w Piśmie i starszych, tak jak nie posłuchał diabła, który przed prawie trzema laty namawiał Go, żeby zadziwił ludzi, rzucając się z narożnika świątyni: „Jeśli jesteś Synem Bożym, rzuć się w dół, jest przecież napisane: Aniołom swoim rozkaże o tobie, a na rękach nosić cię będą byś przypadkiem nie uraził swej nogi o kamień.” (Mt 4,6) W trudnej sytuacji znaleźliby się wszyscy bluźniercy stojący pod krzyżem, gdy Chrystus ukazał im swoją prawdziwą Boską moc. Nie ujawnił jej ze względu na swoje miłosierdzie wobec nich. Nie manifestował swojej Boskiej potęgi, ponieważ był pokornym Zbawicielem świata, który na uwadze miał tylko ocalenie nas od piekła. Nie pokazał na krzyżu swojej mocy. Ona ujawniła się w Jego zmartwychwstaniu i ukaże się w dniu zbliżającego się z każdą godziną sądu nad światem.

Dyktowanie Bogu, co powinien zrobić

„Podobnie arcykapłani z uczonymi w Piśmie i starszymi, szydząc, powtarzali: «Innych wybawiał, siebie nie może wybawić. Jest królem Izraela: niechże teraz zejdzie z krzyża, a uwierzymy w Niego. Zaufał Bogu: niechże Go teraz wybawi, jeśli Go miłuje. Przecież powiedział: "Jestem Synem Bożym"».” (Mt 27,41-43) Arcykapłani, uczeni w Piśmie i starsi ludu urągali ukrzyżowanemu Jezusowi i równocześnie Jego Ojcu, ponieważ w swojej zuchwałości dyktowali Mu, co powinien zrobić, jeśli miłuje Swojego Syna. Według nich dowodem Bożej miłości byłoby tylko uwolnienie Go od cierpień i śmierci. Wrogowie Jezusa, pogrążeni w duchowych ciemnościach, nie rozumieli, że Ojciec nie uwalnia na ich oczach swojego Syna od śmierci, bo przez nią miało się dokonać odkupienie świata, które było przejawem Jego nieskończonej miłości do nas. Tej tajemnicy Bożej miłości wrogowie Jezusa nie potrafili poznać, ponieważ nie dopuścili do oświecenia swoich umysłów przez Ducha Świętego. Ludzie, którzy tak postępują – jak wyjaśnia św. Paweł – nie potrafią zrozumieć wielkich dzieł Bożych, do których zalicza się zbawienie przez krzyż. „Nauka bowiem krzyża głupstwem jest dla tych, co idą na zatracenie, mocą Bożą zaś dla nas, którzy dostępujemy zbawienia.” (1 Kor 1,18) Św. Paweł, oświecony przez Ducha Świętego, rozumiał tajemnicę zbawienia przez krzyż i ukazywał ją światu. Napisał: „my głosimy Chrystusa ukrzyżowanego, który jest zgorszeniem dla Żydów, a głupstwem dla pogan, dla tych zaś, którzy są powołani, tak spośród Żydów, jak i spośród Greków, Chrystusem, mocą Bożą i mądrością Bożą. To bowiem, co jest głupstwem u Boga, przewyższa mądrością ludzi, a co jest słabe u Boga, przewyższa mocą ludzi.” (1 Kor 1,23-25) Dla tych, którzy nie mają w sobie Ducha Świętego, krzyż wydaje się głupstwem i zgorszeniem, znakiem słabości, klęski i wielkiej życiowej przegranej. Tak właśnie myśleli stojący pod krzyżem Jezusa i szydzący z Niego arcykapłani i inni ludzie, podobnie jak oni zaślepieni przez swoją nienawiść i pychę. Uważali, że krzyż jest „zgorszeniem i głupstwem”, dlatego Jezus powinien z niego zstąpić i Bóg powinien Mu w tym dopomóc, jeśli Go miłuje. Według arcykapłanów – i innych osób należących do „świata” przez swoją mentalność – znakiem Bożej miłości wobec Jezusa Chrystusa byłoby przerwanie dokonywanego przez Niego dzieła Odkupienia grzesznej ludzkości: dzieła ocalenia jej od wiecznego potępienia. To dzieło miało się dokonać przez dobrowolne trwanie Jezusa na krzyżu aż do śmierci. Tego arcykapłani i inni ludzie pozbawieni mądrości Bożej w swoim zaślepieniu nie rozumieli i złośliwie drwili z Jezusa Chrystusa, prawdziwego Syna Bożego, i z Jego Ojca: «Zaufał Bogu: niechże Go teraz wybawi, jeśli Go miłuje. Przecież powiedział: "Jestem Synem Bożym"». (Mt 27,43)

Udawana chęć nawrócenia

„Podobnie arcykapłani z uczonymi w Piśmie i starszymi, szydząc, powtarzali: «Innych wybawiał, siebie nie może wybawić. Jest królem Izraela: niechże teraz zejdzie z krzyża, a uwierzymy w Niego».” (Mt 27,41-42) Według planu Bożego Jezus miał umrzeć na krzyżu i powrócić do nieśmiertelnego życia w ciele, aby jako pełen potęgi zmartwychwstały Pan prowadzić do końca wieków dzieło zbawiania świata. Diabeł i posłuszni mu kapłani wraz z uczonymi w Piśmie i starszymi chcieli powstrzymać dzieło Odkupienia i przerwać dokonującą się Ofiarę naszego zbawienia. Posługiwali się różnymi metodami: wyśmiewaniem pozornej słabości Jezusa, domaganiem się, żeby Bóg okazał Mu swoją miłość i uwolnił Go z cierpienia. Próbowali też skłonić Go do zstąpienia z krzyża, obiecując w zamian swoje nawrócenie. Wołali: „Jest królem Izraela: niechże teraz zejdzie z krzyża, a uwierzymy w Niego.” (Mt 27,42) Gdyby tak się stało, to Jezus wprawdzie nie umarłby i może by nauczał jeszcze przez jakiś czas, a potem w cudowny sposób powróciłby do Ojca, jednak nie złożyłby Ofiary dla wynagrodzenia Bogu na nasze grzeszne nieposłuszeństwa. Nie dokonałoby się też Jego zmartwychwstanie, dzięki któremu jako żyjący Zbawiciel może do końca wieków ciągle zbawiać ludzi wszystkich czasów. Aby przerwać dzieło naszego odkupienia i zbawienia, arcykapłani, uczeni w Piśmie i starsi ludu udawali chęć nawrócenia, której nie mieli. Kłamali, liczyli na naiwność Jezusa.
Można przypuszczać, że gdyby choć jeden z nich naprawdę miał się nawrócić dzięki zstąpieniu Jezusa z krzyża, to Ojciec niebieski zezwoliłby na to, a dzieło Odkupienia świata dopełniłoby się w jakiś inny sposób. Jezus wiedział jednak, że jest okłamywany i nie uległ podstępowi tych ludzi. Wiedział, że zachowują się jak szatan, który kusił go kiedyś na pustyni, namawiając, aby nie szedł drogą modlitwy, krzyża, pokory. Kusiciel namawiał wtedy Jezusa, aby postępował jak ludzie tego świata, którzy sensowne życie widzą tylko w sławie, władzy i szukaniu przyjemności, przez zaspokajanie potrzeb zmysłowych.
Ukrzyżowany Jezus usłyszał w okrzykach udających chęć nawrócenia ludzi ten sam diabelski głos, który trzydzieści lat wcześniej namawiał Go, by porzucił pokorną drogę krzyża i wypełniania woli Bożej. Szatan kusił wtedy Jezusa na pustyni, ponieważ nie mógł znieść Jego modlitwy, postu i przyszłej drogi życiowej, pełnej wyrzeczeń i dobrowolnie przyjętego cierpienia. Przeczuwał, że sposób życia, wybrany przez Jezusa, zrujnuje jego podstępne panowanie na ziemi. Diabeł, widząc umierającego na krzyżu Jezusa – posłusznego Ojcu aż do śmierci – zdawał sobie sprawę, że rozpada się jego królestwo zła. Dlatego robił wszystko, aby Jezus nie dopełnił swojej Ofiary, która miała uwolnić świat z jego szatańskich objęć. Posłużył się arcykapłanami, uczonymi w Piśmie i starszymi, którzy krzyczeli: „Jest królem Izraela: niechże teraz zejdzie z krzyża, a uwierzymy w Niego.” (Mt 27,42) Szatan liczył, że może głosu tych ludzi Jezus posłucha i zaniecha tego, co było niezwykle groźne dla jego królestwa zakłamania i zła.
Również dzisiaj zły duch usiłuje skłonić każdego człowieka do porzucenia tego, co jest wielkie i potężne w oczach Bożych – czyli modlitwy, postu i cierpienia, przyjmowanego dobrowolnie, z miłości do Boga.

Nawet przeklinali Jezusa

„Ci zaś, którzy przechodzili obok, przeklinali Go i potrząsali głowami” (Mt 27,39). Przechodzący obok Jezusa, umierającego na krzyżu zamiast Mu współczuć w odruchu ludzkiej litości, przeklinali Go i kiwali nad Nim głowami na znak pogardy tak wielkiej, że nie można było jej wyrazić słowami, lecz gestem. Ta smutna scena przedstawia świat, który zamiast dziękować swojemu Stwórcy i Zbawicielowi przeklina Go i gardzi Nim. Czyni to z powodu swojego zaślepienia i zatwardziałości serca, które przylgnęło do zła tak mocno, że prawdą i dobrem gardzi i „kiwa nad nim głową”. Ileż to razy znieważa się krzyż, nie dostrzegając na nim – w zaślepieniu – Zbawiciela świata. Urąga się zawieszonemu na nim Jezusowi, zamiast dziękować Mu, uwielbiać Go i przepraszać za swoje grzechy, które On obmył swoją krwią, przelaną właśnie na krzyżu. Taka postawa wobec krzyża, na którym Jezus oddał za nas życie, powinna pobudzać Jego uczniów do wynagradzania Mu słowami, czynami i uczuciami miłości oraz życiem według Jego Ewangelii.

Oskarżanie Jezusa o chęć zniszczenia świątyni

„Ci zaś, którzy przechodzili obok, przeklinali Go i potrząsali głowami, mówiąc: «Ty, który burzysz przybytek i w trzech dniach go odbudowujesz, wybaw sam siebie; jeśli jesteś Synem Bożym, zejdź z krzyża!» (Mt 27,39-40) Przekręcali słowa Jezusa i wyśmiewali się z tego, co źle rozumieli. Zmienili słowa Jezusa, bo On nie powiedział, że zburzy świątynię jerozolimską i odbuduje ją w trzech dniach. Kiedy bowiem wcześniej Żydzi domagali się od Niego jakiegoś wyjątkowego znaku, powiedział im: „Zburzcie tę świątynię, a Ja w trzech dniach wzniosę ją na nowo.” Powiedzieli do Niego Żydzi: «Czterdzieści sześć lat budowano tę świątynię, a Ty ją wzniesiesz w przeciągu trzech dni?» On zaś mówił o świątyni swego ciała.” (J 2,19-21) To nie On lecz Jego przeciwnicy doprowadzili Go do śmierci i przez to zniszczyli – ale tylko na „trzy dni” świątynię Jego ciała. On ją jednak odbudował. Po trzech dniach zmartwychwstał w ciele nieśmiertelnym. Odbudował przybytek swojego ciała. Zbawiciel nie przyszedł na świat, aby niszczyć dzieła Boga i burzyć Jego świątynie, lecz aby każde dobro udoskonalić.
Nie tylko świątynię swojego ciała odbudował, zmartwychwstając. Po powrocie do życia w swoim uwielbionym ciele pozostał na świecie w sposób niewidzialny, aby budować wielką żywą świątynię, utworzoną z żywych kamieni. Kamieniami tymi są ludzie o sercach otwartych na Bożą łaskę. Tą żywą świątynią jest Kościół.
Ciągle są tacy, którzy chcą tę świątynię zburzyć. Do nich należą nieraz, niestety, także ludzie, którzy tworzą jej mury, bo zostali w nie „wbudowani” przez sakrament chrztu. Atakują złośliwie Kościół albo go destruktywnie krytykują. Zarzucają mu zło, które sami wnoszą do jego wnętrza, bo przecież go tworzą. Niszczą świątynię Bożą przez swoją pychę i brak świętości. Naruszają mury tej żywej świątyni, bo stają się w niej „zmurszałymi” i kruchymi kamieniami. Osłabiają jej mury, robią w nich wyrwy, a przy tym nierzadko krytykują innych w Kościele, nie chcąc dostrzec swojej części winy.
Ważne słowa św. Pawła można odnieść do tych, którzy sami niszczą świątynię Boga, a równocześnie uważają się za mędrców, zdolnych do pouczania innych, co mają robić dla dobra Kościoła: „Czyż nie wiecie, żeście świątynią Boga i że Duch Boży mieszka w was? Jeżeli ktoś zniszczy świątynię Boga, tego zniszczy Bóg. Świątynia Boga jest świętą, a wy nią jesteście. Niechaj się nikt nie łudzi. Jeśli ktoś spośród was mniema, że jest mądry na tym świecie, niech się stanie głupim, by posiadł mądrość.” (1 Kor 3,16-18)
Świątyni żywej, Kościoła, nie odnawia się słowami złośliwej krytyki, lecz uświęcaniem życia swojego, własnej rodziny, najbliższych – dbaniem o to, by nami i innymi ludźmi kierował Duch Święty. Kiedy bowiem rodzina staje się „prawdziwym kościołem domowym”, prawdziwą żywą świątynią – ożywianą codziennie przez Eucharystię i Ewangelię – wtedy mury wielkiej Bożej świątyni zostają umocnione. Miłosierny Jezus – który nie przyszedł na świat, by burzyć świątynie Boże – musi stale odbudowywać tę żywą świątynię. I ciągle to czyni.

Zniszczona zdolność do współodczuwania

„Podobnie arcykapłani z uczonymi w Piśmie i starszymi, szydząc, powtarzali: «Innych wybawiał, siebie nie może wybawić. Jest królem Izraela: niechże teraz zejdzie z krzyża, a uwierzymy w Niego. Zaufał Bogu: niechże Go teraz wybawi, jeśli Go miłuje. Przecież powiedział: ‘Jestem Synem Bożym».” (Mt 27, 41-43) W dobrym człowieku cierpienie bliźniego wywołuje współczucie. Nie pojawiło się ono w sercach arcykapłanów, uczonych w Piśmie i starszyzny. Zostało wygaszone przez nienawiść i zastąpione drwinami i wyśmiewaniem się z Jezusa. Zamiast współczucia pojawiło się szyderstwo arcykapłanów, którzy na służbie Bożej w świątyni mieli się nauczyć miłości do bliźniego; powstało w uczonych w Piśmie, którzy wiedzieli ze studiowania Ksiąg natchnionych, że należy miłować Boga i bliźniego. Szyderstwo pojawiło się także w starszych ludu, którzy ze względu na wiek i związane z nim słabości sami nieraz potrzebowali współczucia i dlatego powinni byli zrozumieć, jak bardzo jest ono ważne. Współczucia jednak w nich nie było. Zamiast niego w sercach tych ludzi, ogarniętych nienawiścią, pojawiła się pogarda i okrucieństwo, wypływające z ich nienawiści do Jezusa. Zamiast dziękować Jezusowi za wszystko, co uczynił narodowi, ci, „którzy przechodzili obok, przeklinali Go i potrząsali głowami, mówiąc: «Ty, który burzysz przybytek i w trzech dniach go odbudowujesz, wybaw sam siebie; jeśli jesteś Synem Bożym, zejdź z krzyża!» (Mt 27,39-40)
Szydercze zachowanie ludzi, którzy otaczali cierpiącego na krzyżu Jezusa, odczłowieczyło ich, upodabniając do piekielnych demonów, którzy współczucia ani litości nie znają. Niestety, tacy ludzie ciągle żyją na świecie i wyśmiewają krzyż zbawienia, na którym zawisła Miłość, skierowana również do nich i współczująca im. Jezus autentycznie współczuje im, bo nie pozwalają Mu obdarzyć ich łaską zbawienia. Współczuje im, bo zna grozę ich wiecznej przyszłości, do której podążają, odrzucając Jego pomoc. Jezus współczuje tym, którzy przez swoje postępowanie narażają się na wieczne cierpienie. On nie udaje współczucia, lecz autentycznie cierpi nad ich losem.
Zbawiciel współczuje tym, którzy – zamiast wraz z Nim budować przez swoje życie żywą świątynię Bożą – atakują Go w Kościele, który jest Jego Mistycznym Ciałem. Współczuje im, bo znajdują się na usługach szatana sądząc, że są ludźmi całkowicie wyzwolonymi i wolnymi. Współczuje także tym, którzy publicznie Go nie atakują, jednak swoim życiem Go lekceważą, nie postępując według Jego Ewangelii. Współczuje im, bo podążają szeroką drogą, wiodącą ku zatraceniu i nie chcą słyszeć Jego dobrej rady: „Wchodźcie przez ciasną bramę. Bo szeroka jest brama i przestronna ta droga, która prowadzi do zguby, a wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą.” (Mt 7,13) Współczuje tym, którzy budują dom swojego życia na piasku, zamiast na skale, którą jest On, Jego Ewangelia i Jego łaska. Współczuje im, bo dobrze wie, że w chwili śmierci ich budowla rozpadnie się, upodabniając się do sypkiego piasku, na którym została zbudowana. (Por. Mt 7,24-27)
Jezus prawdziwie współczuje wszystkim ludziom, niszczącym – przez demoralizację – żywe świątynie, którymi są dusze dzieci i młodzieży. Współczuje im, bo do nich odnosi się groźne ostrzeżenie św. Pawła: „Jeżeli ktoś zniszczy świątynię Boga, tego zniszczy Bóg. Świątynia Boga jest świętą, a wy nią jesteście.” (1 Kor 3,17) On, Syn Boży, dobrze zna grozę tego „zniszczenia” przez Bożą sprawiedliwość. Sam przed nią ostrzegł, mówiąc: „Lecz kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą we Mnie, temu byłoby lepiej kamień młyński zawiesić u szyi i utopić go w głębi morza.” (Mt 18,6)

ŚMIERĆ JEZUSA

Od godziny szóstej mrok ogarnął całą ziemię, aż do godziny dziewiątej.45 Około godziny dziewiątej Jezus zawołał donośnym głosem: «Eli, Eli, lema sabachthani?», to znaczy Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?46 Słysząc to, niektórzy ze stojących tam mówili: «On Eliasza woła».47 Zaraz też jeden z nich pobiegł i wziąwszy gąbkę, napełnił ją octem, włożył na trzcinę i dawał Mu pić.48 Lecz inni mówili: «Poczekaj! Zobaczymy, czy przyjdzie Eliasz, aby Go wybawić».49 A Jezus raz jeszcze zawołał donośnym głosem i wyzionął ducha.50 (Mt 27,45-50)

Mroki ogarniające ziemię w czasie konania Jezusa na krzyżu

„Od godziny szóstej mrok ogarnął całą ziemię, aż do godziny dziewiątej.” (Mt 27,45) Mroki zalegające ziemią to jakby „smutek” przyrody z powodu zadawania bólu i doprowadzenia do śmierci jej Stwórcy i Pana. Martwa materia i rządzące nią prawa doprowadziły jakby do „współczucia” i „przerażenia” kosmosu na widok tego, co ludzkość uczyniła ze swoim Panem – przybiła Go do krzyża! Przyroda jakby „harmonizowała się” ze swoim udręczonym Panem i pogrążyła się w mrokach i „smutku”, jakby łącząc się z bólem Maryi, Matki Jezusa, i nielicznych uczniów, którzy mieli odwagę pozostać przy swoim umierającym Panu. Mroki ogarniające całą ziemię jakby chciały ukryć – o ile to możliwe – przed światem i niebem zbrodnię Bogobójstwa, dokonaną przez ludzkość.
Te mroki wykazywały więcej „współczucia” kosmosu swojemu Stwórcy niż ludzie, którzy przechodzili obok ukrzyżowanego Jezusa, „przeklinali Go i potrząsali głowami, mówiąc: «Ty, który burzysz przybytek i w trzech dniach go odbudowujesz, wybaw sam siebie; jeśli jesteś Synem Bożym, zejdź z krzyża!»” (Mt 27,39-40) Ich nie zasmuciła bolesna śmierć Zbawiciela świata. Przeciwnie, z szatańską radością i szyderstwem łączyli się z tymi, którzy burzyli „świątynię ciała” Syna Bożego, Jezusa Chrystusa. (Por. J 2,19-21) Nie ogarnął ich smutek, bo nie wzięli przykładu ze „smutku” ziemi, którą mrok ogarnął od godziny szóstej do godziny dziewiątej według żydowskiego sposobu liczenia czasu, czyli – od dwunastej do trzeciej według naszego określania go.

Chwalebne wywyższenie Tego, który umierał jakby opuszczony przez Boga

„Około godziny dziewiątej Jezus zawołał donośnym głosem: «Eli, Eli, lema sabachthani?», to znaczy Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił? Słysząc to, niektórzy ze stojących tam mówili: «On Eliasza woła».” (Mt 27,46-47) Jezus wołał do Boga, swojego Ojca, a niektórzy ze stojących obok krzyża mówili, że wzywa Eliasza. Nie zrozumieli Jego słów. Umierający Jezus – resztkami sił – wymówił pierwsze słowa Psalmu Dawidowego, w którym przedstawiony został Jego stan w chwili konania oraz to, co nastąpi w przyszłości. W chwili umierania był otoczony przez ludzi przypominających rozdrażnione bestie. Dla naszego zbawienia Bóg pozwolił, że to w ich ręce został wydany, a oni – według swojego prawa – z Niego, Sprawiedliwego, uczynili złoczyńcę. Ale psalm, rozpoczęty przez Jezusa, nie mówi o Jego klęsce, lecz wielkim wywyższeniu przez Boga, które rozpoczęło się od momentu zmartwychwstania. Zbawiciel nie miał sił, żeby odmówić cały ten psalm. Wypowiadając z wielkim wysiłkiem tylko jego pierwsze słowa, chciał wszystkich pobudzić do rozważania go i zrozumienia, że ten pozornie opuszczony przez Boga Cierpiący Sługa stanie się wielkim Zwycięzcą, który doprowadzi do Pana wszystkie narody. To dzięki Niemu przypomną „sobie i wrócą do Pana wszystkie krańce ziemi; i oddadzą Mu pokłon wszystkie szczepy pogańskie, bo władza królewska należy do Pana i On panuje nad narodami. Tylko Jemu oddadzą pokłon wszyscy, co śpią w ziemi, przed Nim zegną się wszyscy, którzy w proch zstępują.” (Ps 22,28-30)
Po zmartwychwstaniu Jezus będzie miał liczne duchowe potomstwo, służące Bogu i wychwalające Go za wszystkie wielkie dzieła, które dla niego uczynił, jak mówi Psalm: „A moja dusza będzie żyła dla Niego, potomstwo moje Jemu będzie służyć, opowie o Panu pokoleniu przyszłemu, a sprawiedliwość Jego ogłoszą ludowi, który się narodzi: «Pan to uczynił».” (Ps 22,30-32)
Już nie będzie tak, jak w chwili konania Jezusa, w pełni ufającego Ojcu. Umierał w opuszczeniu, bo umiłowani przez Niego ludzie w okrucieństwie zatracili swoje człowieczeństwo i zachowywali się wobec Niego jak rozjuszone zwierzęta: „Otacza mnie mnóstwo cielców, osaczają mnie byki Baszanu. Rozwierają przeciwko mnie swoje paszcze, jak lew drapieżny i ryczący. Rozlany jestem jak woda i rozłączają się wszystkie moje kości; jak wosk się staje moje serce, we wnętrzu moim topnieje. Moje gardło suche jak skorupa, język mój przywiera do podniebienia, kładziesz mnie w prochu śmierci. Bo [sfora] psów mnie opada, osacza mnie zgraja złoczyńców. Przebodli ręce i nogi moje, policzyć mogę wszystkie moje kości. A oni się wpatrują, sycą mym widokiem; moje szaty dzielą między siebie i los rzucają o moją suknię. Ty zaś, o Panie, nie stój z daleka; Pomocy moja, spiesz mi na ratunek! Ocal od miecza moje życie, z psich pazurów wyrwij moje jedyne dobro, wybaw mnie od lwiej paszczęki i od rogów bawolich - wysłuchaj mnie!” (Ps 22,13-22)
Chociaż Jezus nie został uwolniony od męki konania i naprawdę umarł na krzyżu, to jednak został wybawiony z rąk tych, którzy chcieliby Go całkowicie usunąć z dziejów świata i z życia każdego człowieka. Został wybawiony z objęć śmierci przez swoje zmartwychwstanie. Od tego momentu ludzkość zmierza ku swojej pełnej odnowie, ku nowym niebiosom i nowej ziemi, zapowiedzianej przez proroka Izajasza: „Albowiem oto Ja stwarzam nowe niebiosa i nową ziemię; nie będzie się wspominać dawniejszych dziejów ani na myśl one nie przyjdą. Przeciwnie, będzie radość i wesele na zawsze z tego, co Ja stworzę”. (Iz 65,17-18)
Powtarza tę Boską obietnicę św. Jan: „I rzekł Zasiadający na tronie: Oto czynię wszystko nowe. I mówi: Napisz: Słowa te wiarygodne są i prawdziwe. I rzekł mi: Stało się. Jam Alfa i Omega, Początek i Koniec. Ja pragnącemu dam darmo pić ze źródła wody życia. Zwycięzca to odziedziczy i będę Bogiem dla niego, a on dla mnie będzie synem. A dla tchórzów, niewiernych, obmierzłych, zabójców, rozpustników, guślarzy, bałwochwalców i wszelakich kłamców: udział w jeziorze gorejącym ogniem i siarką. To jest śmierć druga.” (Ap 21,5-8) Tej wielkiej odnowy dokona Jezus, który umierał w pozornym opuszczeniu przez Boga i prawdziwym – przez ludzi.
„Z głośnym wołaniem i płaczem za dni ciała swego zanosił On gorące prośby i błagania do Tego, który mógł Go wybawić od śmierci, i został wysłuchany dzięki swej uległości.” (Hbr 5,7) Został wysłuchany, bo osiągnął życie ciała przez swoje zmartwychwstanie i życiem obdarzy niezliczonych zbawionych. Jezus umierał w cierpieniu i opuszczeniu, aby sprawić, że Bóg otrze każdą łzę z oczu tych, którzy dzięki Niemu osiągną zbawienie (por. Ap 7,17).

Miłość i okrucieństwo

„Słysząc to, niektórzy ze stojących tam mówili: «On Eliasza woła». Zaraz też jeden z nich pobiegł i wziąwszy gąbkę, napełnił ją octem, włożył na trzcinę i dawał Mu pić. Lecz inni mówili: «Poczekaj! Zobaczymy, czy przyjdzie Eliasz, aby Go wybawić».” (Mt 27,47-49) Słysząc wołanie Jezusa do Ojca: „«Eli, Eli, lema sabachthani?», to znaczy Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?” niektórzy myśleli, że przyzywa na pomoc proroka Eliasza. Skierowane do Boga Słowa Jezusa zamiast współczucia wywołały kolejne drwiny. Ktoś usiłował napoić Go octem i sprawić Mu dodatkowy ból, a inni szydzili, mówiąc: „Poczekaj! Zobaczymy, czy przyjdzie Eliasz, aby Go wybawić”. (Mt 27,49) W ostatnich chwilach życia Jezusa, tuż przed Jego śmiercią, jeszcze z Niego szydzono, przekręcano Jego słowa i zabawiano się. Ta tragiczna scena pokazuje, do czego zdolny jest człowiek owładnięty szatańską nienawiścią i do czego zdolny jest Bóg, chcący wyrwać go ze szponów demonicznego okrucieństwa i zamienić w istotę kochającą – w żywą pochodnię, która płonie miłością.

Cierpki ocet zamiast słodyczy miłości

„Zaraz też jeden z nich pobiegł i wziąwszy gąbkę, napełnił ją octem, włożył na trzcinę i dawał Mu pić.” (Mt 27,48) Nie na cierpki i palący ocet czekał umierający wśród pogardy Jezus, lecz na taką pociechę, jaką była dla Niego miłość stojącej pod krzyżem Matki, kilku niewiast, Jana, a także nawrócenie się jednego ze złoczyńców i rzymskiego setnika (por. Mk 15,39). Nie ocet fałszywej pobożności lecz płonąca lub nawet dopiero rozpalająca się w sercach miłość może być dla Niego pociechą w świecie, który upodobnił się go Golgoty. Podobny jest do tej góry, bo tak jak Jezus i ukrzyżowani obok niego złoczyńcy umiera. Kona codziennie z powodu wojen, katastrof, dzieciobójstwa, eutanazji i śmierci naturalnej, jednak w dużej części podobny jest do tego złoczyńcy, który nawet w obliczu swojej bliskiej śmierci urągał Jezusowi. Jest podobny do szydzących z Niego arcykapłanów, uczonych w Piśmie i starszych ludu. Najmniej przypomina umierającego Jezusa, bo nie łączy swoich cierpień z Nim – dla zbawienia świata. Świat przypomina Golgotę przez znieważanie krzyża i Jezusa, który za nas oddał na nim życie. Wielu ciągle chce, żeby Bóg umarł, żeby znikł z życia ludzkiego, społecznego – z historii świata. Ludzkie serca – zamiast miłością – są ciągle nasączone jak gąbka cierpkim „octem” lekceważenia Boga Ojca, Jego Syna i bluźnierstwami przeciwko Duchowi Świętemu. Zamiast uwielbienia i dziękczynienia wielu podnosi „gąbkę” swoich serc, jakby na trzcinie, w stronę nieba jako swój cierpki „dar” dla Stwórcy.

Okrzyk Jezusa ukrzyżowanego, który powinien stale rozbrzmiewać w moim sercu

„A Jezus raz jeszcze zawołał donośnym głosem i wyzionął ducha.” (Mt 27,50) Osłabiony do ostatnich granic Jezus wydał z siebie donośny głos i skonał. Św. Mateusz Ewangelista nie podaje słów tego ostatniego donośnego wołania. „Ojcze?” „Mamo?” „Umiłowani?”... Nie znamy tych słów. Może więc trzeba w usta Jezusa wstawić swoje imię, aby stale pamiętać, że to z myślą o moim zbawieniu On konał. To mnie wołał w ostatniej chwili, abym nigdy od Niego nie odszedł, abym Go nigdy nie porzucił dla jakiegoś bożka lub bożków. A głos Jezusa, jak pisze Ewangelista, był donośny. Był mocny, aby go usłyszały także moje uszy i przede wszystkim – serce. Po tych słowach Zbawiciel wyzionął ducha. Naprawdę umarł nie za „jakichś ludzi”, nie za „jakiś świat”, lecz – za mnie! O tym powinien mi przypominać ostatni silny okrzyk Pana Jezusa. A moje uszy powinny się stać – jak mówi Jezus – „uszami do słuchania” (por. Mk 4,9), słuchającymi ukrzyżowanego za mnie Pana.

Mroki tam, gdzie Światłość prawdziwa została ukrzyżowana

„Od godziny szóstej mrok ogarnął całą ziemię, aż do godziny dziewiątej.” (Mt 17,45) Kiedy Jezus, prawdziwa Światłość, konał na krzyżu, „mrok ogarnął całą ziemię”. Ta ciemność miała pouczyć każdego człowieka, co się z nim stanie, jeśli odrzuci swojego Zbawiciela: pogrąży się w mrokach grzechów, swoich namiętności, zła. Pozwoli się zmanipulować, aby podążać za najgłupszymi ideologiami. Inaczej być nie może; albo trwamy przy Jezusie Chrystusie, Światłości, albo pogrążamy się w ciemnościach, w których nie widać drogi wiodącej do nieba. Mroki ogarniające całą ziemię w czasie konania Jezusa na krzyżu to przypomnienie dla świata, w którym wielu poświęca swoje życie i zdolności do zwalczania Go.

PO ŚMIERCI JEZUSA

A oto zasłona przybytku rozdarła się na dwoje z góry na dół; ziemia zadrżała i skały zaczęły pękać.51 Groby się otworzyły i wiele ciał Świętych, którzy umarli, powstało.52 I wyszedłszy z grobów po Jego zmartwychwstaniu, weszli oni do Miasta Świętego i ukazali się wielu.53 Setnik zaś i jego ludzie, którzy odbywali straż przy Jezusie, widząc trzęsienie ziemi i to, co się działo, zlękli się bardzo i mówili: «Prawdziwie, Ten był Synem Bożym».54 Było tam również wiele niewiast, które przypatrywały się z daleka. Szły one za Jezusem z Galilei i usługiwały Mu.55 Między nimi były: Maria Magdalena, Maria, matka Jakuba i Józefa, oraz matka synów Zebedeusza.56 (Mt 27,51-56)

Śmierć poruszająca żywych i umarłych, świątynię i całą przyrodę

Śmierć Jezusa różniła się od śmierci wszystkich innych ludzi, bo miała wpływ na wszystko: na świątynię, ziemię, skały, groby i umarłych. „A oto zasłona przybytku rozdarła się na dwoje z góry na dół; ziemia zadrżała i skały zaczęły pękać. Groby się otworzyły i wiele ciał Świętych, którzy umarli, powstało. I wyszedłszy z grobów po Jego zmartwychwstaniu, weszli oni do Miasta Świętego i ukazali się wielu.” (Mt 27,51-53) Była to śmierć Zbawiciela świata, która poruszyła ziemię, skały i groby, grzech, a przede wszystkim – ludzi. Jezus umarł na krzyżu, aby zniszczyć zło i przynieść życie. Widocznym znakiem zbawczego oddziaływania Chrystusa było nawrócenie rzymskiego setnika, jak pisze św. Mateusz: „Setnik zaś i jego ludzie, którzy odbywali straż przy Jezusie, widząc trzęsienie ziemi i to, co się działo, zlękli się bardzo i mówili: «Prawdziwie, Ten był Synem Bożym».” (Mt 27,54) Serce setnika zadrżało jak ziemia na widok śmierci Jezusa i ożyło, poruszone wysłużoną przez Niego łaską. Wyszło z grobu niewiary, aby żyć w Chrystusie. Również inni żołnierze, którzy odbywali staż przy ukrzyżowanym Jezusie, zlękli się. Poruszenie przyrody poruszyło również ich umysły i serca i uznali Go za Syna Bożego. Mówili: „Prawdziwie, Ten był Synem Bożym”. Śmierć Jezusa poruszyła także obecne w pobliżu kobiety. „Było tam również wiele niewiast, które przypatrywały się z daleka. Szły one za Jezusem z Galilei i usługiwały Mu. Między nimi były: Maria Magdalena, Maria, matka Jakuba i Józefa, oraz matka synów Zebedeusza.” (Mt 27,55-56) Serca tych kobiet już wcześniej były napełnione miłością do Niego, dlatego Mu usługiwały. W smutku chciały Mu oddać ostatnią usługę, którą – według zwyczaju – było namaszczenie ciała zmarłego. Nie mogły jednak tego uczynić, i – jak się okazało później – nigdy tego nie uczyniły z powodu Jego zmartwychwstania. W chwili śmierci Jezusa ziemia zadrżała i skały zaczęły pękać. Kruszyły się, jakby chciały powiedzieć, że odtąd z ich kawałków będą wznoszone nowe świątynie, kościoły, w których będzie uwielbiany zmartwychwstały Zbawiciel świata, a ze skruszonych ludzkich serc powstanie świątynia nowa – Jego Kościół.

Nawrócenia i zamknięcie się na łaskę

„Setnik zaś i jego ludzie, którzy odbywali straż przy Jezusie, widząc trzęsienie ziemi i to, co się działo, zlękli się bardzo i mówili: «Prawdziwie, Ten był Synem Bożym».” (Mt 27,54) Pod krzyżem Jezusa uwierzył w Niego rzymski setnik. Uznał, że jest naprawdę Synem Bożym. Uwierzył w Jezusa i nawrócił się też jeden ze złoczyńców, prosząc Go, by wspomniał o nim, gdy będzie w swoim królestwie. (Por. Łk 23,42-43) Żaden Ewangelista nie wspomina jednak, by pod krzyżem nawrócił się któryś z obecnych tam arcykapłanów, uczonych w Piśmie, faryzeuszów i starszych. O nich mówią tylko to, że z Niego szydzili. Łaska dotarła do serca złoczyńcy, do rzymskiego setnika i przynajmniej do niektórych z jego ludzi, którzy odbywali straż przy Jezusie, natomiast pogarda wobec Niego i poczucie swojej wyższości nie dopuściły światła Bożego do serc obecnych tam arcykapłanów, uczonych w Piśmie, faryzeuszów i starszych. Pielęgnowana w sobie pycha i pogarda dla mądrości i świętości Jezusa otaczały jak szczelny mur ich serca, nie pozwalając łasce przedrzeć się przez niego. Zawsze zarozumialstwo i pogarda wobec innych utrudniają prawdziwe nawrócenie. Pokora i otwarcie się na światło łaski zawsze prowadzi do stwierdzenia, do którego doszedł rzymski setnik: „Prawdziwie, Ten był Synem Bożym”. Jednak Jezus nie tylko „był” Synem Bożym, jak powiedział setnik. On był, jest i zawsze będzie prawdziwym Synem Bożym, równym Ojcu.

Śmierć Jezusa przynosząca życie

„Groby się otworzyły i wiele ciał Świętych, którzy umarli, powstało. I wyszedłszy z grobów po Jego zmartwychwstaniu, weszli oni do Miasta Świętego i ukazali się wielu.” (Mt 27,52-53) Ewangelista napisał, że „ziemia zadrżała i skały zaczęły pękać”, groby się otworzyły i wiele ciał zmarłych „Świętych”, powstało. Dodaje jednak, że ci „Święci” ukazali się wielu po zmartwychwstaniu Chrystusa. Ich powrót do życia był pouczeniem, że śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa odniosło zwycięstwo nad śmiercią. Ofiara krzyżowa Jezusa otwarła groby. Dzięki przejściu Jezusa ze śmierci do życia zmartwychwstałego wszyscy ludzie zmartwychwstaną. Jedni do życia zbawionych, które przyniósł nam Zbawiciel, a inni do wiecznego przebywania w piekle, czyli tam, gdzie Boże życie – wysłużone przez śmierć Chrystusa i ofiarowane człowiekowi – zostało bezpowrotnie odrzucone. Jezus Chrystus umarł i zmartwychwstał, abyśmy i my żyli: z duszą ożywioną życiem Bożym, napełnioną Bożą miłością i z nieśmiertelnym ciałem zmartwychwstałym. Jeśli człowiek łaskę Bożą odrzuci, to jego dusza po śmierci będzie nadal istnieć, jednak nie w Bogu, w niebie, lecz – w piekle. Również ciała ludzi potępionych powstaną z martwych w dniu ostatecznym i dołączą się na zawsze do potępionych w piekle dusz. Przez swoją śmierć i zmartwychwstanie Jezus przyniósł nie tylko przyszłe życie ciałom ludzkim, lecz przede wszystkim życie nadprzyrodzone. Na to życie otwarte były serca niewiast, o których Ewangelista mówi, że były tam i „przypatrywały się z daleka”. (Mt 27,55) One były już ożywione tym życiem, bo ich serca kochały Jezusa, cierpiały z powodu Jego udręk i śmierci. W tym ich cierpieniu wzrastała wlana w nich łaska Jezusa, coraz bardzie płonął ogień Bożej miłości i coraz mocniejsze stawało się ich nadprzyrodzone życie – życie Boże. Chciały one namaścić ciało Jezusa, lecz im się to nie udało. Za to On „namaści” ich ciała, w dniu ostatecznym, wiekuistym darem zmartwychwstania.

POGRZEB JEZUSA

Pod wieczór przyszedł zamożny człowiek z Arymatei, imieniem Józef, który też był uczniem Jezusa.57 On udał się do Piłata i poprosił o ciało Jezusa. Wówczas Piłat kazał je wydać.58 Józef zabrał ciało, owinął je w czyste płótno59 i złożył w swoim nowym grobie, który kazał wykuć w skale. Przed wejściem do grobu zatoczył duży kamień i odszedł.60 Lecz Maria Magdalena i druga Maria pozostały tam, siedząc naprzeciw grobu.61 (Mt 27,57-61)

Rożne przejawy miłości do Jezusa po Jego śmierci

„Pod wieczór przyszedł zamożny człowiek z Arymatei, imieniem Józef, który też był uczniem Jezusa. On udał się do Piłata i poprosił o ciało Jezusa. Wówczas Piłat kazał je wydać. Józef zabrał ciało, owinął je w czyste płótno i złożył w swoim nowym grobie, który kazał wykuć w skale. Przed wejściem do grobu zatoczył duży kamień i odszedł. Lecz Maria Magdalena i druga Maria pozostały tam, siedząc naprzeciw grobu.” (Mt 27,57-61)
Ewangelista przedstawia różne sposoby przejawiania swojej miłości do Jezusa, który umarł na krzyżu. Ukazuje miłość Józefa z Arymatei, Marii Magdaleny i drugiej Marii, matki Jakuba i Józefa. Józef z Arymatei był zamożnym człowiekiem, jednak zetknięcie się z nauką Jezusa i z Jego przykładem nauczyło go dzielić się z innymi tym, co posiadał. Już wcześniej był Jego uczniem, ale zapewne nigdy nie pomyślał i nie planował, że się kiedyś podzieli z Nim czymś takim jak miejsce do pochowania ciała. W przeciwieństwie do Jezusa, który nie zabezpieczał swojej przyszłości, posiadał grób, który polecił wykuć w skale. I to właśnie ten nowy grób, w którym nikt jeszcze nie leżał, dał Jezusowi. Był to równocześnie dar dla Jego matki, która po śmierci Syna musiała się martwić, gdzie zostanie pochowany.
Opatrzność Boża posłużyła się Józefem z Arymatei, jego miłością do Jezusa i otwarciem na dobre natchnienia Boże. To dzięki przyjęciu światła z nieba, miał na tyle odwagi, by udać się do Piłata i poprosić o ciało Jezusa. Nie wstydził się przyznać do Tego, który został skazany na śmierć. Pokazał odważnie, że mu na Nim zależy, chociaż skazano Go na karę należną tylko największym złoczyńcom i zbrodniarzom. Oddał Mu swój grób, gdzie złożono Jego ciało owinięte w czyste płótno. Przed wejściem do grobu zatoczył duży kamień dla zabezpieczenia złożonego tam ciała Jezusa i dopiero wtedy oddalił się od grobu.
Nie zrobiły tego jednak niewiasty, Maria Magdalena i „druga Maria”. One nie odeszły, lecz pozostały tam, płacząc. Wolały trwać naprzeciw grobu umiłowanego Zbawiciela, niż odchodzić w pustkę, jaką uczyniło Jego odejście. Jak były przy Nim za życia i usługiwały Mu, tak chciały być jak najbliżej Niego także po Jego śmierci. Nic dla Niego nie mogły uczynić, więc tylko płakały, aby tak wyrazić swoją miłość do Niego.

STRAŻ PRZY GROBIE JEZUSA

Nazajutrz, to znaczy po dniu Przygotowania, zebrali się arcykapłani i faryzeusze u Piłata62 i oznajmili: «Panie, przypomnieliśmy sobie, że ów oszust powiedział jeszcze za życia: "Po trzech dniach powstanę".63 Każ więc zabezpieczyć grób aż do trzeciego dnia, żeby przypadkiem nie przyszli jego uczniowie, nie wykradli Go i nie powiedzieli ludowi: "Powstał z martwych". I będzie ostatnie oszustwo gorsze niż pierwsze».64 Rzekł im Piłat: «Macie straż: idźcie, zabezpieczcie grób, jak umiecie».65 Oni poszli i zabezpieczyli grób opieczętowując kamień i stawiając straż.66 (Mt 27,62-66)

Lęk przed wiarą w zmartwychwstanie Jezusa

Dla arcykapłanów i faryzeuszów, którzy udali się do Piłata, Jezus i Jego uczniowie byli oszustami. Tak Go też mu przedstawili, mówiąc: „Panie, przypomnieliśmy sobie, że ów oszust powiedział jeszcze za życia: "Po trzech dniach powstanę". Każ więc zabezpieczyć grób aż do trzeciego dnia, żeby przypadkiem nie przyszli jego uczniowie, nie wykradli Go i nie powiedzieli ludowi: "Powstał z martwych". I będzie ostatnie oszustwo gorsze niż pierwsze.” (Mt 17,63-64)
Jeszcze raz ujawnili, jak daleko są od prawdy. Zamknęli szczelnie swoje serca na nauczanie Jezusa, które było samą prawdą, i uważali je za kłamstwa. Trwali w błędzie, lecz nie chcieli się przyznać do tego. Nie sobie, lecz Jezusowi i Jego uczniom przypisywali oszukiwanie ludzi. Aby udaremnić uczniom ewentualne zabranie ciała Jezusa, prosili Piłata o straż dla zabezpieczenia grobu przez trzy dni przed kradzieżą. Nie wierzyli w możliwość powstania z martwych Jezusa i robili wszystko, aby nie rozpowszechniła się wśród ludu wiara w nie. Piłat dał im ludzi i powiedział: „Macie straż: idźcie, zabezpieczcie grób, jak umiecie”. (Mt 25,65) I rzeczywiście, zabezpieczyli grób „jak umieli”, jednak prawdziwemu zmartwychwstaniu Jezusa nie potrafili przeszkodzić.
Dzisiaj podobnie podchodzi się do Jezusa i Jego Ewangelii. Dla ludzi, którzy przyjęli Bożą łaskę, nauka Jezusa ukazuje się jako prawda ujawniona nam przez Boga, natomiast ci, którzy mają niechęć do prawdy, uważają ją za oszustwo, przeżytek, „opium dla ludu”. Nie przyjmują, że Jezus naprawdę zmartwychwstał, że naprawdę żyje i będzie żył na wieki.



DWUDZIESTY ÓSMY ROZDZIAŁ EWANGELII WEDŁUG ŚW. MATEUSZA

(Omówienie prawd wiary dla małych dzieci można znaleźć tutaj)

Autor komentarza: ks. Michał Kaszowski



Tytuły rozważań