Rozważanie Ewangelii według św. Jana


Tytuły rozważań


ROZDZIAŁ 11


1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21


Wskrzeszenie Łazarza

Wskrzeszając Łazarza Jezus okazał wielkie miłosierdzie jemu i jego siostrom, Marii i Marcie. Okazał się miłosierny także wobec tych wszystkich, którzy w Niego jeszcze nie wierzyli. Ujawnił w wyjątkowy sposób swoją Boską władzę nad śmiercią. A jaki był rezultat cudu? Jedni uwierzyli a inni, zawzięci, postanowili zabić i Jezusa, i wskrzeszonego Łazarza (por. J 12,10), aby nikomu nie przypominał o Boskiej wielkości Chrystusa i nie pobudzał do uwierzenia w Niego.

Był pewien chory, Łazarz z Betanii, z miejscowości Marii i jej siostry Marty.1 Maria zaś była tą, która namaściła Pana olejkiem i włosami swoimi otarła Jego nogi. Jej to brat Łazarz chorował.2 Siostry zatem posłały do Niego wiadomość: Panie, oto choruje ten, którego Ty kochasz.3 Jezus usłyszawszy to rzekł: Choroba ta nie zmierza ku śmierci, ale ku chwale Bożej, aby dzięki niej Syn Boży został otoczony chwałą.4 A Jezus miłował Martę i jej siostrę, i Łazarza.5 Mimo jednak że słyszał o jego chorobie, zatrzymał się przez dwa dni w miejscu pobytu.6 Dopiero potem powiedział do swoich uczniów: Chodźmy znów do Judei.7 Rzekli do Niego uczniowie: Rabbi, dopiero co Żydzi usiłowali Cię ukamienować i znów tam idziesz?8 Jezus im odpowiedział: Czyż dzień nie liczy dwunastu godzin? Jeżeli ktoś chodzi za dnia, nie potknie się, ponieważ widzi światło tego świata.9 Jeżeli jednak ktoś chodzi w nocy, potknie się, ponieważ brak mu światła.10 To powiedział, a następnie rzekł do nich: Łazarz, przyjaciel nasz, zasnął, lecz idę, aby go obudzić.11 Uczniowie rzekli do Niego: Panie, jeżeli zasnął, to wyzdrowieje.12 Jezus jednak mówił o jego śmierci, a im się wydawało, że mówi o zwyczajnym śnie.13 Wtedy Jezus powiedział im otwarcie: Łazarz umarł,14 ale raduję się, że Mnie tam nie było, ze względu na was, abyście uwierzyli. Lecz chodźmy do niego.15 Na to Tomasz, zwany Didymos, rzekł do współuczniów: Chodźmy także i my, aby razem z Nim umrzeć.16 Kiedy Jezus tam przybył, zastał Łazarza już od czterech dni spoczywającego w grobie.17 A Betania była oddalona od Jerozolimy około piętnastu stadiów18 i wielu Żydów przybyło przedtem do Marty i Marii, aby je pocieszyć po bracie.19 Kiedy zaś Marta dowiedziała się, że Jezus nadchodzi, wyszła Mu na spotkanie. Maria zaś siedziała w domu.20 Marta rzekła do Jezusa: Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł.21 Lecz i teraz wiem, że Bóg da Ci wszystko, o cokolwiek byś prosił Boga.22 Rzekł do niej Jezus: Brat twój zmartwychwstanie.23 Rzekła Marta do Niego: Wiem, że zmartwychwstanie w czasie zmartwychwstania w dniu ostatecznym.24 Rzekł do niej Jezus: Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie.25 Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki. Wierzysz w to?26 Odpowiedziała Mu: Tak, Panie! Ja wciąż wierzę, żeś Ty jest Mesjasz, Syn Boży, który miał przyjść na świat.27 Gdy to powiedziała, odeszła i przywołała po kryjomu swoją siostrę, mówiąc: Nauczyciel jest i woła cię.28 Skoro zaś tamta to usłyszała, wstała szybko i udała się do Niego.29 Jezus zaś nie przybył jeszcze do wsi, lecz był wciąż w tym miejscu, gdzie Marta wyszła Mu na spotkanie.30 Żydzi, którzy byli z nią w domu i pocieszali ją, widząc, że Maria szybko wstała i wyszła, udali się za nią, przekonani, że idzie do grobu, aby tam płakać.31 A gdy Maria przyszła do miejsca, gdzie był Jezus, ujrzawszy Go upadła Mu do nóg i rzekła do Niego: Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł.32 Gdy więc Jezus ujrzał jak płakała ona i Żydzi, którzy razem z nią przyszli, wzruszył się w duchu, rozrzewnił i zapytał: Gdzieście go położyli?33 Odpowiedzieli Mu: Panie, chodź i zobacz.34 Jezus zapłakał.35 A Żydzi rzekli: Oto jak go miłował!36 Niektórzy z nich powiedzieli: Czy Ten, który otworzył oczy niewidomemu, nie mógł sprawić, by on nie umarł?37 A Jezus ponownie, okazując głębokie wzruszenie, przyszedł do grobu. Była to pieczara, a na niej spoczywał kamień.38 Jezus rzekł: Usuńcie kamień. Siostra zmarłego, Marta, rzekła do Niego: Panie, już cuchnie. Leży bowiem od czterech dni w grobie.39 Jezus rzekł do niej: Czyż nie powiedziałem ci, że jeśli uwierzysz, ujrzysz chwałę Bożą? Usunięto więc kamień.40 Jezus wzniósł oczy do góry i rzekł: Ojcze, dziękuję Ci, żeś mnie wysłuchał.41 Ja wiedziałem, że mnie zawsze wysłuchujesz. Ale ze względu na otaczający Mnie lud to powiedziałem, aby uwierzyli, żeś Ty Mnie posłał.42 To powiedziawszy zawołał donośnym głosem: Łazarzu, wyjdź na zewnątrz!43 I wyszedł zmarły, mając nogi i ręce powiązane opaskami, a twarz jego była zawinięta chustą. Rzekł do nich Jezus: Rozwiążcie go i pozwólcie mu chodzić.44 (J 11,1-44)

1. Jezus pozwala, by umarł Jego przyjaciel Łazarz

„Był pewien chory, Łazarz z Betanii, z miejscowości Marii i jej siostry Marty. Maria zaś była tą, która namaściła Pana olejkiem i włosami swoimi otarła Jego nogi. Jej to brat Łazarz chorował. Siostry zatem posłały do Niego wiadomość: Panie, oto choruje ten, którego Ty kochasz. Jezus usłyszawszy to rzekł: Choroba ta nie zmierza ku śmierci, ale ku chwale Bożej, aby dzięki niej Syn Boży został otoczony chwałą. A Jezus miłował Martę i jej siostrę, i Łazarza. Mimo jednak że słyszał o jego chorobie, zatrzymał się przez dwa dni w miejscu pobytu. Dopiero potem powiedział do swoich uczniów: Chodźmy znów do Judei.” (J 11,1-7) Istniała głęboka więź serdeczności i przyjaźni między Jezusem a rodzeństwem: Łazarzem, Marią i Martą. Mimo to Jezus nie przyszedł uzdrowić Łazarza, gdy dowiedział się o jego chorobie. Musiał tym sprawić, zwłaszcza jego siostrom ogromny ból. Również dla samego Jezusa musiało wymagać wysiłku nie spełnić oczekiwań bliskich osób. Nie dokonał jednak cudu uzdrowienia swojego przyjaciela Łazarza. Nie zrobił tego, gdyż Ojciec niebieski chciał, aby dla pobudzenia do wiary ludzi nie nastąpiło jego uzdrowienie z choroby lecz wskrzeszenie. Jezus zatem pohamował swoje uczucia względem przyjaciół i poddał się woli Ojca. Nie przyszedł do bliskich Mu osób przed śmiercią Łazarza.

2. Postanowienie Jezusa, by – pomimo zagrożenia – pójść do grobu Łazarza

Jezus nie poszedł do konającego Łazarza, chociaż słyszał o jego chorobie. Pozostał jeszcze „przez dwa dni w miejscu pobytu. Dopiero potem powiedział do swoich uczniów: Chodźmy znów do Judei.” (J 11,7) Uczniowie Jego wiedzieli, że tam Jego życie będzie zagrożone, dlatego powiedzieli do Niego: „Rabbi, dopiero co Żydzi usiłowali Cię ukamienować i znów tam idziesz?” (J 11,8) Jezus – aby przekonać uczniów, że działa słusznie i roztropnie – odpowiedział im: „Czyż dzień nie liczy dwunastu godzin? Jeżeli ktoś chodzi za dnia, nie potknie się, ponieważ widzi światło tego świata. Jeżeli jednak ktoś chodzi w nocy, potknie się, ponieważ brak mu światła”. (J 11,9-10) Tymi słowami Jezus pouczył uczniów, że jeszcze nie nastała „noc”, że jeszcze jest „dzień” – krótki, bo liczący tylko dwanaście symbolicznych godzin. Choć ten dzień się już kończy, bo wpływowi Żydzi poważnie przygotowywali się do zabicia Jezusa, to jednak jeszcze nie nastała „noc”. Mógł więc jeszcze działać i dokonać potężnego cudu wskrzeszenia Łazarza. I do tej sprawy Jezus nawiązał, mówiąc do uczniów: „Łazarz, przyjaciel nasz, zasnął, lecz idę, aby go obudzić. Uczniowie rzekli do Niego: Panie, jeżeli zasnął, to wyzdrowieje. Jezus jednak mówił o jego śmierci, a im się wydawało, że mówi o zwyczajnym śnie. Wtedy Jezus powiedział im otwarcie: Łazarz umarł, ale raduję się, że Mnie tam nie było, ze względu na was, abyście uwierzyli. Lecz chodźmy do niego”. (J 11,11-15) Słowa Jezusa nie upewniły uczniów, że będą bezpieczni w Judei, w okolicy Jerozolimy. Świadczą o tym pełne rezygnacji słowa apostoła Tomasza: „Na to Tomasz, zwany Didymos, rzekł do współuczniów: Chodźmy także i my, aby razem z Nim umrzeć”. (J 11,16) Ten uczeń, podobnie jak sam Jezus, bardzo realistycznie oceniał zachowanie pełnych nienawiści Żydów. Dlatego pogodził się z możliwością śmierci i powiedział: „Chodźmy także i my, aby razem z Nim umrzeć”. (J 11,16) I nie pomylił się. Jego słowa były prawdziwe w odniesieniu do Jezusa, który wkrótce miał ponieść śmierć krzyżową. Tym razem już bardzo bliska była godzina wywyższenia Syna Człowieczego na drzewie Krzyża. Miały się spełnić prorocze słowa Jezusa, które powiedział do przychylnego Mu faryzeusza Nikodema: „A jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak potrzeba, by wywyższono Syna Człowieczego, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne. Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne”. (J 3,14-16) Dzięki wywyższeniu Syna Bożego również ja mogę to życie otrzymać. Niech za to Bóg będzie uwielbiony!

3. Kończący się dla Jezusa „dzień” Jego ziemskiego życia

„Czyż dzień nie liczy dwunastu godzin? Jeżeli ktoś chodzi za dnia, nie potknie się, ponieważ widzi światło tego świata. Jeżeli jednak ktoś chodzi w nocy, potknie się, ponieważ brak mu światła”. (J 11,9-10) Życie ziemskie Jezusa zbliżało się do końca. Chylił się ku końcowi „dzień” Jego życia na ziemi. Zbliżała się „noc”, ale nie dla Jezusa, lecz dla świata, który Go odrzucił. Nadchodziła „noc”, wywołana tym, że świat chciał się pozbyć Syna Bożego – Boga. Udało się to zrobić na trzy dni, które oddzielały moment śmierci Jezusa na krzyżu od chwili Jego zmartwychwstania. Ciemności tamtej nocy „bez Boga miały się szybko skończyć, jednak nie dla wszystkich. Noc „bez Boga” nie skończyła się i nadal trwała dla tych, którzy nie przyjęli żywego, zmartwychwstałego Pana. Różne „noce” wywoływane przez odchodzenie ludzkości od Boga powtarzały się w mniejszym lub większym stopniu w dziejach świata i pogrążały go w mrokach. Ciągle pojawiały się i nadal się pojawiają ciemności nocy wywołanej przez ludzkość, która chce pozbyć się Chrystusa, Światłości prawdziwej. O tych nocach, wywoływanych przez „gaszenie” światła Bożego, Jezus kiedyś powiedział Nikodemowi: „A sąd polega na tym, że światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki. Każdy bowiem, kto się dopuszcza nieprawości, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby nie potępiono jego uczynków. Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła, aby się okazało, że jego uczynki są dokonane w Bogu.” (J 3,19-21). Szczególna „noc” odrzucenia Boga nastąpi przed ponownym przyjściem Jezusa. Odrzucenie Boga będzie tak powszechne, że Chrystus, mówiąc o czasach poprzedzających Jego przyjście powiedział: „Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?” (Łk 18,8). Spojrzenie na świat nasuwa przypuszczenie, że noc poprzedzająca nastanie dnia Pańskiego chyba już trwa. Widać bowiem wyjątkowy atak piekła na wartości, które nigdy wcześniej nie były masowo kwestionowane. Nowość i wyjątkowość piekielnego ataku w naszych czasach polega na demoralizowaniu dzieci już w okresie ich najwcześniejszego dzieciństwa. Młodzież i dorosłych demoralizowano zawsze. Jednak uderzenie w dzieci w okresie ich największej niewinności to znak wyjątkowej walki między siłami dobra i zła. Jest to atak, który można określić jako piekielny bez względu na to, jakie „ziemskie” siły w nim uczestniczą. Nieraz światli ludzie próbują te kierujące złem jednostki lub organizacje zdemaskować, nazwać, ukazać. Jednak osoby uczestniczące w masowym psuciu zwłaszcza małych dzieci bez względu na to, przez kogo są popierane lub nawet opłacane, są przede wszystkim „reprezentantami” piekła jego jakby ziemskimi „narzędziami” i „urzędnikami”. To, czy Jezus znajdzie wiarę, gdy przyjdzie, zależy od każdego z nas. Na szczęście, w obecnym okresie ciemności i wyjątkowych masowych ataków na wartości i na niewinność dzieci, pojawiają się osoby, które mają odwagę wyznać publicznie swoją wiarę i bronić tych wartości, które są prawdziwe i będą nimi na zawsze, przez wieczność w niebie.

4. Potykają się ci, którzy chodzą w ciemnościach nocy

Każdy wie, że łatwiej się nam poruszać za dnia niż w nocy. Do tego doświadczenia odwołuje się Jezus w swoim stwierdzeniu. „Czyż dzień nie liczy dwunastu godzin? Jeżeli ktoś chodzi za dnia, nie potknie się, ponieważ widzi światło tego świata. Jeżeli jednak ktoś chodzi w nocy, potknie się, ponieważ brak mu światła”. (J 11,9-10) Słowa Jezusa można odnieść do spraw duchowych i do naszego zbawienia. Ono wymaga wyraźnego widzenia drogi, która prowadzi do nieba, i przeszkód, które mogą się na niej znaleźć. Drogę i przeszkody pokazuje nam Jezus swoim przykładem i pouczeniem, zawartym w Jego Ewangelii. To On sam jest dla nas „światłem” i „dniem”. Jeśli ktoś Go dobrowolnie odrzuca, to nie dostrzeże drogi zbawienia, bo to On ją jest. A jeśli ktoś to drogą kroczy, bo całkowicie nie odrzuca Zbawiciela, to będzie się stale potykał, jeśli nie przyjmie w pełni Jego światłości. Będzie stale potykał się i upadał ten, kto pozwoli się oświecić tylko połowicznie przez Ewangelię Jezusa, bo stale zaciemnia swój umysł i sumienie ciemnościami, które nie mogą pochodzić od Tego, który jest Światłem duchowego „dnia”.

5. Pomagać tym, którzy chodzą w ciemnościach nocy i potykają się

Zbawiciel powiedział: „Jeżeli ktoś chodzi za dnia, nie potknie się, ponieważ widzi światło tego świata. Jeżeli jednak ktoś chodzi w nocy, potknie się, ponieważ brak mu światła”. (J 11,9-10) Uczniom Chrystusa nie może być obojętny los tych, którzy uważają, że nic im nie grozi, bo chodzą w światłości, a naprawdę błąkają się w ciemnościach nocy i potykają się, ponieważ brak im światła. Nie może być obojętne to, że potykając się, „przewracają” jeszcze tych, których trzymają przy sobie. Szacunek do tych „potykających się” ludzi musi przyjąć bardzo konkretną formę. Ma stać się zamienianiem „mroków nocy” w jasne światło „dnia”, bo – jak powiedział Jezus – jeśli „ktoś chodzi za dnia, nie potknie się” (J 11,9). Trzeba pomóc bliźniemu zrozumieć, że dobrowolne i świadome wybranie jakiejkolwiek grzesznej drogi życia oznacza zejście z drogi zbawienia i wejście na drogę potępienia wiecznego. Szacunek i miłość musi przyjąć formę otwierania oczu, by zagubiony człowiek – z pomocą łaski Jezusa – zaczął się opierać pokusom i każdej formie narzucającego się mu zła. Szacunek i miłość to również pomoc okazana zagubionemu człowiekowi w tym, by nie wciągał w swój grzech innych ludzi, bo przez to również im utrudnia zbawienie. Nasza miłość i szacunek powinny się zwrócić przede wszystkim w stronę tych dorosłych, którzy chcą świadomie lub bezmyślnie – wskutek braku własnej dojrzałości – deprawować dzieci. Prawdziwa miłość do tych dorosłych ludzi powinna się objawić uniemożliwieniu im tego działania, o którym Jezus powiedział: „Lecz kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą we Mnie, temu byłoby lepiej kamień młyński zawiesić u szyi i utopić go w głębi morza. Biada światu z powodu zgorszeń! Muszą wprawdzie przyjść zgorszenia, lecz biada człowiekowi, przez którego dokonuje się zgorszenie”. (Mt 18,6-7) Trzeba pomóc człowiekowi, który nie chce dopuścić do swojej świadomości grozy tych słów, wypowiedzianych przez Jezusa Chrystusa. A zgorszenie jest zgorszeniem nawet wtedy, gdy, w świetle ludzkiego prawa, jest legalne i chronione przez organy prawa – podobnie jak aborcja i eutanazja są zabójstwem nawet wtedy, gdy prawo na nią zezwala. Boże prawo jest zawsze przed prawem ludzkim i żadne prawo ludzkie, żadna „legalność” nie ma w sobie takiej mocy, by zło zamienić w dobro, czyli to, co uniemożliwia osiągnięcie zbawienia, w to, co do niego prowadzi. Trzeba pomóc wyjść z „ciemności nocy” tym, którzy deprawują dzieci, bo ich działanie jest niebezpieczne dla zbawienia przede wszystkim dla nich samych i dla dzieci, które w przyszłości mogą świadomie i dobrowolnie zacząć postępować tak, jak ich tego nauczyli ich gorszyciele. Najbardziej zagrażają swojemu zbawieniu ci, którzy deprawują dzieci, bo są opłacani i ci, którzy im płacą za uczenie dzieci zła.

6. Przybycie Jezusa, Pocieszyciela, do Betanii

Jezus przybył do Betanii, gdzie mieszkało zaprzyjaźnione z Nim rodzeństwo, dopiero po śmierci Łazarza. „Kiedy Jezus tam przybył, zastał Łazarza już od czterech dni spoczywającego w grobie. A Betania była oddalona od Jerozolimy około piętnastu stadiów i wielu Żydów przybyło przedtem do Marty i Marii, aby je pocieszyć po bracie”. (J 11,17-19) Jednak prawdziwą pociechę po utracie brata mógł im przynieść tylko Jezus, dlatego to Jego obecności pragnęły. Podobnie jest w życiu każdego z nas. Słowa ludzi i ich życzliwa obecność umacnia, jednak pełne podtrzymanie na duchu w trudnościach może dać tylko Jezus, który na ziemi przeżył wiele cierpień i dlatego potrafi każdemu z nas okazać najgłębsze współczucie. W niebie nie jest On nieczułą, oddaloną od naszych cierpień Istotą. Przeciwnie, jak czytamy w Liście do Hebrajczyków: „Nie takiego bowiem mamy arcykapłana, który by nie mógł współczuć naszym słabościom, lecz doświadczonego we wszystkim na nasze podobieństwo, z wyjątkiem grzechu”. (Hbr 4,15) On nas rozumie, On nam współczuje, On nas umacnia, a jeśli żałujemy za swoje grzechy, to uwalnia nas od nich, abyśmy osiągnęli pokój ducha, niszczony przez poczucie winy.

7. Umacnianie przez Jezusa wiary Marty, siostry zmarłego Łazarza

„Kiedy zaś Marta dowiedziała się, że Jezus nadchodzi, wyszła Mu na spotkanie. Maria zaś siedziała w domu. Marta rzekła do Jezusa: Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. Lecz i teraz wiem, że Bóg da Ci wszystko, o cokolwiek byś prosił Boga. Rzekł do niej Jezus: Brat twój zmartwychwstanie. Rzekła Marta do Niego: Wiem, że zmartwychwstanie w czasie zmartwychwstania w dniu ostatecznym. Rzekł do niej Jezus: Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki. Wierzysz w to? Odpowiedziała Mu: Tak, Panie! Ja wciąż wierzę, żeś Ty jest Mesjasz, Syn Boży, który miał przyjść na świat. Gdy to powiedziała, odeszła i przywołała po kryjomu swoją siostrę, mówiąc: Nauczyciel jest i woła cię. (J 11,20-28) Chrystus, który jest zmartwychwstaniem, może przywracać martwemu ludzkiemu ciału życie w różny sposób. W odniesieniu do Łazarza było to przywrócenie tego samego życia, które miał przed śmiercią. Podobnie było z wskrzeszonym młodzieńcem z Nain (Łk 7,11-17) i z córką Jaira (Mk 5,35-43). Ci zmarli, dzięki Jezusowi, powrócili do dawnej formy życia, która po pewnym czasie zakończyła się ponowną śmiercią. W przyszłości jednak, „w dniu ostatecznym”, Ten, który jest Zmartwychwstaniem i życiem da zupełnie nową formę życia wszystkim ludziom. Nie będzie to takie życie, jak to, które mamy teraz – takie, które od poczęcia i narodzenia podąża ku śmierci. W dniu ostatecznym wszechmocny Zbawiciel wskrzesi wszystkich zmarłych ludzi i obdarzy ich taką formą życia, która nigdy się nie zakończy śmiercią. Powszechne zmartwychwstanie ciał będzie „unieśmiertelnieniem” ludzkiego ciała na zawsze. Będzie ono na zawsze połączone z duszą zbawioną lub potępioną i to się nigdy nie zmieni.

7a. Jezus zapewnia umierającym życie, które nigdy się nie skończy

„Jezus powiedział do Marty, siostry zmarłego Łazarza: „Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki”. (J 11,25-26) Jeśli ktoś wierzy w Jezusa, ten nie tylko istnieje nadal po śmierci. Otrzymuje od Niego coś znacznie większego niż świadome i osobowe istnienie po zakończeniu ziemskiego życia. Świadomie bowiem istnieją po śmierci wszystkie dusze. Istnieją świadomie po przekroczeniu progu wieczności także dusze ludzi potępionych, które odrzuciły ofiarowany im przez Jezusa dar życia wiecznego. Dusze wszystkich ludzi – także tych, którzy umarli w grzechach śmiertelnych – istnieją po śmierci i nie tracą swojej świadomości. Są świadome. Nigdy nie pogrążają się w stanie podobnym do utraty przytomności ani nawet do ziemskiego snu. Będąc w pełni świadome, dobrze wiedzą, co się z nimi dzieje. Wszystko odczuwają i głęboko przeżywają. Tej świadomości po śmierci nie da się zmniejszyć ani usunąć. Taką pełną świadomość posiadają zarówno dusze zbawionych jak i ludzi potępionych. Wiara w Jezusa daj coś innego i większego niż przemienienie lub powiększenie świadomości po śmierci. Dzięki wierze Jezus wlewa w duszę Boskie życie – takie jakim żyją Osoby Trójcy Świętej. Dokonuje się to już tu, na ziemi. Po śmierci to wlane przez łaskę Jezusa i moc Ducha Świętego życie uzdalnia stale świadomą duszę do widzenia Boga „twarzą w twarz”. Umożliwia jej stałe poznawanie i odczuwania nieskończonych głębin Boskiej miłości Osób Trójcy Świętej. To wywołuje w niej nieustającą pełnię szczęścia. Dzięki wierze i otrzymanemu od Jezusa życiu dusza nie tylko poznaje głębiny Bożej miłości i miłości zbawionych, ale sama kocha w sposób pełny, doskonały, pozbawiony nawet najmniejszego egoizmu. Do takiego stanu mogą dość zaraz po śmierci – lub po oczyszczeniu w czyśćcu – dusze tych, którzy uwierzyli w Jezusa i przyjęli, do momentu swojej śmierci, ofiarowane im przez Niego życie. Tego szczęścia są pozbawione na zawsze dusze tych, którzy odrzucili świadomie i dobrowolnie na ziemi Jezusa i Jego łaskę. Dusze ludzi, którzy to uczynili i nie nawrócili się do chwili śmierci, są pozbawione szczęścia, które daje wlewane przez Jezusa życie wieczne. To życie nazywane jest przez teologów łaską uświęcającą lub Bożym życiem w nas. Bez tego daru dusze nie mogą się oczyścić w czyśćcu i zaraz po śmierci idą na wieczne potępienie, nie tracąc ani na chwilę świadomości tego, co się z nimi dzieje i będzie się dziać przez całą wieczność. (Więcej o życiu po śmierci tutaj)

7b. Śmierć, która w oczach Bożych jest tylko snem, i śmierć prawdziwa

Zanim jeszcze Jezus poszedł do Betanii, aby wskrzesić zmarłego Łazarza, tak się wyraził o jego śmierci przed swoimi uczniami: „Łazarz, przyjaciel nasz, zasnął, lecz idę, aby go obudzić. Uczniowie rzekli do Niego: Panie, jeżeli zasnął, to wyzdrowieje. Jezus jednak mówił o jego śmierci, a im się wydawało, że mówi o zwyczajnym śnie. Wtedy Jezus powiedział im otwarcie: Łazarz umarł, ale raduję się, że Mnie tam nie było, ze względu na was, abyście uwierzyli. Lecz chodźmy do niego”. (J 11,11-15) Jezus nazwał prawdziwą śmierć Łazarza „snem”. Chciał przez to nas pouczyć, że On, jako Bóg, rozumie śmierć inaczej niż my. My śmiercią nazywamy koniec życia ziemskiego. Niewierzący widzą w tym wydarzeniu zupełne unicestwienie się człowieka, wierzący natomiast – tylko zakończenie pewnego etapu istnienia. Większość chrześcijan – między innymi katolicy – śmierć rozumie jako odłączenie się wciąż żyjącej duszy od ciała. Po rozerwaniu się łączności elementu duchowego z materialnym – w ciele – zanikają wszystkie czynności życiowe i podlega ono stopniowemu rozpadowi i zniszczeniu. Dusza żadnemu rozpadowi nie podlega, gdyż jest „duchowa”. Znaczy to, że nie jest utworzona z elementów materialnych, lecz z substancji duchowej, stworzonej przez Boga. Nasza dusza jest duchem; jest naszym „ja”, które potrafi istnieć jako osoba zarówno w połączeniu z ciałem, jak i bez tej łączności. Za życia na ziemi duch ludzki istnieje w ścisłym połączeniu z ciałem. Po śmierci – aż do zmartwychwstania ciał – nieśmiertelny duch ludzki istnieje bez łączności z rozpadającą się materią, która dzięki niemu, na ziemi, tworzyła ludzkie ożywione ciało. Tak było ze zmarłym Łazarzem, przyjacielem Jezusa. Jego ciało przez cztery dni rozpadało się w grobie, ale dusza – żyła. Żyła nie tylko tak, jak istnieje po śmierci dusza każdego człowieka, czyli jako duch rozumny i wolny. Dusza Łazarza była dodatkowo ożywiona przez życie, które wlał w nią Jezus dlatego, że w Niego uwierzył. I to właśnie ze względu na to trwające w duszy Łazarza życie otrzymane od Jezusa jego śmierć została nazwana „zaśnięciem”. Prawdziwą śmiercią w oczach Jezusa – i to śmiercią wieczną – byłoby coś innego niż śmierć-sen Łazarza. Tą śmiercią byłoby istnienie jego duszy bez życia wiecznego, które daje Jezus wierzącym w Niego. W oczach Bożych śmiercią wieczną jest istnienie duszy bez więzów miłości z Nim. Faktycznie, taka dusza jest dla Boga jakby martwa, umarła, gdyż nie kocha, nie wsłuchuje się w Niego, nie prowadzi z Nim pełnej miłości rozmowy. W tym rodzaju śmierci można trwać nie tylko w wieczności, ale także za życia ziemskiego. Trwają w tego rodzaju śmierci ludzie na ziemi, którzy mają jeszcze żyjące ciała – bo pracuje ich serce, płuca, mózg i inne organy – lecz w swojej duszy mają zniszczone, czyli jakby „uśmiercone” dziecięce więzy z Bogiem, swoim Ojcem niebieskim. W ich duszach nie ma życzliwego kontaktu z Nim. Ich duch nie pała miłością do Niego i nie wsłuchuje się w Niego. Nie prowadzą z Nim modlitewnej rozmowy. Nie tęsknią za Nim. Wszystko, co ma związek z Bogiem jest w nich „umarłe”. Żyją tak, jakby Bóg w ogóle nie istniał, gdyż obojętne są dla nich Jego ojcowskie rady. Nie słuchają ich. Mówiąc obrazowo, dusze takich osób zachowują się wobec Boga tak, jak zwłoki zmarłych ludzi wobec nas: nie mówią do nas, nie patrzą na nas, nie wsłuchują się w nasze słowa, nie odczuwają naszego dotyku, nie reagują na żaden przejaw naszej miłości. Cokolwiek dla nich uczynimy, pozostaną zimne. W podobny sposób mogą się zachowywać dusze wobec Boga i wtedy są one dla Niego jak martwe, jak umarłe, bo pozostają zimne, nieczułe, ślepe i głuche na Jego miłość. W takiej duchowej śmierci nie pogrążyła się dusza Łazarza. Dlatego Jezus nazwał snem – zaśnięciem na cztery dni – to, co my powszechnie nazywamy śmiercią. Z takiej śmierci Jezus potrafił go wyrwać jednym słowem, tak jak się budzi śpiących ludzi. (Więcej o śmierci i o życiu po śmierci tutaj)

7c. Każdy, kto żyje, nie umrze na wieki

Marcie, siostrze zmarłego Łazarza, Jezus powiedział: „Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki”. (J 11,26) „Żyje” nie znaczy tu: oddycha, porusza się, mówi, widzi..., bo ten rodzaj życia skończy się któregoś dnia. „Żyje” oznacza: jest ożywiony życiem, które Jezus daje wierzącym w Niego; życiem, które On wysłużył nam umierając na Krzyżu. To życie jest przeciwieństwem duchowej śmierci, czyli takiego sposobu życia, jakby się było „martwym” dla Boga: niewrażliwym na Niego i na Jego miłość – na podobieństwo martwego zimnego ciała ludzkiego, które nie wykazuje żadnych reakcji na bodźce. Zwłoki nie słyszą, nie mówią, nie widzą; są zawsze zimne i nieczułe. Nie tak się zachowują wobec Boga ci, którzy nie są „martwi” duchowo, bo „żyją” życiem duchowym. Ożywieni przez wiarę i łaskę Chrystusa wierzą w Niego, kochają Go, ufają Mu we wszystkim. „Żyjący” duchowo ludzie spotykają się z Bogiem w przez Komunię św. i w innych sakramentach. Myślą o Nim, tęsknią za nim, rozmawiają z Nim, wypełniają Jego pragnienia i według Jego woli układają całe swoje życie. Jezus powiedział o tych „żyjących” i wierzących w Niego, że nie umrą na wieki. Znaczy to, że po przejściu do wieczności nigdy nie utracą tego życia z Bogiem i w Bogu, które rozpoczęło się w nich dzięki wierze już za życia ziemskiego. Będą to życie posiadać przez całą wieczność. Nigdy też nie opuści ich bezgraniczne szczęście, które wypływa z wybranego przez nich na ziemi sposobu traktowania Boga i życia w zjednoczeniu z Nim. Przez całą wieczność ani na chwilę nie opuści ich radość, którą przynosi życie wysłużone przez Jezusa na krzyżu i przyjęte przez wierzących w Niego. Nigdy nie odłączą się od Trójcy Przenajświętszej, Źródła tego życia i szczęścia. Na zawsze pozostanie w nich dziecięca ufność wobec Boga. „Nie umrze na wieki” znaczy, że ani zmartwychwstałe ciało, ani nieśmiertelna dusza zbawionego człowieka – który posiada w sobie życie Boże – nigdy nie pogrąży się w cierpieniach piekła, przez oddalenie się od Boga. Zbawionych nigdy nie ogarnie nienawiść, w której stale są pogrążeni wszyscy potępieni. Oni nienawidzą wszystko i wszystkich, a przede wszystkim – Boga. Zbawieni nigdy nie odejdą od życzliwej i dobrej dla nich wspólnoty zbawionych. Nigdy nie staną się dla Boga i zbawionych jak zimne i obojętne zwłoki umarłego człowieka, niezdolne do nawiązania kontaktu z nikim. Obietnica Jezusa: „Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki” (J 11,26), odnosi się do tych, którzy umarli w stanie łaski uświęcającej, czyli odeszli z tego świata z życiem Bożym obecnym w ich duszach. W wieczności tego życia nigdy nie utracą, czyli „nie umrą na wieki”. Na ziemi jednak, niestety, życie Boże można utracić, przez trwanie w stanie grzechu śmiertelnego – bez żalu, bez skruchy, bez sakramentu spowiedzi św.. (Więcej o śmierci i o życiu po śmierci tutaj)

8. Jezus rozmawia z Marią, siostrą Marty i Łazarza

Po wyjaśnieniach danych Marcie, dotyczących zmartwychwstania i życia wiecznego, Jezus zadał jej pytanie: „Wierzysz w to? Odpowiedziała Mu: Tak, Panie! Ja wciąż wierzę, żeś Ty jest Mesjasz, Syn Boży, który miał przyjść na świat”. (J 11,27) Swoją odpowiedzią Marta daje nam przykład, jak odpowiedzieć na pytanie, które wszechmocny Zbawiciel kieruje codziennie do każdego z nas: „Wierzysz w to?” Gdy Marta wyznała przed Jezusem swoją wiarę w Niego, „odeszła i przywołała po kryjomu swoją siostrę, mówiąc: Nauczyciel jest i woła cię. Skoro zaś tamta to usłyszała, wstała szybko i udała się do Niego. Jezus zaś nie przybył jeszcze do wsi, lecz był wciąż w tym miejscu, gdzie Marta wyszła Mu na spotkanie. Żydzi, którzy byli z nią w domu i pocieszali ją, widząc, że Maria szybko wstała i wyszła, udali się za nią, przekonani, że idzie do grobu, aby tam płakać. A gdy Maria przyszła do miejsca, gdzie był Jezus, ujrzawszy Go upadła Mu do nóg i rzekła do Niego: Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł”. (J 11,28-32) Słowa Marii wyrażały wiarę w moc Jezusa, który mógłby uzdrowić jej brata, Łazarza, gdyby chciał i przyszedł przed jego śmiercią. Jezus widocznie uznał, że jej wiara nie wymaga takiego umocnienia, jakiego potrzebowała wiara jej siostry, Marty, dlatego nie pouczał jej o posiadanej boskiej mocy, która utrzymuje przy życiu w Bogu i z Bogiem nawet zmarłych. Przynajmniej takich pouczeń św. Jan Ewangelista nam nie przekazał.

(Omówienie prawd wiary dla małych dzieci można znaleźć tutaj)

9. Wzruszenie i płacz Jezusa

„Gdy więc Jezus ujrzał jak płakała ona (Maria) i Żydzi, którzy razem z nią przyszli, wzruszył się w duchu, rozrzewnił i zapytał: Gdzieście go położyli? Odpowiedzieli Mu: Panie, chodź i zobacz. Jezus zapłakał. A Żydzi rzekli: Oto jak go miłował! Niektórzy z nich powiedzieli: Czy Ten, który otworzył oczy niewidomemu, nie mógł sprawić, by on nie umarł? A Jezus ponownie, okazując głębokie wzruszenie, przyszedł do grobu. Była to pieczara, a na niej spoczywał kamień”. (J 11,33-38) Wzruszenie Jezusa było ogromne. Nie zmniejszyła go ani nie pohamowała Jego łez nawet pewność, że za chwilę wskrzesi Łazarza i sprawi tym, którzy go kochali, ogromną radość. Swoimi łzami bardziej niż słowami Jezus wyraził to, co chciał wyrazić: miłość do zmarłego przyjaciela Łazarza i do Jego sióstr. Ale był z pewnością jeszcze inny powód Jego płaczu. Był nim ból z powodu tego, że wielu odepchnie Jego rękę Zbawiciela – pomimo wysiłku z Jego strony, pomimo cudów, pomimo śmierci na krzyżu, pomimo Jego miłości. Jezus wiedział, że ci, którzy chcieli Go zabić, nadal tego pragną. Wiedział, że po niezwykłym cudzie wskrzeszenia Łazarza – który rozbudził wiarę wielu – zatwardziali i uparci Jego wrogowie już niebawem podejmę uchwałę, o zabiciu Go (J 11,45-52). Postanowią też zabić Łazarza (J 12,10). Jezus płakał, bo widział upór, który zamieniał się stopniowo w wiecznie trwający grzech bluźnierstwa przeciwko Duchowi Świętemu – grzech, który czyni serce ludzkie tragicznie „odpornym” na wszelkie lecznicze łaski Jego Odkupienia. Jezus widział tych wszystkich, którzy z uporem uciekali przed Jego wyciągniętymi w ich stronę ramionami. Widział w nich grzech, który z chwili śmierci staje się grzechem utrwalonym w duszy na wieczność. Czy więc mógł nie płakać z tego powodu Odkupiciel, który z miłości do wszystkich ludzi przyszedł na świat i z miłości do każdego człowieka oddał życie na krzyżu? Czy może być większy ból od tego, gdy dobrowolnie, jak samobójca, ginie ukochana osoba? (Więcej o nieprzebaczalnym bluźnierstwie przeciwko Duchowi Świętemu tutaj)

10 Jezus przed grobem zmarłego Łazarza

„Jezus rzekł: Usuńcie kamień. Siostra zmarłego, Marta, rzekła do Niego: Panie, już cuchnie. Leży bowiem od czterech dni w grobie. Jezus rzekł do niej: Czyż nie powiedziałem ci, że jeśli uwierzysz, ujrzysz chwałę Bożą? Usunięto więc kamień”. (J 11,39-40) Jesus, Syn Boży, Stwórca człowieka, stanął przed stworzeniem, aby swoim słowem, jak duchem ożywiającym, przywrócić życie ciału, które zaczęło ulegać rozpadowi. Za chwilę miała się ujawnić „chwała Boża”, jak to Jezus powiedział Marcie, siostrze zmarłego Łazarza. Tą chwałą miał być triumf życia nad śmiercią i piękna nad postępującym rozpadem ciała; pojawienie się uśmiechów i łez radości tam, gdzie płynęły łzy bólu i smutku. Taka właśnie jest chwała Boża: rozkwit życia, prawdy, dobra, piękna, radości i szczęścia w Jego stworzeniach. Do takiej „Swojej” chwały Bóg pragnie doprowadzić całe stworzenie. „Jego” chwałą jest „nasze” dobro, które dochodzi do pełni rozwoju i szczęście, które pojawi się po ogarniającym ludzkość cierpieniu. Chwałą Bożą będzie nasze szczęście nieba i zmartwychwstanie ciał. (Więcej o śmierci i o życiu wiecznym tutaj)

11. Modlitwa Jezusa przed dokonaniem cudu wskrzeszenia

Stojąc przed grobem zmarłego od czterech dni Łazarza, „Jezus wzniósł oczy do góry i rzekł: Ojcze, dziękuję Ci, żeś mnie wysłuchał. Ja wiedziałem, że mnie zawsze wysłuchujesz. Ale ze względu na otaczający Mnie lud to powiedziałem, aby uwierzyli, żeś Ty Mnie posłał”. (J 11,41-42) Wszystko, co Jezus robił, czynił to tak i po to, aby było najbardziej pożyteczne dla innych ludzi – aby przynosiło jak najwięcej dobrych owoców. Podobnie było z modlitwą przed grobem Łazarza. Jezus modlił się tam głośno do swojego Ojca. Nie robił tego jak obłudnicy, którzy modlili się przed innymi ludźmi, aby zwrócić uwagę na siebie i na swoją pobożność. W tym celu w czasie modlitw stawali na rogach ulic, aby jak najwięcej ludzi mogło ich zobaczyć i podziwiać (por. Mt 6,5). Jezus przed grobem Łazarza nie modlił się głośno po to, by wzbudzić podziw swoją pobożnością. Uczynił to dla dobra otaczających Go ludzi, aby uwierzyli, że to Bóg Go posłał”. (J 11,42) Chciał więc umocnić wiarę i pobudzić do dziękczynienia Bogu tych, którzy Go otaczali. Jezus udzielił swoim przykładem pouczenia między innymi rodzicom, aby wspólną i głośną modlitwą z dziećmi, uczyli je miłości, wdzięczności, uwielbienia i skruchy przed Bogiem. W wielu wypadkach zrobienie znaku krzyża przed ludźmi pobudza ich do zastanowienia się nad swoim kontaktem z Bogiem i stosunkiem do „Krzyża, na którym zawisło Zbawienie świata”. (Liturgia Wielkiego Piątku)

12. Wskrzeszenie zmarłego Łazarza

Do zmarłego Jezus zawołał donośnym głosem, jakby nie był martwy, lecz spał: „Łazarzu, wyjdź na zewnątrz! I wyszedł zmarły, mając nogi i ręce powiązane opaskami, a twarz jego była zawinięta chustą. Rzekł do nich Jezus: Rozwiążcie go i pozwólcie mu chodzić”. (J 11,43-44) Jezus uwolnił zmarłego z więzów śmierci, a obecnym nakazał uwolnienie go z krępujących jego ciało opasek i chust. Każdy zrobił dla Łazarza to, co potrafił: Jezus, Syn Boży, przywrócił mu życie, a ludzie pomogli mu uwolnić się materialnych więzów. Tak wyglądało współdziałanie wszechmogącego Syna Bożego ze słabym człowiekiem. Ale mimo wszystko było to współdziałaniem.

12A. Uwolnienie wskrzeszonego Łazarza z opasek i chusty

„I wyszedł zmarły, mając nogi i ręce powiązane opaskami, a twarz jego była zawinięta chustą. Rzekł do nich Jezus: Rozwiążcie go i pozwólcie mu chodzić”. (J 11,43-44) W wydarzeniu wskrzeszenia Łazarza, które było realnym faktem z przeszłości, możemy doszukać się ponadczasowej prawdy. Jest nią to, że Panem życia jest tylko Bóg. To Boska moc Jezusa przywróciła życie Łazarzowi. Również Boska moc jest potrzebna, aby komuś udzielić życia wiecznego lub je przywrócić człowiekowi, który je w sobie zabił. Cud udzielenia tego życia dokonuje się w sakramencie chrztu, a przywracane lub umacniane jest ono w sakramencie spowiedzi św. i w ogniu prawdziwej skruchy. Oprócz wskrzeszenia duchowego każdy człowiek potrzebuje jeszcze dodatkowo uwolnienia od różnych zniewoleń, podobnych do opasek, które krępowały przywrócone do życia ciało Łazarza. Te „chusty” i „opaski” były odpowiednie dla umarłego człowieka, który z powodu śmierci nie potrafił poruszać swoim ciałem. Kiedy ożył, okazały się ograniczeniem. Kiedyś Bóg ożywił nas w sakramencie chrztu swoim życiem. To życie wymaga stałego usuwania różnych „opasek” i „chust”, które krępują wlane w nas życie Boże. Tymi zniewalającymi „opaskami” są wady i nałogi, czyli równe złe i egoistyczne przyzwyczajenia. Trzeba nam je z pomocą Bożą i innych ludzi usuwać, tak jak trzeba było ciało Łazarza uwolnić od opasek, które nie tylko krępowały jego ruchy, ale powodowały, że bardziej przypominał mumię niż żywego człowieka. Jezus powiedział do obecnych przy jego wskrzeszeniu osób: „Rozwiążcie go i pozwólcie mu chodzić”. To mówi i do nas. Każdy ma pomóc komuś uwolnić się od niepotrzebnych „opasek”, czyli różnych form egoizmu. Osobami, które powinny pomagać w tym uwalnianiu się, są rodzice, spowiednicy, kierownicy duchowi. Ale nie tylko oni. Również ja mam obowiązek pomóc komuś wyplątać się – jak z niepotrzebnych „opasek” – z duchowych zniewoleń. Zawsze mogę to uczynić modlitwą, jakąś ofiarą, dobrą radą, zachętą, podniesieniem na duchu. (Więcej o uwalnianiu się ze zniewoleń, którymi są grzechy główne, tutaj)

(Omówienie prawd wiary dla małych dzieci można znaleźć tutaj)

Postanowienie zabicia Jezusa

Wielu więc spośród Żydów przybyłych do Marii ujrzawszy to, czego Jezus dokonał, uwierzyło w Niego.45 Niektórzy z nich udali się do faryzeuszów i donieśli im, co Jezus uczynił.46 Wobec tego arcykapłani i faryzeusze zwołali Wysoką Radę i rzekli: Cóż my robimy wobec tego, że ten człowiek czyni wiele znaków?47 Jeżeli Go tak pozostawimy, to wszyscy uwierzą w Niego, i przyjdą Rzymianie, i zniszczą nasze miejsce święte i nasz naród.48 Wówczas jeden z nich, Kajfasz, który w owym roku był najwyższym kapłanem, rzekł do nich: Wy nic nie rozumiecie i nie bierzecie tego pod uwagę,49 że lepiej jest dla was, gdy jeden człowiek umrze za lud, niż miałby zginąć cały naród.50 Tego jednak nie powiedział sam od siebie, ale jako najwyższy kapłan w owym roku wypowiedział proroctwo, że Jezus miał umrzeć za naród,51 a nie tylko za naród, ale także, by rozproszone dzieci Boże zgromadzić w jedno.52 Tego więc dnia postanowili Go zabić.53 (J 11,45-53)

13. Dla jednych Zbawiciel, dla innych – wielkie zagrożenie

Słuchacze Jezusa w narodzie żydowskim stopniowo dzielili się na tych, którzy uwierzyli w Niego i przyjęli Go jako Zbawiciela oraz na tych, którzy nienawidzili Go coraz bardziej. W pierwszych Jego cudowne dzieła umacniały wiarę, w drugich – nienawiść do Niego. „Wielu więc spośród Żydów przybyłych do Marii ujrzawszy to, czego Jezus dokonał, uwierzyło w Niego. Niektórzy z nich udali się do faryzeuszów i donieśli im, co Jezus uczynił”. (J 11,45-46) Donosiciele, którzy byli przy wskrzeszeniu Łazarza, poszli do faryzeuszów i przekazali im, co Jezus uczynił. Cud nie umocnił wiary ani w nich, ani arcykapłanach, ani w faryzeuszach. Przeciwnie, „zwołali Wysoką Radę i rzekli: Cóż my robimy wobec tego, że ten człowiek czyni wiele znaków?” (J 11,47) Za ogromne zagrożenie dla siebie i swojej władzy uznali rozszerzającą się wiarę w Jezusa. Powiedzieli: „Jeżeli Go tak pozostawimy, to wszyscy uwierzą w Niego”. Do tego dodali, aby przestraszyć mniej przekonanych o tym, że Jezusa trzeba zabić: „i przyjdą Rzymianie, i zniszczą nasze miejsce święte i nasz naród”. (J 11,48) Każdy argument wydawał im się dobry, byle tylko pomagał pozbyć się Jezusa.

14. Ewangelia jednych zbawia, a innych drażni

Po cudzie wskrzeszenia Łazarza Żydzi zwołali Wysoką Radę, aby zdecydowała, co z zrobić z Jezusem. „Wobec tego arcykapłani i faryzeusze zwołali Wysoką Radę i rzekli: Cóż my robimy wobec tego, że ten człowiek czyni wiele znaków? Jeżeli Go tak pozostawimy, to wszyscy uwierzą w Niego...” (J 11,47-48) Przeciwnicy Jezusa stwierdzili, że robią za mało, by powstrzymać rozszerzającą się wiarę w Niego. To ich przerażało, gdyż nauka Jezusa piętnowała ich obłudę i samowolę. I dzisiaj Jezus ma swoich zaciętych wrogów, ponieważ Jego Ewangelia jasno nazywa zło złem, a dobro – dobrem i nie pozwala tego zmieniać. Wiara w Jezusa przeszkadza tym, którzy chcieliby wszędzie wprowadzać swój ład moralny, a ściślej mówiąc „nieład”. Przyozdabia się ten „nieład” nadużywanym określeniem „wartości”. Wartość jednak oznacza coś cennego, pożytecznego, przydatnego, dobrego, a czymś takim na pewno nie jest narzucany „nieład” i demoralizacja.

15. Proroctwo Kajfasza o zbawczym znaczeniu śmierci Jezusa

Podczas posiedzenia Wysokiej Rady – w czasie której zastanawiano się nad tym, jak uniemożliwić szerzenie się wiary w Jezusa – zabrał głos Kajfasz. „Wówczas jeden z nich, Kajfasz, który w owym roku był najwyższym kapłanem, rzekł do nich: Wy nic nie rozumiecie i nie bierzecie tego pod uwagę, że lepiej jest dla was, gdy jeden człowiek umrze za lud, niż miałby zginąć cały naród”. (J 11,49-50) Najwyższy kapłan, Kajfasz, powiedział coś, czego sam do końca nie rozumiał. Mówił bowiem o Rzymianach, którzy w razie rozruchów mogliby wytracić cały naród żydowski. Tymczasem św. Jan Ewangelista wyjaśnia, że ten przeciwnik Jezusa w sposób proroczy przedstawił zbawcze dla całego świata znaczenie Jego śmierci. Napisał w swojej Ewangelii: „Tego jednak nie powiedział sam od siebie, ale jako najwyższy kapłan w owym roku wypowiedział proroctwo, że Jezus miał umrzeć za naród, a nie tylko za naród, ale także, by rozproszone dzieci Boże zgromadzić w jedno. Tego więc dnia postanowili Go zabić.”. (J 11,51-53) Trudno uwierzyć, że słowa wroga Jezusa, który przyczynił się do Jego śmierci, były proroctwem. A jednak rzeczywiście nim były, gdyż Bóg Ojciec w swojej miłości uznał, że lepiej będzie dla całej ludzkości, jeśli umrze za nią na krzyżu Jego Syn, Jezus Chrystus, niż żeby wszyscy ludzie znaleźli się w piekle na zawsze. W swoim miłosierdziu Ojciec niebieski dał ludzkości Krzyż swojego Syna, aby był dla niej jakby „tratwą”, która chroni przed utonięciem tych, którzy się jej trzymają. Aby jednak Krzyż mógł stać się ratunkiem dla świata, musiał na Nim najpierw umrzeć Syn Boży. Nie można usprawiedliwić postępowania Kajfasza wobec Jezusa. Nie mógł tego zrobić także św. Jan Ewangelista, gdyż najwyższy kapłan źle i niesprawiedliwie postąpił względem Chrystusa. Zło jest złem bez względu na to, kto je popełnia, dlatego nie można go pochwalać. Mimo to Ewangelista Jan doszukał się jakiejś iskry dobra w słowach najwyższego kapłana stwierdzając, że bezwiednie wypowiedział proroctwo o zbawczej potędze Jezusowego Krzyża. Pouczył nas, że Bóg – nawet w tych słowach, które okazały się wyrokiem śmierci na Jezusa – Kajfasz, wbrew sobie, powiedział coś wielkiego o Jezusie, Zbawicielu każdego człowieka. Najwyższy kapłan bezwiednie przedstawił śmierć Jezusa – do której sam się przyczynił – jako ocalenie świata od nieuchronnej śmierci wiecznej, czyli od wiecznego potępienia. Proroctwo wypowiedziane przez wroga Jezusa pokazuje, że wszechmocny Bóg potrafi wyciągnąć dobro nawet ze zła i tylko dlatego je dopuszcza. Jeśli z jakiegoś zła żadnego dobra nie da się wydobyć, to Pan nie dopuszcza do jego powstania. (Więcej o zbawczej śmierci Jezusa tutaj)

15A. Gromadzenie rozproszonych dzieci Bożych w jedno

Wyjaśniając proroctwo wypowiedziane bezwiednie przez Kajfasza, Jan Ewangelista stwierdził, że Jezus umarł nie tylko za naród żydowski, „ale także, by rozproszone dzieci Boże zgromadzić w jedno”. (J 11,52) Jezus chce zgromadzić wszystkie dzieci Boże ze wszystkich czasów w domu ich Ojca, czyli w niebie. Chce również tego, by rozproszeni po całym świecie ludzie, którzy są gotowi współdziałać z łaską Bożą, jeszcze na ziemi zgromadzili się w jednej owczarni. Tą Bożą owczarnią jest założony przez Niego Kościół. Kiedy uczniowie Jezusa – zgodnie z Jego nakazem – wyruszyli „na cały świat”, do krajów pogańskich, to wszędzie znajdowali serca gotowe przyjąć głoszone im słowo Boże i łaskę udzielaną przez sakramenty. Z tych ludzi tworzył się coraz liczniejszy Kościół, który przechowuje środki zbawcze, dane ludzkości przez jej Odkupiciela Jezusa Chrystusa. Tymi środkami są: prawda objawiona, sakramenty, szczególna pomoc osób powołanych do kapłaństwa i wsparcie przez wspólnotę wierzącą, kochającą i adorującą Boga. Wyjątkowym środkiem zbawczym jest Eucharystia, bo w niej stale jest realnie obecny pośród nas sam Jezus Chrystus – ze swoim ciałem, krwią, duszą i Bóstwem. Równie ważną pomocą w drodze do zbawienia jest sakrament pojednania. Dzięki niemu można uzyskać łaskę przebaczenia przez Boga nawet najcięższych grzechów. Tego sakramentu – tak jak i Eucharystii, nie ma poza Kościołem Chrystusa. Z tego powodu poza jego wspólnotą nie można znaleźć tak potężnego wsparcia w dążeniu do zbawienia, jakie daje Eucharystia, spowiedź św. i inne sakramenty. (Więcej o Kościele i zawartych w nim środkach zbawczych tutaj)

(Omówienie prawd wiary dla małych dzieci można znaleźć tutaj)

16. Niepojęte zaślepienie duchowych elit żydowskich

Członkowie Wysokiej Rady, złożonej z samych elit duchowych, zaskakują swoją zawziętością wobec Jezusa i duchowym otępieniem. Podczas posiedzenia Rady postawili bowiem pytanie-problem: „Cóż my robimy wobec tego, że ten człowiek czyni wiele znaków?” (J 11,47) Logiczna odpowiedź powinna brzmieć: „Powinniśmy w Niego uwierzyć, bo Jego znaków, wskazujących na działającą w Nim moc Bożą, nie da się podważyć. A jeśli nawet nie uwierzyć, to potraktować poważnie wszystko, co mówi. Jest to przecież ktoś niezwykły”. Takiej odpowiedzi nikt nie dał. Dla elit żydowskich tylko jedno było całkowicie pewne i jasne – to, że nie mogą w Niego uwierzyć, bo nie mogą stracić swojej władzy. Uwierzenie w Jezusa zdecydowanie odrzucali, dlatego szukali dalej odpowiedzi na pytanie, które powstało w ich skażonych nienawiścią umysłach. Jednak w rozumie znajdującym się w takim stanie jak ich nie można było znaleźć nic innego jak okrutny pomysł, by przez zabicie Jezusa uniemożliwić Mu dalsze czynienie znaków, a ludziom – wierzenie w Niego. Nieraz chlubimy się geniuszem ludzkiego rozumu. Jednak przykład arcykapłanów, faryzeuszów i innych inteligentnych wrogów Jezusa pokazuje, że nawet największy geniusz przestaje nim być, gdy sercem zawładnie nienawiść. Tak było w przeszłości i tak jest również w naszych czasach. Zazdrość, pycha, nienawiść potrafi zaciemnić umysł nawet w najzdolniejszych i najinteligentniejszych osobach. Taki umysł nie ma już nawet czasu na wymyślenie czegoś dobrego, bo cały czas jest zajęty wyszukiwaniem sposobów na walkę z kimś i na jak najdotkliwsze dokuczanie komuś. Takie stały się umysły upadłych aniołów i takie stają się w ludziach, którzy unoszą się pychą, zazdroszczą i nienawidzą.

Przebywanie Jezusa w Efraim

Odtąd Jezus już nie występował wśród Żydów publicznie, tylko odszedł stamtąd do krainy w pobliżu pustyni, do miasteczka, zwanego Efraim, i tam przebywał ze swymi uczniami.54 A była blisko Pascha żydowska. Wielu przed Paschą udawało się z tej okolicy do Jerozolimy, aby się oczyścić.55 Oni więc szukali Jezusa i gdy stanęli w świątyni, mówili jeden do drugiego: Cóż wam się zdaje? Czyżby nie miał przyjść na święto?56 Arcykapłani zaś i faryzeusze wydali polecenie, aby każdy, ktokolwiek będzie wiedział o miejscu Jego pobytu, doniósł o tym, aby Go można było pojmać.57 (J 11,54-57)

17. Szukanie donosicieli na Jezusa

„Odtąd Jezus już nie występował wśród Żydów publicznie, tylko odszedł stamtąd do krainy w pobliżu pustyni, do miasteczka, zwanego Efraim, i tam przebywał ze swymi uczniami”. (J 11,54) Jezus był roztropny. Ponieważ wiedział, że religijni przywódcy żydowscy już jednoznacznie „postanowili Go zabić” (J 11,53), dlatego usunął się z tego obszaru, gdzie mógł być najłatwiej ujęty przez wrogich Mu Żydów. Jednak arcykapłani „i faryzeusze wydali polecenie, aby każdy, ktokolwiek będzie wiedział o miejscu Jego pobytu, doniósł o tym, aby Go można było pojmać”. (J 11,57) Wrogom Jezusa nie wystarczało, że sami Go nienawidzili. W swoją złośliwość chcieli wciągnąć także innych ludzi. Używając swojej władzy, polecili donosić im o miejscu Jego przebywania. Jak się okazało później, znalazł się tylko jeden człowiek, który zastosował się do tego nikczemnego nakazu. Był nim Judasz – człowiek tak zdeprawowany jak ci, którzy wydali polecenie doniesienia im, gdzie przebywa Jezus. Żaden uczciwy człowiek nie zastosował się do niesprawiedliwego polecenia, które nakazywało donieść na niewinną Osobę.

18. Czekanie na Jezusa w Jerozolimie

„A była blisko Pascha żydowska. Wielu przed Paschą udawało się z tej okolicy do Jerozolimy, aby się oczyścić. Oni więc szukali Jezusa i gdy stanęli w świątyni, mówili jeden do drugiego: Cóż wam się zdaje? Czyżby nie miał przyjść na święto?” (J 11,55-56) Ci, którzy przyszli do Jerozolimy, aby się oczyścić, zastanawiali się, czy przyjdzie tam również Jezus. Różne mogły być powody ich pytań. Jedni chcieli Go posłuchać, aby utwierdzić się w prawdzie; inni mogli oczekiwać nowego cudu, równie wielkiego jak wskrzeszenie Łazarza. Jeszcze inni może zastanawiali się, czy Jezus będzie na tyle odważny, aby przyjść do tych, którzy chcieli Go zabić. Również wrogów Jezusa nurtowało pytanie, czy przyjdzie na Paschę, czy nie przyjdzie. Ta grupa bardzo chciała, aby Jezus pojawił się na święto w Jerozolimie, jednak żydowscy przywódcy duchowi nie pragnęli z żadnych dobrych motywów Jego przyjścia. Chcieli Go nadal znieważać i zrealizować podjęte przez członków Wysokiej Rady postanowienie, by Go zabić (J 11,53). Ciągle jednak był im potrzebny współpracownik, który poinformuje ich o aktualnym miejscu pobytu Jezusa.

(Omówienie prawd wiary dla małych dzieci można znaleźć tutaj)

Autor komentarza: ks. Michał Kaszowski



Tytuły rozważań