Rozważanie Ewangelii według św. Jana


Tytuły rozważań


ROZDZIAŁ 9


1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21


Uzdrowienie człowieka niewidomego od urodzenia

Opisane przez św. Jana Ewangelistę uzdrowienie nieszczęśliwego niewidomego od urodzenia człowieka ukazuje wrażliwość Jezusa na ludzkie cierpienie i Jego nieskończone miłosierdzie. Z dobrocią Chrystusa kontrastuje zawziętość Jego przeciwników, którzy – zaślepieni zazdrością, nienawiścią i pychą – odrzucają ofiarowaną im łaskę i zamiast uwierz w Jesusa, coraz bardziej utwierdzają się w zamiarze zabicia Go. Ci zaślepieni duchowi przywódcy kontrastują z uzdrowionym człowiekiem niewidomym. On bowiem rozumuje normalnie, bez uprzedzeń wobec Jezusa, gdyż nie był zaślepiony duchowo tak jak Żydzi, którzy z zawziętością odrzucali Go, Jego słowa, a nawet – cudowne czyny.

(Jezus) przechodząc obok ujrzał pewnego człowieka, niewidomego od urodzenia.1 Uczniowie Jego zadali Mu pytanie: Rabbi, kto zgrzeszył, że się urodził niewidomym – on czy jego rodzice?2 Jezus odpowiedział: Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, ale (stało się tak), aby się na nim objawiły sprawy Boże.3 Potrzeba nam pełnić dzieła Tego, który Mnie posłał, dopóki jest dzień. Nadchodzi noc, kiedy nikt nie będzie mógł działać.4 Jak długo jestem na świecie, jestem światłością świata.5 To powiedziawszy splunął na ziemię, uczynił błoto ze śliny i nałożył je na oczy niewidomego,6 i rzekł do niego: Idź, obmyj się w sadzawce Siloam – co się tłumaczy: Posłany. On więc odszedł, obmył się i wrócił widząc.7 A sąsiedzi i ci, którzy przedtem widywali go jako żebraka, mówili: Czyż to nie jest ten, który siedzi i żebrze?8 Jedni twierdzili: Tak, to jest ten, a inni przeczyli: Nie, jest tylko do tamtego podobny. On zaś mówił: To ja jestem.9 Mówili więc do niego: Jakżeż oczy ci się otwarły?10 On odpowiedział: Człowiek zwany Jezusem uczynił błoto, pomazał moje oczy i rzekł do mnie: Idź do sadzawki Siloam i obmyj się. Poszedłem więc, obmyłem się i przejrzałem.11 Rzekli do niego: Gdzież On jest? On odrzekł: Nie wiem.12 Zaprowadzili więc tego człowieka, niedawno jeszcze niewidomego, do faryzeuszów.13 A tego dnia, w którym Jezus uczynił błoto i otworzył mu oczy, był szabat.14 I znów faryzeusze pytali go o to, w jaki sposób przejrzał. Powiedział do nich: Położył mi błoto na oczy, obmyłem się i widzę.15 Niektórzy więc spośród faryzeuszów rzekli: Człowiek ten nie jest od Boga, bo nie zachowuje szabatu. Inni powiedzieli: Ale w jaki sposób człowiek grzeszny może czynić takie znaki? I powstało wśród nich rozdwojenie.16 Ponownie więc zwrócili się do niewidomego: A ty, co o Nim myślisz w związku z tym, że ci otworzył oczy? Odpowiedział: To prorok.17 Jednakże Żydzi nie wierzyli, że był niewidomy i że przejrzał, tak że aż przywołali rodziców tego, który przejrzał,18 i wypytywali się ich w słowach: Czy waszym synem jest ten, o którym twierdzicie, że się niewidomym urodził? W jaki to sposób teraz widzi?19 Rodzice zaś jego tak odpowiedzieli: Wiemy, że to jest nasz syn i że się urodził niewidomym.20 Nie wiemy, jak się to stało, że teraz widzi, nie wiemy także, kto mu otworzył oczy. Zapytajcie jego samego, ma swoje lata, niech mówi za siebie.21 Tak powiedzieli jego rodzice, gdyż bali się Żydów. Żydzi bowiem już postanowili, że gdy ktoś uzna Jezusa za Mesjasza, zostanie wyłączony z synagogi.22 Oto dlaczego powiedzieli jego rodzice: Ma swoje lata, jego samego zapytajcie!23 Znowu więc przywołali tego człowieka, który był niewidomy, i rzekli do niego: Daj chwałę Bogu. My wiemy, że człowiek ten jest grzesznikiem.24 Na to odpowiedział: Czy On jest grzesznikiem, tego nie wiem. Jedno wiem: byłem niewidomy, a teraz widzę.25 Rzekli więc do niego: Cóż ci uczynił? W jaki sposób otworzył ci oczy?26 Odpowiedział im: Już wam powiedziałem, a wyście mnie nie wysłuchali. Po co znowu chcecie słuchać? Czy i wy chcecie zostać Jego uczniami?27 Wówczas go zelżyli i rzekli: Bądź ty sobie Jego uczniem, my jesteśmy uczniami Mojżesza.28 My wiemy, że Bóg przemówił do Mojżesza. Co do Niego zaś nie wiemy, skąd pochodzi.29 Na to odpowiedział im ów człowiek: W tym wszystkim to jest dziwne, że wy nie wiecie, skąd pochodzi, a mnie oczy otworzył.30 Wiemy, że Bóg grzeszników nie wysłuchuje, natomiast Bóg wysłuchuje każdego, kto jest czcicielem Boga i pełni Jego wolę.31 Od wieków nie słyszano, aby ktoś otworzył oczy niewidomemu od urodzenia.32 Gdyby ten człowiek nie był od Boga, nie mógłby nic czynić.33 Na to dali mu taką odpowiedź: Cały urodziłeś się w grzechach, a śmiesz nas pouczać? I precz go wyrzucili.34 Jezus usłyszał, że wyrzucili go precz, i spotkawszy go rzekł do niego: Czy ty wierzysz w Syna Człowieczego?35 On odpowiedział: A któż to jest, Panie, abym w Niego uwierzył?36 Rzekł do niego Jezus: Jest Nim Ten, którego widzisz i który mówi do ciebie.37 On zaś odpowiedział: Wierzę, Panie! i oddał Mu pokłon.38 Jezus rzekł: Przyszedłem na ten świat, aby przeprowadzić sąd, aby ci, którzy nie widzą, przejrzeli, a ci, którzy widzą stali się niewidomymi.39 Usłyszeli to niektórzy faryzeusze, którzy z Nim byli i rzekli do Niego: Czyż i my jesteśmy niewidomi?40 Jezus powiedział do nich: Gdybyście byli niewidomi, nie mielibyście grzechu, ale ponieważ mówicie: "Widzimy", grzech wasz trwa nadal.41 (J 9,1-41)

1. Cierpienie i tajemnicze sprawy Boże

„(Jezus) przechodząc obok ujrzał pewnego człowieka, niewidomego od urodzenia. Uczniowie Jego zadali Mu pytanie: Rabbi, kto zgrzeszył, że się urodził niewidomym – on czy jego rodzice? Jezus odpowiedział: Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, ale (stało się tak), aby się na nim objawiły sprawy Boże.” (J 9,1-3) Nie tylko dzisiaj pojawiają się liczne pytania dotyczące cierpienia. Były one stawiane także w przeszłości. Między innymi postawili je Jezusowi Jego uczniowie, gdy zobaczyli człowieka dotkniętego bardzo uciążliwym kalectwem. Uczniom zadającym pytanie wydawało się czymś oczywistym, że przyczyną jego kalectwa od urodzenia musiał być grzech: albo jego samego, albo jego rodziców. Jezus temu zaprzeczył. Powiedział „Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, ale (stało się tak), aby się na nim objawiły sprawy Boże”. (J 9,3) Sprawy Boże nigdy nie dokonują się kosztem człowieka, lecz dla jego dobra. Tak było też z niewidomym od urodzenia. Miał on nie tylko dostąpić łaski uzdrowienia przez Jezusa, lecz także stać się Jego świadkiem i obrońcą przed Jego wrogami. Miał Go bronić przed atakującymi go złośliwie Żydami. I czynił to z wielką odwagą. W czasie rozmowy z nimi, swoim przykładem, uczył ich sensownego rozumowania, do którego z powodu swoje złości nie byli już zdolni. To z pewnością doprowadziło go do większego rozwoju duchowego, niż gdyby urodził się bez swojego kalectwa. Być może ten jego rozwój duchowy był – oprócz cudu uzdrowienia go przez Jezusa – też „sprawą Bożą”, która na nim się objawiła.

2. Wielkie „sprawy Boże” realizowane w cierpieniu i przez cierpienie

Kiedy uczniowie zobaczyli niewidomego człowieka, zaraz zaczęli myśleć o grzechu, który – według nich – był przyczyną jego dotkliwego kalectwa. Dlatego któryś z uczniów zapytał, kto zgrzeszył w tym wypadku: „on czy jego rodzice?” (J 9,2) Jezus wyjaśnił, że kalectwo tego człowieka nie było karą ani za jego grzech ani za grzech jego rodziców. Powiedział: „Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, ale (stało się tak), aby się na nim objawiły sprawy Boże.” (J 9,1-3) Jezus powiedział, że cierpienie niewidomego człowieka zostało dopuszczone przez Boga, aby przez nie ujawniły się „sprawy Boże”. Kiedy my dzisiaj pytamy, dlaczego cierpienie istnieje na tym świecie, zwykle wyjaśniamy je upadkiem pierwszych rodziców – a więc też łączymy je z grzechem. Jednak Jezus każe nam patrzeć na cierpienie inaczej. Mamy nie tylko wiązać je z grzechem, lecz popatrzyć, jakie „sprawy Boże” mogą się ujawnić dzięki jakiemuś powstałemu cierpieniu. Te wielkie „sprawy Boże” zawsze istnieją, jednak nieraz trudno je dostrzec, gdy patrzmy na nie z perspektywy ziemskiego życia, gdyż mają one związek z wiecznym zbawieniem człowieka po śmierci. Powiązane z cierpieniem „sprawy Boże” staną się jasne i wyraziste dopiero w wieczności. Tam się okaże, jak bardzo cierpienie pomogło w osiągnięciu zbawienia tym, którzy cierpieli i tym, którzy pomagali cierpiącym. Wyjaśni się, że niektórzy ludzie nie osiągnęliby zbawienia, gdyby na ziemi nie dotknęło ich jakieś cierpienie. Stanie się jawne, że wielka miłość Boga do nas ukrywała się także za dotykającym nas cierpieniem. (Więcej o cierpieniu tutaj)

3. Sensowne i bezsensowne podejście do cierpienia

Uczniowie Jezusa pytali Go o konkretne osoby, czyli o rodziców niewidomego człowieka i o ich ewentualny grzech, który spowodował kalectwo ich syna. Swoją odpowiedzią Jezus zwrócił ich uwagę na to, że ich rozumowanie nie jest słuszne, a przez to mało owocne. Rodzice niewidomego człowieka nie spowodowali swoim grzechem jego kalectwa. (por. J 9,1-3) Można jednak na sprawę popatrzeć nieco inaczej. Rodzicami, a raczej „prarodzicami” każdego człowieka – a więc także niewidomego od urodzenia człowieka – są Adam i Ewa. Ich grzech buntu przeciwko Bogu i Jego porządkowi moralnemu sprowadził na cały świat cierpienie i śmierć. Ich grzech więc był najgłębszą przyczyną tego, że uzdrowiony przez Jezusa człowiek urodził się jako niewidomy. Zasadniczo zatem wiemy, jaka jest przyczyna każdej formy cierpienia, które pojawia się na tym świecie. To jednak nie rozwiązuje nam problemu samego cierpienia. Przez wiedzę, skąd się wzięło, ani nie znika ono, ani nie staje się lżejsze do zniesienia. Lepiej zatem porzucić bezcelowe intelektualne dochodzenia w rodzaju: skąd? po co? za co? za jakie grzechy mnie dotknęło?, i pomyśleć, co zrobić, żeby przez cierpienie – które już na mnie spadło – mogły się ujawnić „Boże sprawy”. Pojawią się one w formie jakiegoś wielkiego dobra na pewno, jeśli przyjmiemy cierpienie tak, jak to uczynił Jezus o Ogrójcu. On to, ogarnięty ogromnym cierpieniem, „odszedłszy nieco dalej, upadł na twarz i modlił się tymi słowami: Ojcze mój, jeśli to możliwe, niech Mnie ominie ten kielich! Wszakże nie jak Ja chcę, ale jak Ty”. (Mt 26,39) Jezus swoim przykładem pokazał nam, co mamy robić, aby cierpienie przyczyniało się do powstania wielkiego dobra w nas, w ludziach i w świecie. (Więcej o cierpieniu tutaj)

4. Grzech pierworodny

Pytanie uczniów w odniesieniu do niewidomego od urodzenia człowieka: kto zgrzeszył, „on czy jego rodzice?” (J 9,2), zawiera w sobie inne ukryte pytanie: czy człowiek może popełnić jakiś grzech przed swoim narodzeniem? Pytając Jezusa o to, kto zgrzeszył, że człowiek urodził się niewidomy, uczniowie może spodziewali się Jego wyjaśnienia, czy można popełnić grzech przed swoim narodzeniem. Jezus jednak nie podjął tego tematu mówiąc, że ani on, ani jego rodzice nie zgrzeszyli. Można jednak sobie postawić pytanie, czy w ogóle człowiek może popełnić jakiś grzech przed swoim narodzenie się? Nie, nie może go popełnić, bo dziecko w łonie matki nie posiada takiej świadomości, by jasno odróżniać dobro od zła, ani też nie ma jeszcze zdolności podejmowania dobrowolnych decyzji. Bez tych dwóch uzdolnień nie można popełnić grzechu. Kościół jednak wierzy i naucza, że dusze od poczęcia są splamione tak zwanym grzechem pierworodnym, dziedziczonym po Adamie i Ewie, i dlatego nawet najmniejszym dzieciom udziela się chrztu. W tym sakramencie Bóg usuwa ten grzech, wlewając w duszę dziecka łaskę uświęcającą. Dziedziczony grzech pierworodny nie jest jednak grzechem popełnionym przez człowieka, który ten grzech nosi w sobie. Polega on na niezawinionym przez poczęte dziecko braku łaski uświęcającej. Grzech pierworodny nie jest zatem osobistym grzechem, popełniony przez dziecko w życiu łonowym. (Więcej o grzechu pierworodnym tutaj)

5. Preegzystencja dusz

Uczniowie Jezusa, na widok człowieka niewidomego od urodzenia, zapytali: kto zgrzeszył, „on czy jego rodzice?” (J 9,2) Takie pytanie mógłby postawić ktoś, kto wierzy w błędną naukę o preegzystencji dusz. Według tej nauki dusze istnieją gdzieś, zanim się połączą z ciałem poczętego dziecka. W tym swoim wcześniejszym istnieniu (preegzystencji) mogą grzeszyć. Niektórzy zwolennicy tej błędnej nauki uważali, że łączą się z ciałami tylko te dusze, które w swoim wcześniejszym istnieniu zgrzeszyły. Właśnie z powodu tego grzechu, za karę, musiały się połączyć z ciałem poczętego dziecka. Kościół uważa za błędne takie poglądy. Według jego nauczania Bóg stwarza bezpośrednio i z nicości duszę każdego człowieka. Ta stworzona przez Trójcę Świętą z nicości dusza – rozumna, wolna, duchowa i nieśmiertelna – łączy się z ciałem poczętego dziecka. Tej duszy jednak nie było, zanim został poczęty nowy człowiek, dlatego nie mogła ona zgrzeszyć w czasie swojej rzekomej „preegzystencji”, poprzedzającej istnienie w połączeniu z ciałem. (Więcej o pochodzeniu duszy luldzkiej tutaj)

6. Reinkarnacja

Gdyby istniała reinkarnacja, czyli ponowne wcielanie się dusz umierających ludzi w nowe ludzkie ciała, sensowne byłoby pytanie, które postawili Jezusowi Jego uczniowie w związku z człowiekiem niewidomym od urodzenia: kto zgrzeszył, „on czy jego rodzice?” (J 9,2). Gdyby dusza rzeczywiście wcielała się kolejno w rośliny, zwierzęta i różnych ludzi, to faktycznie mogłaby popełnić grzech w swoim poprzednim wcieleniu i w stanie obciążenia winą ponownie się wcielić. Rzeczywiście popełniłaby grzech przed narodzeniem człowieka. Kościół jednak odrzuca naukę o reinkarnacji, nazywanej też „wędrówką dusz”. Według jego nauczania dusza nowego poczętego dziecka zawsze jest stwarzana z nicości i bezpośrednio przez Trójcę Świętą. Powstała z nicości – dzięki Bożej wszechmocy – dusza ludzka nigdy nie wciela się ponownie ani w kogoś, ani w coś. Zaraz po śmierci przechodzi do swojej wiecznej formy istnienia jako zbawiona lub potępiona. Niebo dla duszy może być poprzedzone jej oczyszczeniem się nie przez kolejne wcielenia, lecz – w czyśćcu. (por. KKK 366) (Więcej o duszy i reinkarnacji tutaj) (Więcej o ostatecznym losie duszy po śmierci tutaj)

7. Nie odkładać czynienia dobra na czas późniejszy

Uzdrowienie niewidomego od uroczenia człowieka Jezus poprzedził przypomnieniem tego, co dla Niego i dla każdego jest niezwykle ważne: wykonywanie zadań powierzonych nam przez Boga. Powiedział: „Potrzeba nam pełnić dzieła Tego, który Mnie posłał, dopóki jest dzień. Nadchodzi noc, kiedy nikt nie będzie mógł działać. Jak długo jestem na świecie, jestem światłością świata.” (J 9,4-5) Jezus bez odkładania na późniejszy czas miał wypełnić powierzone Mu przez Ojca dzieła. Nie mógł ich odkładać na potem, bo zbliżała się Jego śmierć. Podobnie jak Jezus powinien postępować każdy z nas: nie powinniśmy odkładać na jutro tego, co nam Bóg zlecił uczynić dzisiaj. Może się bowiem okazać, że jutro już nie będziemy mogli wykonać tego, co było możliwe do zrobienia dzisiaj, kiedy różne okoliczności na to pozwalały.

8. Stwórcza potęga Jezusa i wiara uzdrowionego niewidomego

„To powiedziawszy splunął na ziemię, uczynił błoto ze śliny i nałożył je na oczy niewidomego, i rzekł do niego: Idź, obmyj się w sadzawce Siloam – co się tłumaczy: Posłany. On więc odszedł, obmył się i wrócił widząc.” (J 9,6-7) Nawet błotem Bóg może się posłużyć, aby uczynić coś wielkiego. Tak było ze stworzeniem człowieka. Jak obrazowo mówi Księga Rodzaju, Bóg z prochu ziemi ulepił mężczyznę i swoim tchnieniem uczynił go istotą żyjącą. (Więcej o stworzeniu człowieka tutaj) Coś podobnego stało się przy uzdrawianiu przez Jezusa człowieka niewidomego od urodzenia. Jezus, prawdziwy Syn Boży, który wraz z Ojcem i Duchem Świętym stworzył człowieka, nałożył niewidomemu na oczy błoto, uczynione z prochu ziemi i ze swojej śliny. Potem posłał go do sadzawki, aby się obmył. Musiało to być wielką próbą dla niewidomego. Po tym bowiem, co uczynił Jezus, nadal nic nie widział. Jednak spełnił polecenie Jezusa, „odszedł, obmył się i wrócił widząc.” (J 9,7) Przed nałożeniem na oczy błota niewidomemu Jezus nie pytał go, czy wierzy, jednak posyłając go do sadzawki pobudził go wyrażenia swojej wiary lub niewiary. Niewidomy nie musiał mówić, że wierzy, gdyż ukazał to swoim czynem posłuszeństwa przez to, że – idąc do sadzawki – z wiarą spełnił nakaz Jezusa.

9. Wiara i brak wiary w Jezusa

„A sąsiedzi i ci, którzy przedtem widywali go jako żebraka, mówili: Czyż to nie jest ten, który siedzi i żebrze? Jedni twierdzili: Tak, to jest ten, a inni przeczyli: Nie, jest tylko do tamtego podobny. On zaś mówił: To ja jestem. Mówili więc do niego: Jakżeż oczy ci się otwarły? On odpowiedział: Człowiek zwany Jezusem uczynił błoto, pomazał moje oczy i rzekł do mnie: Idź do sadzawki Siloam i obmyj się. Poszedłem więc, obmyłem się i przejrzałem. Rzekli do niego: Gdzież On jest? On odrzekł: Nie wiem. (J 9,8-12) Postępowanie ludzi, którzy spotkali się z niewidomym żebrakiem po jego uzdrowieniu przez Jezusa pokazuje, że jeśli ktoś nie chce wierzyć, to odrzuci wszystko, co mogłoby go skłonić do wiary. Ci, którzy mieli otwarte serca na wiarę, uznali, że uzdrowionym był żebrzący wcześniej niewidomy. Inni temu zaprzeczali. Łatwiej było im – wbrew oczywistym faktom – zanegować, że znany im od dawna człowiek został cudownie uzdrowiony z wielkiego kalectwa, niż uwierzyć w Boską moc Chrystusa. Dzisiaj dzieje się podobnie. Jedni – patrząc na świat – mówią: Bóg istniej, uwielbiają Go i usiłują żyć według Jego przykazań. Inni natomiast – zamiast uwierzyć w Boga, prawdziwego Stwórcę wszystkiego – tworzą sobie bożka-naturę i mówią, że wszystko jest dziełem przypadku, nawet piękno stworzeń! Mówią, że nikogo nie trzeba uwielbiać, bo wszystkim rządzi przypadek. Jednak ten „przypadek” musiałby być niezwykle „inteligentny”, aby doprowadzić do „ułożenia się” jakże pięknego kosmosu i naszej ziemi, roślin, zwierząt, ludzi. Tego bezosobowego „przypadku” – w przeciwieństwie do żyjącego i osobowego Boga prawdziwego – nie trzeba czcić ani kochać, ani słuchać. I to właśnie jest dla niektórych wygodniejsze, niż z pokorą uwierzyć w Boską Mądrość, uwielbiać Ją i poddać się wszystkim Jej prawom i przykazaniom. O smutnych konsekwencjach odrzucania Boga, pomimo możliwości poznania Go przez piękno i wspaniałość stworzeń widzialnych, pisze św. Paweł (por. Rz 1,18-32). Warto sobie przeczytać i przemyśleć ten biblijny fragment, gdyż jego treść nie jest znana wielu współczesnym ludziom lub – chociaż jest znana – jest lekceważona nawet przez tych, którzy uważają się za wierzących, światłych katolików, a nawet – za "duchownych" i teologów. A jeszcze dla niektórych zawarte tam słowa prawdy mogą się wydać – mówiąc modnym i ulubionym dzisiaj językiem – „słowami nienawiści”.

10. Przepytywanie uzdrowionego niewidomego przez faryzeuszów

Ktoś wpadł na pomysł, żeby uzdrowionego człowieka zaprowadzić do faryzeuszów, którzy, w większości, nie pałali miłością do Jezusa. Być może twórcami i wykonawcami tego pomysłu byli jacyś ich wysłannicy, tym bardziej że cudowne działanie Jezusa nastąpiło w szabat. Byłby zatem powód, żeby Go i tym razem obwiniać. „Zaprowadzili więc tego człowieka, niedawno jeszcze niewidomego, do faryzeuszów. A tego dnia, w którym Jezus uczynił błoto i otworzył mu oczy, był szabat”. (J 9,13-14) I zaczęto zadawać pytania uzdrowionemu. „I znów faryzeusze pytali go o to, w jaki sposób przejrzał. Powiedział do nich: Położył mi błoto na oczy, obmyłem się i widzę.” (J 9,15) Określenie „znów” może wskazywać na to, że już wcześniej pytali go o to samo – może przez swoich wysłanników, którzy przybyli wcześniej do uzdrowionego człowieka. Pytania zadawane przez faryzeuszów zdradzały ich wrogość wobec Jezusa, która ujawniła się przed uzdrowionym człowiekiem. Niektórzy spośród faryzeuszów rzekli: „Człowiek ten nie jest od Boga, bo nie zachowuje szabatu. (J 9,15) Te oskarżenia były tak zuchwałe i bezpodstawne, że poruszyły tych spośród obecnych, którzy mieli w sobie przynajmniej trochę uczciwości i obiektywizmu. Ci powiedzieli: „Ale w jaki sposób człowiek grzeszny może czynić takie znaki? I powstało wśród nich rozdwojenie” (J 9,16). Po wymianie zdań faryzeusze ponownie zwrócili się do niewidomego: „A ty, co o Nim myślisz w związku z tym, że ci otworzył oczy? Odpowiedział: To prorok” (J 9,17). Taka odpowiedź nie była ani zadowalająca, ani wygodna dla tych, którzy z nienawiścią zwalczali Jezusa. Usiłowali więc wykazać, że żadnego cudu nie było. Po prostu ten, który widzi nie jest tym samym człowiekiem, który urodził się niewidomym. I to właśnie faryzeusze próbowali udowodnić. Postanowili wypytać jego rodziców. Postawili im pytanie: „Czy waszym synem jest ten, o którym twierdzicie, że się niewidomym urodził? W jaki to sposób teraz widzi? Rodzice zaś jego tak odpowiedzieli: Wiemy, że to jest nasz syn i że się urodził niewidomym. Nie wiemy, jak się to stało, że teraz widzi, nie wiemy także, kto mu otworzył oczy. Zapytajcie jego samego, ma swoje lata, niech mówi za siebie. Tak powiedzieli jego rodzice, gdyż bali się Żydów. Żydzi bowiem już postanowili, że gdy ktoś uzna Jezusa za Mesjasza, zostanie wyłączony z synagogi. Oto dlaczego powiedzieli jego rodzice: Ma swoje lata, jego samego zapytajcie!” (J 9,18-23)Niechętnie nastawieni do Jezusa i do uzdrowionego człowieka faryzeusze zachowywali się wobec innych z poczuciem wyższości. Wzywali i przepytywali, kogo chcieli i kiedy chcieli. Najpierw wypytywali uzdrowionego niewidomego, potem jego rodziców, następnie ponownie nękali pytaniami uzdrowionego człowieka. „Znowu więc przywołali tego człowieka, który był niewidomy, i rzekli do niego: Daj chwałę Bogu. My wiemy, że człowiek ten jest grzesznikiem. Na to odpowiedział: Czy On jest grzesznikiem, tego nie wiem. Jedno wiem: byłem niewidomy, a teraz widzę. Rzekli więc do niego: Cóż ci uczynił? W jaki sposób otworzył ci oczy?” (J 9,24-26) Uzdrowiony człowiek wykazywał się wielką odwagą wobec faryzeuszów. O nic nie oskarżał Jezusa. Przeciwnie, bronił Go przed ich niesłusznymi zarzutami. Odpowiedział im: „Już wam powiedziałem, a wyście mnie nie wysłuchali. Po co znowu chcecie słuchać? Czy i wy chcecie zostać Jego uczniami?” (J 9,27) Swoją odważną odpowiedzią wyraźnie rozdrażnił Żydów. „Wówczas go zelżyli i rzekli: Bądź ty sobie Jego uczniem, my jesteśmy uczniami Mojżesza. My wiemy, że Bóg przemówił do Mojżesza. Co do Niego zaś nie wiemy, skąd pochodzi. (J 9,28-29) Uzdrowiony człowiek nie dał się zastraszyć. Nie stracił odwagi i powiedział do nich: „W tym wszystkim to jest dziwne, że wy nie wiecie, skąd pochodzi, a mnie oczy otworzył. Wiemy, że Bóg grzeszników nie wysłuchuje, natomiast Bóg wysłuchuje każdego, kto jest czcicielem Boga i pełni Jego wolę. Od wieków nie słyszano, aby ktoś otworzył oczy niewidomemu od urodzenia. Gdyby ten człowiek nie był od Boga, nie mógłby nic czynić. (J 9,30-34) Zarzut braku logiki w tym, co mówili w złości faryzeusze, uraził ich pychę i wywołał ich wściekłość. „Na to dali mu taką odpowiedź: Cały urodziłeś się w grzechach, a śmiesz nas pouczać? I precz go wyrzucili”. (J 9,34) Wyrzucili go, bo nie mieli mu już nic do powiedzenia. Tak wielu postępuje, gdy brakuje im sensownych argumentów: poniżają, ośmieszają i wyrzucają, aby nie przyjąć prawdy.

11. Wyznanie wiary i uwielbienie Jezusa przez uzdrowionego

Po uzdrowieniu niewidomego to właśnie na nim skupiły się ataki faryzeuszów, wywołane przez niechęć do Jezusa. Gdy rozmowa z nim nie przyniosła pożądanych skutków, wrogowie Jezusa odprawili ze złością uzdrowionego. „Jezus usłyszał, że wyrzucili go precz, i spotkawszy go rzekł do niego: Czy ty wierzysz w Syna Człowieczego? On odpowiedział: A któż to jest, Panie, abym w Niego uwierzył? Rzekł do niego Jezus: Jest Nim Ten, którego widzisz i który mówi do ciebie. On zaś odpowiedział: Wierzę, Panie! i oddał Mu pokłon” (J 9,35-38). Uzdrowiony – po wyniosłym, lekceważącym i agresyjnym traktowaniu go przez faryzeuszów – musiał być zaszokowany dobrocią Jezusa i pokojem, który z Niego promieniował. To pomogło mu bez wahania wyznać wiarę w Niego i oddać Mu pokłon, gdy usłyszał pytanie: „Czy ty wierzysz w Syna Człowieczego?” W postępowaniu uzdrowionego widzimy dwa zachowania, które powinny być naśladowane przez wszystkich ludzi, uważających się za uczniów Jezusa: wiara i połączone z nią uwielbienie. Jeśli tego drugiego brak, to wiary albo nie ma, albo jest bardzo płytka. Taką powierzchowną wiarę ma wielu z tych, którzy mówią: „Jestem wierzącym, ale...” U nich zamiast uwielbienia, które łączy się z prawdziwą wiarą, pojawia się pełne niewiary „ale...” Tak, w tym „ale” nie ma wiary.

(Więcej o wierze i jej pogłębianiu tutaj)

12. Pogłębianie lub tracenie wzroku duchowego

„Jezus rzekł: Przyszedłem na ten świat, aby przeprowadzić sąd, aby ci, którzy nie widzą, przejrzeli, a ci, którzy widzą stali się niewidomymi.” (J 9,39) Tymi słowami Jezus wyjaśnia, że przez wieki, w każdym pokoleniu i w każdym miejscu na świecie, odbywa się sąd, w którym uczestniczy każdy z nas. Polega on na tym, że każdy człowiek przez swoje życie włącza się w jedną z dwóch przeciwstawnych grup. Jedna jest złożona z tych, którzy widzą albo zaczynają widzieć i coraz lepiej widzą sprawy moralne, duchowe, Boże, dotyczące zbawienia itp. To pierwsza grupa, do której możemy należeć z własnego wyboru, przez swój sposób życia, myślenia i oceniania. Druga grupa składa się z tych, którzy z własnej woli stali się niewidomymi duchowo, zaślepionymi na sprawy Boże, chociaż mogli mieć dobry osąd duchowy dotyczący spraw zbawienia i prawdziwych wartości. Do tej grupy także możemy dołączyć. Coraz lepiej się z nią integrują ci, którzy pozwalają się zaślepić swoim namiętnościom, uważając je stopniowo coraz bardziej za głos rozsądku, a nawet – sumienia. To bardzo groźna pomyłka. Tak się zwykle zaczyna duchowe zaślepienie. Pogłębia się ono, gdy ktoś otwiera serca na propagandę, fałszywe ideologie i bezkrytycznie się nimi karmi. Tracą stopniowo odróżnianie zła do dobra ci, którzy nieświadomie poddają się powszechnej manipulacji. Coraz lepszy duchowy wzrok i duchowe rozeznanie zdobywają ci, którzy codziennie karmią się słowem Bożym i rozważają Boże prawa. Przynależność do jednej lub drugiej grupy zależy wyłącznie od naszej decyzji. (Więcej o różnych formach sądu Bożego tutaj)

13. Sąd nad światem: Jezus, Zbawiciel, przyjęty lub odrzucony

„Jezus rzekł: Przyszedłem na ten świat, aby przeprowadzić sąd, aby ci, którzy nie widzą, przejrzeli, a ci, którzy widzą stali się niewidomymi.” (J 9,39) Sąd, o którym mówi Jezus, polega na podzieleniu się ludzkości na dwie grupy: na tych, którzy rozumieją, że ich Zbawicielem jest Jezus i idą do Niego; i na tych, którzy uważają, że im Jego zbawienie nie jest potrzebne, i całkowicie dobrowolnie odrzucają Go. Tymi, którzy nie widzieli i przejrzeli są ci, którzy w jakimś momencie życia przyjęli z wiarą i miłością Chrystusa, chociaż wcześniej z różnych względów Go nie znali. Tymi, którzy widzieli, a stali się niewidomymi są ci, którzy może nawet wierzyli w Jezusa, np. w dzieciństwie, lecz potem Go zupełnie odrzucili. (Więcej o Jezusie jedynym Zbawicielu człowieka tutaj)

14. Pozornie widzący, którzy są zaślepieni duchowo

„Jezus rzekł: Przyszedłem na ten świat, aby przeprowadzić sąd, aby ci, którzy nie widzą, przejrzeli, a ci, którzy widzą stali się niewidomymi.” (J 9,39) Ci, „którzy widzą”, a stali się „niewidomymi”, to ci, którym się wydaje, że dobrze znają Boga i to, co jest konieczne do zbawienia, lub deklarują się przed innymi jako wierzący, podczas gdy w swoim sercu są daleko od Boga. Za dobrze „widzących” uważali się między innymi faryzeusze, którzy sądzili, że do zbawienia wystarczy im to, co już mają i to co już robią, czyli liczne praktyki bez Chrystusa, bez wiary w Niego, bez Jego Ewangelii, bez przyjaźni z Nim, bez łaski, którą On wysłużył na krzyżu i której On udziela. Nieraz ujawniają się ludzie, którzy głoszą, że zaliczają się do wierzącym, jednak ich dusze nie przyswoiły sobie Ewangelii Jezusa, dlatego trwają w ciemnościach, zaślepieniu i nie potrafią powiedzieć innym, np. swoim dzieciom, tego, co Zbawiciel powiedziałby na ich miejscu. Nie potrafią tego powiedzieć, bo zupełnie tego nie znają. Są też ludzie zaślepieni duchowo, którzy chcą być „dobrzy”, ale bez Chrystusa i bez jego łaski. Ci są podobni do zaślepionych faryzeuszów, którym Jezus nie był do niczego potrzebny: ani do wypełniania uczynków Prawa, ani do zbawienia. To właśnie tacy ludzie doprowadzili do śmierci Jezusa. Pozbyli się Tego, którego uznali za kogoś niepotrzebnego: za bezużyteczny kamień, który odrzucili, chociaż mógł się stać fundamentem potężnej duchowej budowli ich życia (por. Mt 21,42).

15. Życie w ciemnościach i zaślepieniu pomimo bliskości Światła

„Jezus rzekł: Przyszedłem na ten świat, aby przeprowadzić sąd, aby ci, którzy nie widzą, przejrzeli, a ci, którzy widzą stali się niewidomymi. Usłyszeli to niektórzy faryzeusze, którzy z Nim byli i rzekli do Niego: Czyż i my jesteśmy niewidomi? Jezus powiedział do nich: Gdybyście byli niewidomi, nie mielibyście grzechu, ale ponieważ mówicie: "Widzimy", grzech wasz trwa nadal.” (J 9,39-41) Dotknięci w swojej ambicji faryzeusze pytali: „Czyż i my jesteśmy niewidomi?” Czyli trwamy w takich mrokach, że nie możemy się przez nie przebić naszym umysłem? Nie, w takich mrokach się nie znajdowali, ponieważ Jezus osobiście z nimi rozmawiał, odpowiadał na ich pytania, zarzuty, a nawet – złośliwości. Nie byli więc w takich otaczających ich od zewnątrz ciemnościach, w jakich znajduje się wiele ludzi na świecie, uformowanych przez religie, w których się urodzili, swoje rodziny i przez inne wpływy, którym podlegają przez całe życie. Faryzeusze z czasów Jezusa nie byli w takiej sytuacji, bo On sam przebywał pośród nich. Mogli więc zniszczyć przy pomocy Jego światła każdą ciemność – i tę zewnętrzną, i tę, którą nosili w sobie. Nie chcieli jednak pomocy Jezusa. Nie chcieli Jego zbawienia. Woleli pozostać zamknięci w sobie, ze swoimi praktykami, złośliwością, pychą, pogardą, zazdrością i żądzą duchowego panowania nad ludem. To im odpowiadało, Jezus – nie. Trwali dobrowolnie i w sposób grzeszny w ciemnościach i zaślepieniu wewnętrznym, chociaż Światłość prawdziwa była w zasięgu ich ręki. Byli w sytuacji bardziej uprzywilejowanej, niż miliardy osób, które przed nimi i po nich żyły na ziemi. (O dokonującym się stale sądzie Jezus mówił Nikodemowi. Zob tutaj)

16. Grzech może zniknąć lub trwać w człowieku

Jezus powiedział o faryzeuszach, którzy z uporem Go odrzucali, że ich grzech „trwa nadal” (J 9,41). Ich grzech ciągle w nich trwał, gdyż nie chcieli z niego wyjść. Można rozróżnić grzeszny upadek od grzesznego stanu, czyli czegoś trwającego w duszy. Jeśli ktoś popełnia grzech, lecz chce się poprawić i żałuje przed Bogiem za popełniony zły czyn, to Bóg przebacza i swoją łaską, zwłaszcza w sakramencie pokuty, obmywa go zupełnie. Jeśli jednak ktoś nie chce porzucić grzechu i nie wychodzi z niego przez postanowienie poprawy i skruchę, to grzech takiego człowieka staje się czymś stałym, trwającym w nim bez przerwy. Tak było z odrzucającymi Jezusa faryzeuszami i innymi Żydami. Oni nie żałowali za swój grzech złośliwego odrzucania Chrystusa i niesłusznego potępiania i oskarżania Go. Przeciwnie, woleli Go zabić niż przyjść do Niego ze skruchą i postanowieniem poprawy. Dlatego Jezus nie powiedział im, że zgrzeszyli, lecz że ich grzech „trwa nadal” (J 9,41), czyli jest czymś stałym. Grzech każdego człowieka – podobnie jak grzech faryzeuszów – może trwać cały czas w duszy, a może też zniknąć dzięki Bożemu miłosierdziu. Wszystko zależy wyłącznie od człowieka, tak jak przyjęcie Jezusa przez faryzeuszów zależało tylko od ich wolnej woli. Chrystus gotów jest każdemu przebaczyć i zaprowadzić każdego do domu Ojca. Trzeba jednak – przez wiarę, i skruchę – „chwycić za rękę” tego wyjątkowego Przewodnika do nieba. (Więcej o przebaczeniu grzechów tutaj)

17. „Trudność” nauki Chrystusa nie usprawiedliwia jej odrzucania

Kiedy czytamy – trudną według wielu chrześcijan – Ewangelię według św. Jana lub słuchamy zawartej w niej nauki Jezusa o Sobie samym, o Ojcu, o zbawieniu, może powstać myśl, by usprawiedliwić tych, którzy odrzucali Jezusa i Jego nauczanie lub którzy dzisiaj je odrzucają. Na usprawiedliwienie tych ludzi może ktoś powiedzieć, że nie potrafili zrozumieć słów Zbawiciela. A jednak Jezus nie usprawiedliwił tych, którzy z uporem Go odrzucali. O atakujących Go faryzeuszach powiedział, że ich grzech „trwa nadal.” (J 9,41). Znaczy to, że ich sposób postępowania wobec Niego i Jego Ewangelii był grzeszny, wypływał bowiem z ich złej woli i ze sprzeciwiania się łasce. To prawda, że nauczanie Jezusa było i nadal jest „trudne”. Takie jednak było ono nie tylko dla Żydów. Z ludzkiego punktu widzenia nauczanie Jezusa, zawierające naukę Bożą, jest nie tylko trudne, lecz wręcz niemożliwe do zrozumienia dla ludzkiego rozumu, pozostawionemu samemu sobie. Jednak żaden człowiek, który słucha słów Jezusa, wczytuje się w nie i rozważa je, nie pozostaje sam, bez pomocy z Wysoka. Dzisiaj ma jeszcze potężną pomoc Kościoła. Kiedy Jezus w przeszłości przekazywał Swoją „trudną naukę” lub teraz ją przekazuje, to Ojciec wewnętrznie przyciągał i przyciąga słuchaczy do swojego Syna, a Duch Święty dawał i daje światło, które wystarcza, by niczego ze słyszanych słów nie odrzucać. Apostołowie i inni uczniowie Jezusa dopiero po zesłaniu Ducha Świętego zrozumieli głębię Jego nauczania, które wcześniej słyszeli. Jednak nawet wtedy, kiedy go w pełni nie rozumieli, szli za Jezusem i nie wyśmiewali się z Niego tak, jak to czynili wrogo nastawieni do Niego Żydzi. Nie można zatem samą „trudnością nauki Jezusa” usprawiedliwiać jej trwałego i upartego odrzucania przez kogoś, gdyż Bóg nikogo nie pozostawia bez swojej potężnej pomocy i swojego światła. Uczniowie Jezusa różnili się od wrogo nastawionych do Niego Żydów tym, że byli wobec Niego pokorni i chcieli przyjąć prawdę. Na zarozumiałych elitach żydowskich i na uczniach Jezusa spełniły się słuszne słowa, zapisane w Księdze Mądrości Syracha: „Na chorobę pyszałka nie ma lekarstwa, albowiem nasienie zła zapuściło w nim korzenie. Serce rozumnego rozważa przypowieść, a ucho słuchacza – to pragnienie mędrca”. (Syr 3,28.29) Naprawdę warto mieć „ucho słuchacza” i pokorne serce, bo wtedy nawet „najtrudniejsza” nauka zapuści w nim swoje korzenie, wzrośnie w nim i wyda wielki plon (por. Łk 8,4-15).

18. Zaślepienie znikające lub zamieniające się bluźnierstwo przeciw Duchowi Świętemu

„Jezus rzekł: Przyszedłem na ten świat, aby przeprowadzić sąd, aby ci, którzy nie widzą, przejrzeli, a ci, którzy widzą stali się niewidomymi.” (J 9,39) Otrzymali i otrzymują ciągle od Jezusa duchowy wzrok pokorni, którzy nie odrzucają Go złośliwie i z uporem. Są jednak ludzie, którzy upodabniają się do faryzeuszów, uczonych w Piśmie i innych Żydów, którzy zamknęli swoje serca na Zbawiciela. Faryzeusze atakujący Jezusa ciągle przeciw Niemu grzeszyli. Stale opierali się łasce Ojca, który chciał ich przyciągnąć do Syna. Ciągle przeciwstawiali się też Duchowi Świętemu, który oświecał ich i – gdyby na to pozwolili – pomógłby im na tyle zrozumieć pouczenia Zbawiciela, aby ich nie odrzucać lekceważąco. Odrzucając pomoc z Wysoka stale grzeszyli i coraz bardziej stawali się niewidomymi duchowo. W coraz większym stopniu pogrążali się w duchowym zaślepieniu i mrokach, utrudniających coraz bardziej nawrócenie się. Taka uparta postawa może stać się grzechem bluźnierstwa przeciw Duchowi Świętemu, dla którego – jak powiedział Jezus – nie ma przebaczenia (Mt 12,31-32). Nie ma przebaczenia, bo kto doszedł uparcie do tego grzechu, ten przebaczenia już nie szuka ani nawet za nim nie tęskni, tak jak atakujący Jezusa Żydzie nie pragnęli doznać z Jego strony odpuszczenia grzechów. I dzisiaj jest wielu takich, „którzy – jak mówią – nie mają sobie nic do zarzucenia”, a w związku z tym nie szukają Bożego przebaczenia. Tacy ludzie powinni się poważnie zastanowić nad tym, czy już nie ogarnęła ich zupełnie duchowa ślepota, podobna do zaślepienia faryzeuszów. (Więcej o grzechu bluźnierstwa przeciw Duchowi tutaj)

19. Przejrzeć duchowo, aby zauważyć drogę prowadzącą do szczęścia

Jezus przyszedł na ten świat, „aby ci, którzy nie widzą, przejrzeli”. (J 9,39) Przyszedł, aby przywrócić duchowy wzrok, który często jest przyćmiony lub zupełnie go nie ma między innymi w dziedzinie szukania szczęścia. Świat to ogromne zbiorowisko ludzi, zagonionych w poszukiwaniu szczęścia. Każdy człowiek rozumie je po swojemu i biegnie za nim, szuka go – w ludziach, przedmiotach, zajmowaniu pozycji społecznej... Jedni w swojej pogoni za radościami uwzględniają Jezusa, Jego pouczenia dotyczące tego, jak zdobyć szczęście wieczne, inni – nie. Poddają się wyłącznie swoim pomysłom i temu, co inni im narzucili, i biegną... Zwykle znajdują raczej krótkie „uciechy” niż głęboką i trwałą radość. Te „uciechy” nieraz łączą się z goryczą, rozczarowaniem – czyli z pewną formą cierpienia, którego chcieli uniknąć. Czasem zamiast spodziewanego szczęścia ludzie znajdują pustkę, niedosyt, rozgoryczenie; zrażają się do ludzi, doznają duchowych ran. Kiedy indziej zamiast szczęścia pojawia się niepokój sumienia, a nieraz jeszcze dodatkowo – więzienie, publiczne poniżenie, ośmieszenie... Do tych przykrych stanów doprowadza mniejsze lub większe zaślepienie duchowe – takie, które utrudnia dostrzeżenie pokoju, który daje nam Chrystus, i szczęścia wiecznego, które obiecuje nam po śmierci. Różne religie, sekty, ideologie, propaganda, mody zaślepiają, łudzą; pokazują drogi, które do szczęścia nie prowadzą. Jezus, przeciwnie, zbliża się do wszystkich poszukujących szczęścia ludzi, aby im przywrócić duchowy wzrok – wzrok, który pozwala dostrzec drogę do pełnego i wiecznego szczęścia. A tą drogą jest On, Jego przykład i wskazówki. On jest tym Wszystkim, które potrafi nam przynieść pełnię szczęścia bez rozgoryczenia i zawodów. To On niech będzie uwielbiony w naszym ziemskim życiu i w wieczności. (O szczęściu także tutaj)

(Omówienie prawd wiary dla małych dzieci można znaleźć tutaj)

Autor komentarza: ks. Michał Kaszowski



Tytuły rozważań