Rozważanie Ewangelii według św. Jana


Tytuły rozważań


ROZDZIAŁ 2


1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21


Cud w Kanie Galilejskiej

Trzeciego dnia odbywało się wesele w Kanie Galilejskiej i była tam Matka Jezusa.1 Zaproszono na to wesele także Jezusa i Jego uczniów. 2 A kiedy zabrakło wina, Matka Jezusa mówi do Niego: Nie mają już wina.3 Jezus Jej odpowiedział: Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? Czyż jeszcze nie nadeszła godzina moja?4 Wtedy Matka Jego powiedziała do sług: Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie.5 Stało zaś tam sześć stągwi kamiennych przeznaczonych do żydowskich oczyszczeń, z których każda mogła pomieścić dwie lub trzy miary.6 Rzekł do nich Jezus: Napełnijcie stągwie wodą! I napełnili je aż po brzegi.7 Potem do nich powiedział: Zaczerpnijcie teraz i zanieście staroście weselnemu! Oni zaś zanieśli.8 A gdy starosta weselny skosztował wody, która stała się winem – nie wiedział bowiem, skąd ono pochodzi, ale słudzy, którzy czerpali wodę, wiedzieli – przywołał pana młodego9 i powiedział do niego: Każdy człowiek stawia najpierw dobre wino, a gdy się napiją, wówczas gorsze. Ty zachowałeś dobre wino aż do tej pory.10 Taki to początek znaków uczynił Jezus w Kanie Galilejskiej. Objawił swoją chwałę i uwierzyli w Niego Jego uczniowie.11 Następnie On, Jego Matka, bracia i uczniowie Jego udali się do Kafarnaum, gdzie pozostali kilka dni.12 (J 2,1-12)

1. Zadziwiający rodzaj cudu

Zaskakujący był rodzaj i okoliczności pierwszego cudu Jezusa, ukazującego Jego niezwykłą potęgę. Ujawnienie się Boskiej mocy Chrystusa dokonało się w bardzo dyskretny sposób, w czasie wesela w Kanie Galilejskiej. Nie było to ani cudowne uzdrowienie jakiegoś chorego, ani wskrzeszenie z martwych, ani uciszenie kataklizmu. Skłoniony do działania przez Matkę, Maryję, Jezus zamienił bardzo dyskretnie wodę w wino. Był to cud, który nie został uczyniony z powodu jakiejś niezwykłej konieczności, lecz po to tylko, by nikt w radosnym dniu wesela nie musiał się smucić ani wstydzić z powodu zaniedbań. Wydarzenie w Kanie pokazuje, jak wrażliwy na ludzkie kłopoty, nawet najmniejsze, jest Jezus i Jego Matka. Żadna sprawa, związana z naszym życiem, nie jest Im obojętna. (Różne katechezy dla dzieci o Trójcy Świętej i Jezusie znajdują się tutaj)

2. Cud przed czasem dokonywania cudów

Na wesele w Kanie Galilejskiej zaproszono Jezusa, Jego Matkę oraz Jego uczniów. (por. J 2,2-3) W pewnym momencie wyczerpały się zapasy wina. Maryja była pierwszą osobą, która ujawniła swoją aktywność w kłopotliwej dla organizatorów wesela sytuacji. Sama była bezradna, dlatego zwróciła się do swojego Syna. „A kiedy zabrakło wina, Matka Jezusa mówi do Niego: Nie mają już wina”. (J 2,3) Czy inni zorientowali się, że nie ma już wina? Z pewnością rozpoznał kłopotliwą sytuację gospodarz wesela, być może także słudzy, którzy rozlewali wino. Nie wiedzieli jednak, co zrobić, jak rozwiązać trudny problem. O braku wina musiał wiedzieć także Jezus, który już wcześniej wykazał się przed Natanaelem znajomością rzeczy ukrytych i tajemniczych. Nie zadziałał jednak w cudowny sposób, gdyż jeszcze nie nadeszła godzina dokonywania przez Niego cudów (por. J 2,4), które miały potwierdzać prawdziwość Jego nauczania i ukazywać Jego Boskie posłannictwo. Na to jednak było jeszcze za wcześnie. Ze względu na dobro posłannictwa Jezusa nie było potrzeby dokonywania cudów i rozbudzania przez nie zbędnej ciekawości wśród rodaków. Mimo to Jezus zadziałał w sposób dyskretny, niemal całkowicie ukryty przed kimkolwiek. Dokonał cudu bez rozgłosu i sensacji, bo Matka Go poprosiła o zajęcie się zaistniałą trudną sprawą. (Więcej o wstawiennictwie Maryi tutaj)

3. Cud, który mógł rozbudzić złudne nadzieje mesjańskie

Jezus dokonał cudu, który w pewnym sensie mógłby okazać się niebezpiecznym dla Jego zbawczego posłannictwa, gdyby od razu stał się powszechnie znanym. Z tego powodu Zbawiciel dokonał go w sposób bardzo dyskretny, prawie ukryty. Gdyby to cudowne wydarzenie stało się powszechnie znane, zanim jeszcze Jezus zaczął publicznie głosić Ewangelię, mogłoby umocnić Izraelitów w fałszywych nadziejach mesjańskich. Żydzi mogliby myśleć, że wreszcie przyszedł ten, który zapewni im jedzenie, picie i dobrobyt materialny; że przyszedł Mesjasz, który doprowadzi ich do potęgi politycznej i gospodarczej. A przecież nie po to Odwieczne Słowo stało się ciałem! Syn Boży przyszedł na świat, aby zbudować królestwo Boże, czyli królestwo dobra i prawdy. Królestwa, w którym panuje miłość, nie buduje się obfitością jedzenia i picia, lecz przez wyzwolenie z grzechu, egoizmu i skoncentrowania się na samym sobie. To miał Jezus uświadomić przez swoje nauczanie. Miał słowem i przykładem pobudzać do przemiany serc, bo bez niej nie może powstać królestwo dobra. Jeśli egoizm będzie panował w ludzkich sercach, królestwo Boże nie pojawi się na tym świecie. Żydzi i reszta ludzkości nie potrzebują cudownego obdarowywania przez Jezusa winem, chlebem i innym pokarmem, lecz Jego łaską, która leczy z egoizmu, usuwa grzech i rozbudza w sercach ludzkich prawdziwą miłość do Boga i do ludzi. Jezus miał o tym stopniowo i cierpliwie przez trzy lata przekonywać ludzi przez swoje nauczanie. (Więcej o Bożym królestwie dobra tutaj)

4. Ociąganie się Jezusa z dokonaniem cudu na weselu w Kanie

Ponieważ udzielenie w cudowny sposób wina na weselu w Kanie Galilejskiej mogłoby rozbudzić złudne i niebezpieczne oczekiwania mesjańskie, Jezus jakby się ociągał z przemienieniem wody w wino. Najpierw nie reagował wcale i nic nie robił, chociaż z całą pewnością dostrzegał sytuację niewygodną i nawet zawstydzającą dla gospodarzy wesela, którzy nie przewidzieli proporcjonalnych do ilości gości zasobów wina. Jakimś cudownym i spektakularnym działaniem nie chciał rozbudzać złudnych nadziei, że przyszedł, aby zapewnić Żydom potęgę i dobrobyt gospodarczy, dając w cudowny sposób pożywienie i odzwyczajając przez to ludzi od pracy. Nawet po słowach Maryi, która powiedziała do Niego „Nie mają już wina” (J 2,3), nadal wydawał się nie spieszyć z udzieleniem organizatorom wesela jakże przyziemnej pomocy. Trudne do przetłumaczenia przez biblistów słowa, które wypowiedział, wydawały się wskazywać na to, że nic nie zrobi w tej sprawie. Na słowa Matki: „Nie mają już wina”, odpowiedział bowiem dwoma pytaniami, które jakby uzasadniały Jego odmowę ingerowania w błahą sprawę, która narażałaby na wielkie niebezpieczeństwo Jego mesjańskie i zbawcze posłannictwo. „Jezus Jej odpowiedział: Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? Czyż jeszcze nie nadeszła godzina moja?” (J 2,4) Jezus jakby chciał powiedzieć, że nie jest to jeszcze czas wyznaczony przez Ojca niebieskiego na dokonywanie cudów, a zwłaszcza takich, które mogłyby przyciągnąć do Niego głównie ludzi nieskorych do nawrócenia, leniwych, niechętnych do pracy, spragnionych picia i jedzenia za darmo. Pomimo tych oporów Jezus spełnił pragnienie swojej Matki, wrażliwej na nawet najmniejsze ludzkie cierpienie, takie jak to, które spowodował brak wina na weselu w Kanie. Dokonał cudu w bardzo dyskretny sposób. (Więcej o wstawiennictwie Maryi tutaj)

5. Ufność Maryi

Zaniepokojonej brakiem wina Maryi Jezus odpowiedział,: „Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? Czyż jeszcze nie nadeszła godzina moja?” (J 2,4) Te słowa, które usłyszała Maryja od Jezusa, gdy Mu powiedziała: „Nie mają już wina”, nie wydawały się być zapowiedzią jakiegoś cudownego działania. Jednak Jej matczyne serce czuło, że Jezus nie pozostanie bierny. Dlatego zwróciła się do sług i powiedziała: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie.” (J 2,5) Sama nie wiedziała, co słudzy mają robić. Może iść gdzieś kupić wino, jeśli Jezus to poleci...? To, co powiedziała Maryja do sług, świadczy o Jej głębokiej wierze i zaufaniu Jezusowi. Wiedziała, że nakaże sługom coś dobrego, coś co nikomu nie zaszkodzi. Przekazała im swoje zaufanie Mu we wszystkim. Tak jak Ona mieli spełnić bez wahania absolutnie wszystkie Jego polecenia, nawet gdyby ich do końca nie rozumieli. I faktycznie nakaz Jezusa mógł się wydawać dziwny. Słudzy usłyszeli dwa polecenia: „Napełnijcie stągwie wodą!” (J 2,7) A gdy to wykonali, Jezus do nich powiedział: „Zaczerpnijcie teraz i zanieście staroście weselnemu! Oni zaś zanieśli.” (J 2,8) Tak jak poleciła Maryja słudzy wykonali wszystko, co im polecił Jezus. Wypełnili Jego na pozór bezsensowne polecenie: zamiast od razu zanieść trochę wody staroście, mieli ją najpierw wlać do stągwi, a dopiero potem zaczerpnąć i zanieść. Szybko jednak się okazało, że ta komplikacja miała swój sens. Nie wodę bowiem przyniesiono staroście, lecz wino o bardzo dobrym smaku. To wydarzenie poucza nas, że Bogu trzeba zaufać we wszystkim, nawet jeśli nie rozumiemy do końca tego, co nam zleca. On nigdy nie wymaga rzeczy szkodliwych i złych. (Więcej o zaufaniu Bogu tutaj)

6. Zdziwienie starosty weselnego

Cud przemiany wody w wino przez Jezusa dokonał się tak dyskretnie, że starosta weselny – który miał nad wszystkim czuwać – nic o nim nie wiedział. Świadczy o tym jego zachowanie się po skosztowaniu przyniesionego mu dobrego wina, opisane przez św. Jana Ewangelistę: „A gdy starosta weselny skosztował wody, która stała się winem – nie wiedział bowiem, skąd ono pochodzi, ale słudzy, którzy czerpali wodę, wiedzieli – przywołał pana młodego i powiedział do niego: Każdy człowiek stawia najpierw dobre wino, a gdy się napiją, wówczas gorsze. Ty zachowałeś dobre wino aż do tej pory.” (J 2,9-10) Starosta – który miał wiedzieć o wszystkim – nie zorientował się, że zadziałał jeden z zaproszonych gości: Jezus. Nie wiedział też nic o życzliwej pomocy Matki Jezusa. Nie wiedział nic, gdyż dobro, które wypływa z autentycznej miłości, dokonuje się w spokoju. Jest wykonywane tylko po to, by komuś udzielić pomocy, a do tego nie potrzeba zewnętrznego splendoru, blasku, hałasu, rozgłosu, pompy. Bóg, który jest Miłością, chce przede wszystkim pomagać i tego nas uczy swoim przykładem. (Więcej o cechach prawdziwej miłości tutaj)

7. Dobre wino

Dzięki ingerencji Maryi Jezus sprawił, że na weselu nie tylko nie zabrakło wina, ale pojawiło się wino dobre: lepsze niż to, które było na początku. Starosta weselny wyraził swoje zdziwienie zaistniałą sytuacją. A ponieważ nie wiedział, że tak się stało dzięki Jezusowi i Maryi, zwrócił się do pana młodego. Przywołał go „i powiedział do niego: Każdy człowiek stawia najpierw dobre wino, a gdy się napiją, wówczas gorsze. Ty zachowałeś dobre wino aż do tej pory”. (J 2,10) Swoim cudem Jezus pouczył nas, że jeśli coś dajemy innym, to powinniśmy im dawać dary dobre. Warto o tym pamiętać, gdy wspieramy ubogich. I oni zasługują na dary dobre. Prawdziwa miłość nie chce obdarowywać byle czym, lecz czymś, co naprawdę jest dobre. (Więcej o prawdziwej miłości tutaj)

8. Dar wina i łaska wiary

Świadkami działania Jezusa na weselu w Kanie Galilejskiej byli słudzy, którzy nalewali wodę do stągwi, i Jego uczniowie. Ewangelista mówi, że dokonany przez Jezusa cud umocnił wiarę uczniów. Wcielony Syn Boży objawił „swoją chwałę i uwierzyli w Niego Jego uczniowie”. (J 2,11) Przemiana wody w wino nie była więc cudem dokonanym jedynie dla zrobienia komuś przyjemności, lecz również – dla umocnienia wiary w Jezusa Chrystusa, naszego Zbawiciela. Z tego cudu większą korzyść mieli uczniowie Chrystusa niż goście weselni, którzy pili wino, nie wiedząc nawet, skąd ono pochodzi. Umocniona wiara uczniów była większym darem udzielonym przez Jezusa niż samo wino. Tej łaski chce nam ciągle udzielać Zbawiciel. Pojawi się ona w nas, jeśli się na nią otworzymy, np. przez codzienne rozważanie słowa Bożego i modlitwę o pomnożenie wiary: „Panie, przymnóż nam wiary”! (Łk 17,5) (Więcej o wierze i jej pogłębianiu tutaj)

9. Nie tylko wodę potrafi Jezus przemienić

Zamieniając zwykłą wodę w dobre wino, Jezus pokazał, że potrafi wszystko udoskonalić i uszlachetnić – również nas, nasze życie, myślenie, mówienie, odczuwanie, postępowanie. Aby taki cud mógł się codziennie dokonywać w nas, powinniśmy wypełniać polecenie Maryi, które skierowała do sług: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie”. (J 2,5) Te same słowa Matka Jezusa kieruje także do nas: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie”. By odpowiedzieć na tę prośbę, trzeba skierować swoje serce w stronę Jezusa i wsłuchiwać się w bicie i pragnienia Jego Serca pełnego miłości. Trzeba rozważać Jego słowa z pokorą i miłością Maryi, służebnicy Pańskiej, i wypełniać je. Przez to pozwolimy Jezusowi przemienić nasze życie podobne do wody w życie doskonalsze. W Jego ręce powinniśmy oddać także nasze rodziny i całe państwa, a wszystko zostanie udoskonalone i uszlachetnione tak jak woda, którą w Kanie Galilejskiej Zbawiciel przemienił w dobre wino. (Więcej o Maryi, słuchającej Boga i wypełniającej Jego wolę tutaj)

10. Czy Maryja prosiła Jezusa o cud?

Zwracając się do Jezusa ze słowami: „Nie mają już wina” (J 2,3), Maryja wykazała się wielką powściągliwością i pokorą. Nie powiedziała: „Zrób coś...”, „Zrób to czy tamto...” Nie przedstawiła żadnych konkretnych próśb ani poleceń. Jedynie podzieliła się z Synem swoim niepokojącym spostrzeżeniem, że zabrakło wina i będzie to przykre i zawstydzające dla młodych małżonków i ich najbliższych. Narażą się przecież na obmowy i krytykę; będą posądzani o świadome lub nieświadome zaniedbania i niedopatrzenia. Wrażliwe Serce Maryi już współczuło nowym małżonkom, chociaż oni jeszcze nie cierpieli z powodu żadnego zawstydzenia ani słów krytyki. Matka z pewnością oczekiwała czegoś od Syna, Jezusa, mówiąc Mu: „Nie mają już wina”, ale niekoniecznie – cudu. Może spodziewała się od Niego słów pociechy i załagodzenia napiętej sytuacji, gdyby brak wina się faktycznie ujawnił, może wskazania sługom, gdzie mogliby wino pożyczyć lub kupić... Nie powiedziała jednak Jezusowi, co ma uczynić. Przez to staje się wzorem pokory i zaufania Bogu dla wszystkich proszących Go ludzi. Pokazuje, że z Jezusem można się dzielić wszystkimi niepokojami, rozmawiać o nich. Nie powinno się jednak Mu niczego narzucać, nawet jeśli prosimy o coś konkretnego i ważnego, np. o zdrowie dla kogoś. Modlitwa prośby powinna być pokornym zwracaniem się do Jezusa, by się czymś zajął, rozwiązał jakiś trudny problem, z którym nie potrafimy sobie poradzić; to mówienie: „Jezu, zrób to za mnie”, lub „Jezu, zrób to ze mną”, lub „Jezu, pomóż mi to zrobić”. Na takie prośby Jezus nie pozostanie obojętny, tak jak nie przeszedł lekceważąco nad pełnym współczucia spostrzeżeniem Maryi: „Nie mają już wina”. (Więcej o modlitwie prośby tutaj)

11. Cud ukazujący potęgą wstawiennictwa Maryi

Wydaje się, że Jezus dokonał cudu przemiany wody w wino głównie po to, by wszystkim pokoleniom pokazać potęgę wstawiennictwa Maryi. Słowa Jezusa: „Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto?”, które skierował do swojej Matki na Jej spostrzeżenie: „Nie mają już wina” (J 2,3), wydają się bowiem wyrażać odmowę zajęcia się wynikłą z czyjegoś niedopatrzenia sprawą. Syn Boży nie przyszedł na świat po to, by naprawiać takie zaniedbania jak zbyt oszczędne ilości wina na weselach! Odmowa Jezusa została nieco złagodzona przez to, że była wyrażona w formie pytania. Gdyby tak nie było, to brzmiałaby ona: „To nie jest moja ani Twoja sprawa Niewiasto”. Istnieje jednak jeszcze jedna trudność, ta mianowicie, że wspomniana wypowiedź Jezusa jest bardzo trudna do przetłumaczenia. Stanowi wielki problem dla tłumaczy biblijnych, dlatego można spotkać wiele różniących się od siebie tłumaczeń wypowiedzi Jezusa, takich jak: "Czego chcesz ode mnie Niewiasto?", "Co Mnie i Tobie Niewiasto?", „Co to ma z nami wspólnego?” „Cóż ja mam z tobą wspólnego?” „Niewiasto, cóż nam odtąd do siebie?”. Żadne z proponowanych tłumaczeń nie wykazuje wielkiego zapału Jezusa do tego, by naprawić zaniedbanie, jakim było przygotowanie na przyjęcie weselne za małej ilości wina. Pomimo tych wypowiedzianych słów Jezus swoimi czynami pokazał wszystkim pokoleniom na ziemi, że nigdy nie pozostaje obojętny na słowa swojej Matki. I to właśnie tę prawdę jeszcze mocniej podkreślają wypowiedziane przez Niego do Maryi słowa. (Więcej o pośrednictwie i wstawiennictwie Maryi tutaj)

Gorliwość Jezusa o dom Ojca

Zbliżała się pora Paschy żydowskiej i Jezus udał się do Jerozolimy.13 W świątyni napotkał siedzących za stołami bankierów oraz tych, którzy sprzedawali woły, baranki i gołębie.14 Wówczas sporządziwszy sobie bicz ze sznurków, powypędzał wszystkich ze świątyni, także baranki i woły, porozrzucał monety bankierów, a stoły powywracał.15 Do tych zaś, którzy sprzedawali gołębie, rzekł: Weźcie to stąd, a z domu mego Ojca nie róbcie targowiska!16 Uczniowie Jego przypomnieli sobie, że napisano: Gorliwość o dom Twój pochłonie Mnie.17 W odpowiedzi zaś na to Żydzi rzekli do Niego: Jakim znakiem wykażesz się wobec nas, skoro takie rzeczy czynisz?18 Jezus dał im taką odpowiedź: Zburzcie tę świątynię, a Ja w trzech dniach wzniosę ją na nowo.19 Powiedzieli do Niego Żydzi: Czterdzieści sześć lat budowano tę świątynię, a Ty ją wzniesiesz w przeciągu trzech dni?20 On zaś mówił o świątyni swego ciała.21 Gdy więc zmartwychwstał, przypomnieli sobie uczniowie Jego, że to powiedział, i uwierzyli Pismu i słowu, które wyrzekł Jezus.22 Kiedy zaś przebywał w Jerozolimie w czasie Paschy, w dniu świątecznym, wielu uwierzyło w imię Jego, widząc znaki, które czynił.23 Jezus natomiast nie zwierzał się im, bo wszystkich znał24 i nie potrzebował niczyjego świadectwa o człowieku. Sam bowiem wiedział, co w człowieku się kryje.25 (J 2,13-25)

1. Troska Jezusa o sprawy ludzkie i Boże

Przedstawione przez św. Jana Ewangelistę dwa wydarzenia z życia Jezusa, który dopiero co rozpoczynał swoją działalność publiczną, pokazują Jego wielką troskę o człowieka i o sprawy Ojca niebieskiego. Cud w Kanie Galilejskiej, dokonany dzięki wstawiennictwu Maryi, ukazał, że Bóg potrafi i chce nam pomagać we wszystkich, nawet najdrobniejszych sprawach dnia codziennego. Drugie wydarzenie, przedstawione przez Ewangelistę Jana zaraz po opisie tego, co stało się podczas przyjęcia weselnego w Kanie, ukazuje troskę Jezusa o sprawy Ojca, o świątynię, która jest Jego domem. Ta troska nabiera szczególnej aktualności dzisiaj, kiedy bez sprzeciwu sprzedaje się a nawet burzy masowo świątynie Boże, które miały pozostać domami modlitwy i miejscem sprawowania Eucharystii, które nawet swoim zewnętrznym wyglądem miały przypominać o obecności Boga pośród nas. (Więcej o poszanowaniu świętości dnia świętego tutaj, a o poszanowaniu świętości imienia Bożego tutaj)

2. Żadna świątynia Boża nie może stać się targowiskiem

Jezus uniósł się świętym oburzeniem na widok tego, co zobaczył w świątyni w Jerozolimie, przed świętem Paschy. Nie było tam atmosfery skupienia, modlitwy, myślenia o Bogu, uwielbiania Go, wdzięczności. Przeciwnie, wszystko koncentrowało się wokół materialnego zysku. Zamiast modlących się czcicieli Boga Najwyższego – handlarze i bankierzy, myślący tylko o dobrym zarobku. Jezus musiałby nie kochać swojego Ojca, by przejść obojętnie nad lekceważeniem miejsca świętego i gorszenia ludzi pobożnych, szukających Boga i kontaktu z Nim. Pełne szacunku do Boga wzburzenie ogarnęło nie tylko Jego serce, ale ujawniło się również w Jego zachowaniu. „Wówczas sporządziwszy sobie bicz ze sznurków, powypędzał wszystkich ze świątyni, także baranki i woły, porozrzucał monety bankierów, a stoły powywracał. Do tych zaś, którzy sprzedawali gołębie, rzekł: Weźcie to stąd, a z domu mego Ojca nie róbcie targowiska!” (J 2,15-16) Nie była to jednak – mówiąc dzisiejszym językiem – „mowa nienawiści”. Nie były to czyny nienawiści. Była to twarda „mowa miłości”, zatroskanej nie tylko o Ojca niebieskiego i Jego dom, ale także o stan duchowy bankierów, sprzedających i kupujących, którzy ze świątyni jerozolimskiej i ze świątyń swoich dusz uczynili haniebne targowiska. (Więcej o gniewie dobrym i złym tutaj)

3. Umysły otwarte i zamknięte na prawdę

Gwałtowne wystąpienie Jezusa w świątyni spotkało się – jak to często bywa – z podwójną oceną. Pierwszą wyrażali uczniowie Jezusa, którzy to, co uczynił, uznali za pochłaniającą Go gorliwość o dom Boży. Uznali Jezusa za osobę przenikniętą szlachetny i modlitewnym duchem psalmów, bo między innymi Psalm 69 wyraża godną pochwały postawę: „Gorliwość o dom Twój pochłonie Mnie” (Ps 69,10). „Uczniowie Jego przypomnieli sobie, że napisano: Gorliwość o dom Twój pochłonie Mnie.” (J 2,17). Oprócz uczniów przychylnie patrzących na Jezusa i właściwie Go oceniających pojawiła się jednak grupa osób innych – tych, którzy przez zdecydowane działanie Jezusa, stracili materialne zyski. Dla zaciemnionych umysłów tych ludzi Jezus był uzurpatorem jakiejś władzy, do której nie miał prawa. Dlatego zwrócili się do Niego z żądaniem, by uzasadnił to, co zrobił. „Żydzi rzekli do Niego: Jakim znakiem wykażesz się wobec nas, skoro takie rzeczy czynisz?” (J 2,18). Wydarzenie to pokazuje, jak różnie mogą być oceniane czyny dobre. Nie zawsze są uznawane za coś szlachetnego. Zdając sobie z tego sprawę, powinniśmy czuwać, by dobra nigdy nie kwestionować i w żadnym wypadku nie uznawać za zło.

4. Zapowiedź swojego przyszłego losu przez Jezusa.

Żydzi domagali się od Jezusa znaku, którym by potwierdził swój autorytet i prawo do takiego zachowania się w świątyni Bożej, jakim się wykazał: „Jakim znakiem wykażesz się wobec nas, skoro takie rzeczy czynisz?” (J 2,18) Jezus – mając na myśli nie kamienną świątynię jerozolimską, lecz swoje ciało, swoją śmierć i swoje przyszłe zmartwychwstanie – dał Żydom odpowiedź, której swoim ludzkim umysłem nie mogli prawidłowo zrozumieć: „Zburzcie tę świątynię, a Ja w trzech dniach wzniosę ją na nowo. Powiedzieli do Niego Żydzi: Czterdzieści sześć lat budowano tę świątynię, a Ty ją wzniesiesz w przeciągu trzech dni? On zaś mówił o świątyni swego ciała. (J 2,19-21) Najprawdopodobniej również uczniowie Jezusa nie zrozumieli właściwie Jego słów. Pojęli je dobrze, dzięki światłu Ducha Świętego, dopiero po Jego zmartwychwstaniu. Było ono bowiem odbudowaniem świątyni Jego ciała, zburzonej przez zadaną mu śmierć krzyżową. Żydzi z pewnością – przynajmniej w swoich sercach – wyśmiali Jezusa za Jego wypowiedź i uznali Go za kogoś, kto ma zbyt wielkie mniemanie o sobie. Świadczyły o tym ich słowa: „Czterdzieści sześć lat budowano tę świątynię, a Ty ją wzniesiesz w przeciągu trzech dni?”. Jednak czas pokazał, że zaskakujące słowa Jezusa były prawdziwe. Tak, Jemu trzeba wierzyć nawet wtedy, gdy czegoś nie rozumiemy. (Więcej o zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa tutaj)

5. Złe przyzwyczajenie się do tolerowania zła w świątyniach

Sytuacja w świątyni jerozolimskiej, która pobudziła Jezusa do świętego gniewu i do ostrej reakcji, musiała trwać od dłuższego czasu, a jednak nikt się nie buntował przeciw złu w domu Bożym. Może było tak, bo bankierzy wymieniający pieniądze i handlarze zwierzętami czerpali zyski ze swojej działalności na terenie świątyni, a inni albo się bali im przeciwstawiać, albo się po prostu przyzwyczaili do tego, że zamiast modlitwy, ciszy i skupienia odbywał się hałaśliwy handel i wymiana pieniędzy. Tak się przyzwyczaili do różnych nieprawidłowości i grzechu, jak wielu z nas do tego, że dzisiaj kościoły, domy modlitwy, są najczęściej pozamykane albo zamienione na muzea, do których wchodzi się za opłatą. Pewien ksiądz wspominał, jak z jednego kościoła, na zachodzie Europy, w którym modlił się w oddzielonej kaplicy przed najświętszym sakramentem, został usunięty przez niemal krzyczącego stróża – w samych tylko spodniach, bez koszuli – z psem, bo świątynia (a właściwie muzeum) musiała być zamknięta w bardzo wczesnych godzinach popołudniowo-wieczornych. Dla wielu stało się czymś normalnym, że nie idzie się w ciągu dnia do kościoła, że przechodząc obok niego nie wchodzi się na adorację obecnego wśród nas Jezusa Chrystusa. Wszystko to stało się dla nas tak normalne jak handel w świątyni jerozolimskiej. Wielu mówi z rezygnacją: „Tak już jest, bo czasy się zmieniły”. To nie czasy się zmieniły, lecz my się zmieniliśmy i w każdej chwili możemy się znowu zmienić na lepsze. Pamiętam, jak przed wielu laty w jednym dużym mieście młodzież idąca do szkoły codziennie masowo przychodziła do otwartego kościoła, aby przed lekcjami spotkać się z Bogiem, pomodlić się, zastanowić nad życiem. I nadal może tak być. A to zależy nie od czasów, lecz od nas, od naszej wiary, miłości do Boga, tęsknoty za Nim i dużej mierze od tego, czy kościoły będą otwarte lub zamknięte; czy będą domami modlitwy lub muzeami.

6. Rozbudzona wiara w Jezusa

„Kiedy zaś przebywał w Jerozolimie w czasie Paschy, w dniu świątecznym, wielu uwierzyło w imię Jego, widząc znaki, które czynił.” (J 2,23) Uwierzyli ci, którzy słuchali Jezusa z otwartym sercem i umysłem. Z pewnością wieść o tym, co Jezus uczynił bankierom i handlarzom w świątyni, rozeszła się głośnym echem pośród przebywających w Jerozolimie pielgrzymów. Ci, którzy w Niego uwierzyli, z pewnością uznali, że Jego gwałtowne wystąpienie w świątyni było słuszne, nie było bowiem skierowane przeciw miejscu świętemu, lecz broniło jego świętości.

7. Stopniowe objawianie się ludziom Jezusa Chrystusa

Przez swoje nauczanie Jezus przekazywał tę wiedzę, która była potrzebna wszystkim ludziom do prowadzenia dobrego życia i osiągnięcia zbawienia. Potrzebne prawdy przekazał także tym, którzy „w czasie Paschy, w dniu świątecznym”, uwierzyli „w imię Jego, widząc znaki, które czynił” (J 2,23). Ponieważ powiedział już im wszystko, co w danym momencie miał im do przekazania, dlatego dodatkowo już „nie zwierzał się im” (J 2,24). Dał się już wystarczająco dobrze poznać przez znaki i wypowiedziane do wszystkich słowa. Każdemu z nas Bóg dał się już poznać w takim stopniu, w jakim to było i jest konieczne do zbawienia. Pełne poznanie Trójcy Przenajświętszej zdobędziemy dopiero w niebie, widząc piękno i miłość Boskich Osób bezpośrednio, „twarzą w twarz”. (Więcej o uszczęśliwiającym widzeniu Boga w niebie tutaj)

8. Dobra wiedza Jezusa o każdym człowieku.

Św. Jan Ewangelista pisze, że Jezus „nie potrzebował niczyjego świadectwa o człowieku. Sam bowiem wiedział, co w człowieku się kryje.” (J 2,25) A wiele dobra i zła może się ukrywać w każdym. Jeśli nie ujawni się ono w słowach, czynach, zewnętrznych postawach, to pozostaje ukryte przed ludzkimi oczami. Nawet przed samym człowiekiem może się ukrywać to, co naprawdę znajduje się w jego wnętrzu. Prawda o sobie prawie zawsze jest mniej lub bardziej zdeformowana. Są bowiem sprawy, o których wolimy nie myśleć, nie zastanawiać się nad nimi, bo nas zawstydzają. Z tego powodu wypieramy je z pamięci. O innych aspektach naszego życia – o tych które wydają się nam być dobre – myślimy często i z zadowoleniem. Takie myślenie o sobie, z lękiem lub satysfakcją, fałszuje przed nami obraz samego siebie. Aby się przed tym uchronić, powinniśmy się ciągle zwracać do Jezusa, który dobrze wie, „co w człowieku się kryje”. On dobrze wie, co się również we mnie kryje, i chce mnie uwolnić od zła i grzechów, które mnie zawstydzają i poniżają. Pragnie także powiększyć w każdym z nas dobro, aby nas bardziej cieszyło. On jako jedyny nie tylko wie, jak nam pomóc, lecz z wielką miłością i delikatnością – znacznie większą niż ta, którą wykazują się nawet najbardziej życzliwi ludzie – pragnie to uczynić. Chce nas doprowadzić do pełnej prawdy o sobie – do prawdy, która wyzwala z obłudy i błędnego ocenianie siebie i innych ludzi. (Więcej o prawdziwym poznawaniu siebie przez dobry rachunek sumienia tutaj)

9. Różne świadectwa bliźnich o bliźnich

Jezus „nie potrzebował niczyjego świadectwa o człowieku. Sam bowiem wiedział, co w człowieku się kryje.” (J 2,25) My takiej wiedzy o innych nie mamy, dlatego często opieramy się na różnych opiniach ludzkich. Dzisiaj, w dobie środków społecznego przekazu, stykamy się ogromną ilością ludzkich opinii o bliźnich, często sprzecznych ze sobą, w zależności od opcji politycznej mówiących. Już same te sprzeczności pokazują, jak niepewne są wszystkie oceny ludzkie o drugim człowieku. Często pomija się fakty niewygodne, a wygodne – nadmiernie się akcentuje. Trzeba zatem wykazywać wielką ostrożność w przyjmowaniu tego wszystkiego, co słyszymy o ludziach. Pożyteczne byłoby też proszenie Jezusa, który wie, „co w człowieku się kryje”, aby nas uchronił przed oddziaływaniem rozpowszechnionych opinii, tendencyjnych i krzywdzących bliźnich. „Jezu, uchroń nas od błędnego oceniania naszych braci i sióstr. Pomóż nam odróżniać prawdę od oszczerczych pomówień”. (Więcej o różnych formach grzesznego mówienia o innych tutaj)

10. Jezus, wszechwiedzący Lekarz i Sędzia.

Jezus „nie potrzebował niczyjego świadectwa o człowieku. Sam bowiem wiedział, co w człowieku się kryje.” (J 2,25) I dalej dokładnie to wie. Dlatego to On przyjdzie sądzić żywych i umarłych. Jego sąd będzie sprawiedliwy i nikogo nie skrzywdzi. Jednak nikomu nie uda się nic ukryć przed Jego spojrzeniem. Przypomina mi się pewna osoba, która mówiła nieraz o ludziach: „Zachowują się tak, jakby nigdy nie mieli umrzeć”. Można by do tego mądrego powiedzenia dodać: „...jakby nikt nigdy nie miał sprawiedliwie osądzić ich życia”. I teraz Jezus wie wszystko o nas. Jego spojrzenie nie jest jednak spojrzeniem złośliwej osoby, która chce skompromitować, poniżyć i ukarać. Przeciwnie, jest to spojrzenie pełne ciepła i miłości. To spojrzenie dobrego Lekarza, który nie przyszedł na świat do zdrowych, lecz do chorych, którzy się źle mają (por. Mt 9,12-13). Przyszedł na ten świat, bo tu każdy, kto tylko chce, może być przez Niego uzdrowiony. Przed tym Lekarzem nie powinniśmy ukrywać żadnej naszej duchowej choroby ani nawet duchowej razy, zadrapania. Jako Lekarz nie osądzi nas, nie wyśmieje, nie upokorzy, lecz wyleczy. Jeśli jednak nie poddamy się Jego leczeniu, to każda duchowa choroba rozwinie się jeszcze bardziej i doprowadzi do duchowej śmierci, czyli do utraty łaski, do utraty prawdziwej miłości, a może nawet – wiary. Kiedy Jezus powróci, aby każdego z nas osądzić, oskarży każdego, kto nie pozwolił się uzdrowić przez Jego łaskę. I nikt się przed Nim nie wytłumaczy, że był pozbawiony Jego pomocy, że nie miał możliwość uzyskania duchowego zdrowia, wyleczenia z każdego grzechu. Wielkim sakramentem, w którym Jezus leczy, jest sakrament spowiedzi. (Więcej o spowiedzi św., czyli o sakramencie pojednania tutaj)

Autor komentarza: ks. Michał Kaszowski



Tytuły rozważań