Rozważanie Ewangelii według św. Jana


Tytuły rozważań


ROZDZIAŁ 8


1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21


Jezus, oskarżyciele i kobieta cudzołożna

Scena z kobietą pochwyconą na cudzołóstwie zawiera głębokie pouczenie, ważne dla każdego. Jest nim to, że Jezus okazuje miłosierdzie każdemu, ale równocześnie od każdego oczekuje nawrócenia. Swoim zachowaniem i słowami Jezus pouczył, że nawrócić się powinna zarówno kobieta cudzołożna jak i ci, którzy chcieli ją ukamienować, a przy okazji znaleźć powód do skazania na śmierć także Jego.

Jezus natomiast udał się na Górę Oliwną,1 ale o brzasku zjawił się znów w świątyni. Cały lud schodził się do Niego, a On usiadłszy nauczał ich.2 Wówczas uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzili do Niego kobietę którą pochwycono na cudzołóstwie, a postawiwszy ją pośrodku, powiedzieli do Niego:3 Nauczycielu, tę kobietę dopiero pochwycono na cudzołóstwie.4 W Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować. A Ty co mówisz?5 Mówili to wystawiając Go na próbę, aby mieli o co Go oskarżyć. Lecz Jezus nachyliwszy się pisał palcem po ziemi.6 A kiedy w dalszym ciągu Go pytali, podniósł się i rzekł do nich: Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień.7 I powtórnie nachyliwszy się pisał na ziemi.8 Kiedy to usłyszeli, wszyscy jeden po drugim zaczęli odchodzić, poczynając od starszych, aż do ostatnich. Pozostał tylko Jezus i kobieta, stojąca na środku.9 Wówczas Jezus podniósłszy się rzekł do niej: Kobieto, gdzież oni są? Nikt cię nie potępił?10 A ona odrzekła: Nikt, Panie! Rzekł do niej Jezus: I Ja ciebie nie potępiam. – Idź, a od tej chwili już nie grzesz.11 (J 8,1-11)

1. Nie prawdy pragnęli, lecz krwi

„Jezus natomiast udał się na Górę Oliwną, ale o brzasku zjawił się znów w świątyni. Cały lud schodził się do Niego, a On usiadłszy nauczał ich. Wówczas uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzili do Niego kobietę, którą pochwycono na cudzołóstwie, a postawiwszy ją pośrodku, powiedzieli do Niego: Nauczycielu, tę kobietę dopiero pochwycono na cudzołóstwie”. (J 8,1-4) Jezus na pewno modlił się na Górze Oliwnej, na którą się udał. O brzasku pojawił się w świątyni i nauczał lud, który przyszedł do Niego. On, Światłość, która zstąpiła od Ojca na niziny pogrążone w grzechu, nauczał. Wtedy to przyszli do Niego uczeni w Piśmie i faryzeusze – ludzie zainteresowani bardzo nie własną grzesznością, lecz cudzą. Przyszli od Jezusa, Światłości, nie po to, by się czegoś nauczyć, ale w tym celu, by znaleźć jakiś powód do zabicia Go. Mieli nadzieję, że im się to uda, bo przyprowadzili ze sobą kobietę, którą właśnie pochwycono na cudzołóstwie. Postawili ją pośrodku, oskarżyli przed Jezusem i czekali, na Jego słowa. Nie byli jednak spragnieni przyniesionej przez Niego prawdy, lecz krwi i śmierci.

2. Pomoc w nawróceniu czy tylko kara?

Uczeni w Piśmie i faryzeusze, którzy przyprowadzili do Jezusa kobietę pochwyconą na cudzołóstwie nie chcieli jej pomóc. Pragnęli dla niej tylko surowej kary, której dla siebie z pewnością by się nie domagali. Jezus zachował się inaczej: zamiast kary dał jej szansę zmienienia swojego życia. Taką szansę Bóg daje każdemu z nas, pozostawiając nas przy życiu i podtrzymując je każdego dnia. Warto z tej szansy skorzystać. Czy wykorzystała ją kobieta, o której mówi Ewangelia, nie wiadomo. Pismo Święte, które mówi o zmianie życia Marii Magdaleny, w odniesieniu do tej kobiety milczy.

3. Wezwanie do nawrócenia tych, którzy osądzali cudzołożną kobietę

Kiedy Jezus nauczał w świątyni, „uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzili do Niego kobietę, którą pochwycono na cudzołóstwie, a postawiwszy ją pośrodku, powiedzieli do Niego: Nauczycielu, tę kobietę dopiero pochwycono na cudzołóstwie. W Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować. A Ty co mówisz? Mówili to wystawiając Go na próbę, aby mieli o co Go oskarżyć. Lecz Jezus nachyliwszy się pisał palcem po ziemi”. (J 8,3-6) Nie po raz pierwszy Zbawiciel zaskoczył swoich nieprzyjaciół. Nie usłyszeli żadnej z dwóch możliwych w tej sytuacji odpowiedzi. Jezus nie powiedział im: „Zastosujcie się do Prawa, ukamienujcie ją”, ani też: „Okażcie jej litość”. Całą uwagę oskarżycieli odwrócił od winy cudzołożnej kobiety i skierował ją na nich samych. Prawdopodobnie wypisywał na ziemi grzechy obecnych tam oskarżycieli. „A kiedy w dalszym ciągu Go pytali, podniósł się i rzekł do nich: Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień. I powtórnie nachyliwszy się pisał na ziemi. Kiedy to usłyszeli, wszyscy jeden po drugim zaczęli odchodzić, poczynając od starszych, aż do ostatnich.” (J 8,7-9). Zaczęli się wycofywać, aby nie musieć w dalszym ciągu czytać swoich grzechów, wypisywanych na ziemi. Musieli odejść, myśląc już nie o grzechu przyprowadzonej przez nich do Jezusa kobiety, lecz o swoich przewinieniach, które zostały przez Niego zdemaskowane. To, co Jezus zrobił, jest pouczeniem aktualnym w każdych czasach. Przez to wydarzenie Zbawiciel każdemu dał do zrozumienia: „Zacznij poprawę od samego siebie, bo może się okazać, że zasługujesz nie tylko na ziemską śmierć, lecz na śmierć wieczną, czyli na wieczne potępienie”. Warto o tym pouczeniu pamiętać, kiedy otwieramy usta, by wypowiadać osądy i różne słowa bezlitosnej krytyki, skierowanej na bliźnich.

4. Bóg nie chce śmierci grzesznika, lecz jego nawrócenia i życia

Jezus ocalił kobietę od śmierci przez ukamienowanie i chciał ocalić także jej duszę od śmierci wiecznej. Dlatego dał jej szansę życia na ziemi, aby mogła się poprawić i uniknąć kary po śmierci. Przez proroka Ezechiela Bóg kiedyś powiedział: „Czyż tak bardzo mi zależy na śmierci występnego – wyrocznia Pana Boga – a nie raczej na tym, by się nawrócił i żył?” (Ez 18,23) Tak właśnie się zachował Jezus, prawdziwy Syn Boży, wobec kobiety, którą pochwycono na cudzołóstwie, i wobec tych, którzy ją do Niego przyprowadzili. Nawrócenia oczekiwał od niej i od tych, którzy ją oskarżali. Także im przypomniał, że są grzesznikami. Zrozumieli to, dlatego wycofali się wszyscy, gdy usłyszeli Jego słowa: „Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień” (J 8,7). Jezus pragnął nawrócenia kobiety, którą do Niego przyprowadzono. Chociaż okazał jej miłosierdzie i ocalił jej życie, to jednak nie pochwalił jej postępowania. Przeciwnie, po słowach: „I ja ciebie nie potępiam”, dodał: „Idź, a od tej chwili już nie grzesz”. (J 8,11) Były to słowa upomnienia, które grzechu nie nazwały dobrem, lecz szkodliwym złem. (Więcej o zakazanym przez Boga cudzołóstwie tutaj)

5. Trzeba porzucić grzech, bo jest on złem, które zawsze krzywdzi

„Wówczas Jezus podniósłszy się rzekł do niej: Kobieto, gdzież oni są? Nikt cię nie potępił? A ona odrzekła: Nikt, Panie! Rzekł do niej Jezus: I Ja ciebie nie potępiam. – Idź, a od tej chwili już nie grzesz.” (J 8,10-11) Jezus okazał kobiecie swoje miłosierdzie, jednak nie pochwalił jej postępowania. Nie nazwał tego, co zrobiła, czymś dobrym. Przeciwnie, nazwał to grzeszeniem, którego powinna zaprzestać. Nie powinna już dłużej żyć tak, jak żyła. To jej wyraźnie powiedział, mówiąc: „Idź, a od tej chwili już nie grzesz”. (J 8,11) Jezus nie mógł pochwalić cudzołóstwa ani nazwać go czymś dobrym lub przynajmniej obojętnym moralnie. Nie mógł tego uczynić, bo jest ono złem, które krzywdzi. Jest zdradą, która osłabia lub zupełnie niszczy więzy emocjonalne i więzy miłości pomiędzy małżonkami. Niszczy więc to, co jest bardzo potrzebne im samym oraz ich dzieciom. Cudzołóstwo niszczy więzy serdeczności, czułości i doprowadza do rozpadu rodziny i do rozwodów. Zdrady małżeńskie nigdy nie są czymś dobrym ani dla małżonków, ani dla ich dzieci, nawet jeśli o nich nic nie wiedzą. Dzieciom bowiem potrzeba silnej więzi uczuciowej między rodzicami, która ma ich zespalać, chronić przed wzajemną niechęcią, oskarżeniami, kłótniami. Z tych i z wielu innych względów Jezus nie mógł nazwać dobrem cudzołóstwa, nie mógł pochwalić kobiety za to, co zrobiła. Nie mógł jej nie ostrzec przed złem, na jakie narazi siebie i innych, jeśli nie zaprzestanie grzeszyć. Jasno powiedział jej: „Idź, a od tej chwili już nie grzesz”. Swoimi słowami dał jej odczuć, że rozumie jej słabość, jednak nie pochwala tego, co zrobiła, bo nie było to dobre dla nikogo: ani dla niej, ani dla męża, ani dla dzieci, ani dla tego, z kim się dopuściła zdrady małżeńskiej. (Więcej o złu, które wyrządza każdy grzech tutaj)

6. Rozumieć człowieka, ale grzechu nie pochwalać

Zachowanie Jezusa wobec kobiety pochwyconej na cudzołóstwie poucza nas, jak mamy postępować wobec ludzi grzeszących. Przede wszystkim powinniśmy starać się im pomóc. Nie jest dobrą pomocą potępianie tych, którzy starają się czynić dobrze, jednak upadają z powodu swoich słabości. Tę słabość trzeba zawsze zrozumieć, bo każdy z nas jej podlega. U innych może ona być taka sama lub inna niż u nas. Od potępiania osób trzeba się powstrzymywać, jednak nie można pochwalać ani wspierać w żaden sposób zła, które ktoś czyni. Nie można tego robić, bo ono naprawdę krzywdzi. Krzywdzi przede wszystkim zło popełniane świadomie i dobrowolnie, ale może wywoływać wiele cierpienia także postępowanie, które nie jest w pełni świadome, bo stało się przyzwyczajeniem. Różne złe nawyki, z których może nawet nie zdajemy sobie w pełni sprawy, mogą wywoływać cierpienie bliźnich, np. szyderczy i upokarzający innych sposób zwracania się do ludzi, wyśmiewanie ich itp. Może to ciągle kogoś ranić, chociaż nie zawsze jest w pełni świadome. Dobrze zatem byłoby, gdyby ktoś starał się zmieniać nawet takie swoje przykre dla innych przyzwyczajenia. Tym bardziej powinniśmy pracować nad sobą, by nie popełniać grzechów świadomych i dobrowolnych, które są jawnym przekraczaniem Bożych przykazań, takich jak np. cudzołóstwo, fałszywe świadectwo przeciwko komuś, kradzież itp. Także innym ludziom powinniśmy pomagać w wyzwalaniu się z grzechów, gdyż one naprawdę zawsze krzywdzą. Przynoszą szkodę tym, którzy je popełniaj i tych, do których się odnoszą. Każdy grzech jest również zlekceważeniem życzliwych rad i nakazów dobrego Ojca niebieskiego, który nie chce, aby Jego dzieci wyrządzały krzywdę sobie i innym Jego dzieciom. Jedno i drugie napełnia Go bólem, gdyż Jego miłość do wszystkich nie jest udawana, lecz prawdziwa. Kiedy więc widzimy ludzi grzeszących, to zanim ich potępimy, zanim zaczniemy mówić: „Jak mogli coś takiego uczynić!”, zanim zaczniemy narzekać na nich i krytykować, powinniśmy pomyśleć, jak im pomóc. Nie można bowiem pozostawić bez pomocy tego, który krzywdzi siebie i innych. Zawsze mamy do dyspozycji jeden bardzo skuteczny środek. Jest nim modlitwa, a szczególnie modlitwa połączona z dowolną formą postu, czyli dobrowolnego wyrzeczenia się czegoś. Taka modlitwa uwalnia z mocy złego ducha, jak to powiedział Jezus: „Ten zaś rodzaj złych duchów wyrzuca się tylko modlitwą i postem”. (Mt 17,21)

Jezus – pochodząca z wysoka, wyzwalająca i zbawiająca Światłość

Pomimo oporu i ataków Jezus usiłuje wyjaśnić, że jest Światłością bez grzechu, która zstąpiła z wysokości i tam wkrótce powróci. Jego Ojcem jest Bóg, który otacza Go chwałą, natomiast zakłamani i chcący Go zabić przeciwnicy, nie są nawet – jak im się wydaje – dziećmi Abrahama. Mają za ojca diabła i grozi to, że pomrą w swoich grzechach. W przeciwieństwie do nich Jezus zna Boga prawdziwego i zachowuje Jego słowa. Jego wrogowie nie są z Boga. Dzięki temu, że nie pochodzi z niskości, lecz z wysokości, od Boga Ojca, potrafi wydobywać z mroków grzechu i zagubienia tych wszystkich, którzy uwierzą w Niego i pójdą za Nim, prawdziwym Synem Bożym. Tylko On potrafi wyzwolić zniewolonego grzechami człowieka i uczynić go prawdziwie wolnym. To On daje wierzącym w Niego życie wieczne. Słowa Jezusa jednych doprowadziły do wiary, a innych – do jeszcze większej wściekłości, do atakowania Go i wymyślania bezsensownych zarzutów przeciwko Niemu.

A oto znów przemówił do nich Jezus tymi słowami: Ja jestem światłością świata. Kto idzie za Mną, nie będzie chodził w ciemności, lecz będzie miał światło życia.12 Rzekli do Niego faryzeusze: Ty sam o sobie wydajesz świadectwo. Świadectwo Twoje nie jest prawdziwe.13 W odpowiedzi rzekł do nich Jezus: Nawet jeżeli Ja sam o sobie wydaję świadectwo, świadectwo moje jest prawdziwe, bo wiem skąd przyszedłem i dokąd idę. Wy zaś nie wiecie, ani skąd przychodzę, ani dokąd idę.14 Wy wydajecie sąd według zasad tylko ludzkich. Ja nie sądzę nikogo.15 A jeśli nawet będę sądził, to sąd mój jest prawdziwy, ponieważ Ja nie jestem sam, lecz Ja i Ten, który Mnie posłał.16 Także w waszym Prawie jest napisane, że świadectwo dwóch ludzi jest prawdziwe.17 Oto Ja sam wydaję świadectwo o sobie samym oraz świadczy o Mnie Ojciec, który Mnie posłał.18 Na to powiedzieli Mu: Gdzie jest Twój Ojciec? Jezus odpowiedział: Nie znacie ani Mnie, ani Ojca mego. Gdybyście Mnie poznali, poznalibyście i Ojca mego.19 Słowa te wypowiedział przy skarbcu, kiedy uczył w świątyni. Mimo to nikt Go nie pojmał, gdyż godzina Jego jeszcze nie nadeszła.20 A oto znowu innym razem rzekł do nich: Ja odchodzę, a wy będziecie Mnie szukać i w grzechu swoim pomrzecie. Tam, gdzie Ja idę, wy pójść nie możecie.21 Rzekli więc do Niego Żydzi: Czyżby miał sam siebie zabić, skoro powiada: Tam, gdzie Ja idę, wy pójść nie możecie?22 A On rzekł do nich: Wy jesteście z niskości, a Ja jestem z wysoka. Wy jesteście z tego świata, Ja nie jestem z tego świata.23 Powiedziałem wam, że pomrzecie w grzechach swoich. Tak, jeżeli nie uwierzycie, że Ja jestem, pomrzecie w grzechach swoich.24 Powiedzieli do Niego: Kimże Ty jesteś? Odpowiedział im Jezus: Przede wszystkim po cóż jeszcze do was mówię?25 Wiele mam o was do powiedzenia i do sądzenia. Ale Ten, który Mnie posłał jest prawdziwy, a Ja mówię wobec świata to, co usłyszałem od Niego.26 A oni nie pojęli, że im mówił o Ojcu.27 Rzekł więc do nich Jezus: Gdy wywyższycie Syna Człowieczego, wtedy poznacie, że Ja jestem i że Ja nic od siebie nie czynię, ale że to mówię, czego Mnie Ojciec nauczył.28 A Ten, który Mnie posłał, jest ze Mną: nie pozostawił Mnie samego, bo Ja zawsze czynię to, co się Jemu podoba.29 Kiedy to mówił, wielu uwierzyło w Niego.30 Wtedy powiedział Jezus do Żydów, którzy Mu uwierzyli: Jeżeli będziecie trwać w nauce mojej, będziecie prawdziwie moimi uczniami31 i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli.32 Odpowiedzieli Mu: Jesteśmy potomstwem Abrahama i nigdy nie byliśmy poddani w niczyją niewolę. Jakżeż Ty możesz mówić: Wolni będziecie?33 Odpowiedział im Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Każdy, kto popełnia grzech, jest niewolnikiem grzechu.34 A niewolnik nie przebywa w domu na zawsze, lecz Syn przebywa na zawsze.35 Jeżeli więc Syn was wyzwoli, wówczas będziecie rzeczywiście wolni.36 Wiem, że jesteście potomstwem Abrahama, ale wy usiłujecie Mnie zabić, bo nie przyjmujecie mojej nauki.37 Głoszę to, co widziałem u mego Ojca, wy czynicie to, coście słyszeli od waszego ojca.38 W odpowiedzi rzekli do Niego: Ojcem naszym jest Abraham. Rzekł do nich Jezus: Gdybyście byli dziećmi Abrahama, to byście pełnili czyny Abrahama.39 Teraz usiłujecie Mnie zabić, człowieka, który wam powiedział prawdę usłyszaną u Boga. Tego Abraham nie czynił.40 Wy pełnicie czyny ojca waszego. Rzekli do Niego: Myśmy się nie urodzili z nierządu, jednego mamy Ojca – Boga.41 Rzekł do nich Jezus: Gdyby Bóg był waszym ojcem, to i Mnie byście miłowali. Ja bowiem od Boga wyszedłem i przychodzę. Nie wyszedłem od siebie, lecz On Mnie posłał.42 Dlaczego nie rozumiecie mowy mojej? Bo nie możecie słuchać mojej nauki.43 Wy macie diabła za ojca i chcecie spełniać pożądania waszego ojca. Od początku był on zabójcą i w prawdzie nie wytrwał, bo prawdy w nim nie ma. Kiedy mówi kłamstwo, od siebie mówi, bo jest kłamcą i ojcem kłamstwa.44 A ponieważ Ja mówię prawdę, dlatego Mi nie wierzycie.45 Kto z was udowodni Mi grzech? Jeżeli prawdę mówię, dlaczego Mi nie wierzycie?46 Kto jest z Boga, słów Bożych słucha. Wy dlatego nie słuchacie, że z Boga nie jesteście.47 Odpowiedzieli Mu Żydzi: Czyż niesłusznie mówimy, że jesteś Samarytaninem i jesteś opętany przez złego ducha?48 Jezus odpowiedział: Ja nie jestem opętany, ale czczę Ojca mego, a wy Mnie znieważacie.49 Ja nie szukam własnej chwały. Jest Ktoś, kto jej szuka i sądzi.50 Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeśli kto zachowa moją naukę, nie zazna śmierci na wieki.51 Rzekli do Niego Żydzi: Teraz wiemy, że jesteś opętany. Abraham umarł i prorocy – a Ty mówisz: Jeśli kto zachowa moją naukę, ten śmierci nie zazna na wieki.52 Czy Ty jesteś większy od ojca naszego Abrahama, który przecież umarł? I prorocy pomarli. Kim Ty siebie czynisz?53 Odpowiedział Jezus: Jeżeli Ja sam siebie otaczam chwałą, chwała moja jest niczym. Ale jest Ojciec mój, który Mnie chwałą otacza, o którym wy mówicie: Jest naszym Bogiem,54 ale wy Go nie znacie. Ja Go jednak znam. Gdybym powiedział, że Go nie znam, byłbym podobnie jak wy – kłamcą. Ale Ja Go znam i słowa Jego zachowuję.55 Abraham, ojciec wasz, rozradował się z tego, że ujrzał mój dzień – ujrzał (go) i ucieszył się.56 Na to rzekli do Niego Żydzi: Pięćdziesięciu lat jeszcze nie masz, a Abrahama widziałeś?57 Rzekł do nich Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Zanim Abraham stał się, Ja jestem.58 Porwali więc kamienie, aby je rzucić na Niego. Jezus jednak ukrył się i wyszedł ze świątyni.59 (J 8,12-59)

1. Jezus – uzdrawiająca Światłość pośród mroków śmierci i duchowych chorób

„A oto znów przemówił do nich Jezus tymi słowami: Ja jestem światłością świata. Kto idzie za Mną, nie będzie chodził w ciemności, lecz będzie miał światło życia.” (J 8,12) Zanim Jezus wypowiedział te słowa, grzeszni faryzeusze i uczeni w Piśmie przyprowadzili do Niego kobietę, pochwyconą na cudzołóstwie. Jezus, Światłość i Świętość, znalazł się pośród ciemności i grzechu. Jednak ta Światłość i Świętość zstąpiła z nieba na ogarniętą grzechem ziemię nie po to, by wymierzać surowe kary i zabijać, lecz w tym celu, by wyrywać z mroków błędu i grzechu, by przynieść nadzieję i zbawienie. Najpierw okazał się Światłością dla tych, którzy oskarżali upadłą kobietę. Uświadomił im ich grzeszność, bo pozwolił rzucić kamieniami w kobietę tym, którzy byli bezgrzeszni. Nikt się nie znalazł, by to uczynić. Każdy uświadomił sobie, że też jest grzesznikiem, który musi się wydobyć z mroków swoich grzechów (por. J 8,7-9). Jezus, Światłość, swoim słowem i postawą oświecił też kobietę, nie usprawiedliwiając jej grzechu. Zachęcił ją do nowego, lepszego życia mówiąc: „I ja ciebie nie potępiam”. „Idź, a od tej chwili już nie grzesz”. (J 8,11) Jezus ukazał się jako Światłość, zanim to jasno wyraził słowami w swoim nauczaniu: „Ja jestem światłością świata. Kto idzie za Mną, nie będzie chodził w ciemności, lecz będzie miał światło życia.” (J 8,12) Jezus chciał, by zarówno oskarżyciele kobiety jak i ona sama porzucili ciemności swojego dotychczasowego życia i poszli za Nim, Światłością, aby mieć światło życia. On bowiem, Światłość, zstąpił na świat pogrążony w mrokach grzechu i śmierci jako dobry lekarz, który chce wszystkich uzdrowić lekarstwem swojego światła. Ten, kto je przyjmie przez wiarę, zostanie uleczony ze swoich duchowych ciemności i chorób i będzie żył wiecznie w światłości nieba.

2. Prawdziwe i zasługujące na wiarę świadectwo Jezusa o sobie i swoim posłannictwie

Wrogom Jezusa, którzy nie wierzyli nie tylko w Jego Boskość, ale nawet w Jego wyjątkowe posłannictwo, nie spodobały wypowiedziane przez Niego słowa: „Ja jestem światłością świata. Kto idzie za Mną, nie będzie chodził w ciemności, lecz będzie miał światło życia”. (J 8,12) Uznali Jego słowa za bezpodstawne przechwalanie się, za dawanie pochlebnego świadectwa o samym sobie. Dlatego powiedzieli: „Ty sam o sobie wydajesz świadectwo. Świadectwo Twoje nie jest prawdziwe”. (J 8,13) Chociaż już wcześniej słyszeli wyjątkowe nauczanie Jezusa i wiedzieli o Jego cudach, uznali, że nie jest prawdą to, co Jezus mówi o sobie, o swoim Boskim pochodzeniu i o zbawczym posłannictwie. „Świadectwo Twoje nie jest prawdziwe” – powiedzieli, nie mając na to żadnego przekonywującego dowodu. W odpowiedzi Jezus stwierdził, że nie kłamie, kiedy mówi o sobie. Powiedział: „Nawet jeżeli Ja sam o sobie wydaję świadectwo, świadectwo moje jest prawdziwe, bo wiem skąd przyszedłem i dokąd idę. Wy zaś nie wiecie, ani skąd przychodzę, ani dokąd idę”. (J 8,14) Jezus pouczył zarozumiałych faryzeuszów i uczonych w Piśmie, że nie można z góry uważać za oszusta i kłamcę każdego, kto coś mówi o sobie. Aby móc zaprzeczyć prawdziwości słów tego, kto przedstawia siebie lub coś mówi o sobie, trzeba mieć mocne dowody na to, że kłamie lub że nie zasługuje na wiarę; trzeba mieć słuszne powody, by nie taktować poważnie jego słów. Takich powodów w odniesieniu do Jezusa nie miał i nie mógł nikt posiadać. Przeciwnicy Jezusa uważali Go za oszusta, chociaż nie tylko Jego słowa, ale również Jego cudowne czyny dawały świadectwo o tym, że na taką ocenę nie zasługuje.

3. Ludzki i Boski sposób osądzania

Jezus powtarzał swoim wrogom, że Go nie znają, bo nie wiedzą, skąd naprawdę przychodzi i dokąd idzie, czyli nie wiedzą czegoś bardzo ważnego o Nim. „Wy zaś nie wiecie, ani skąd przychodzę, ani dokąd idę” (J 8,14). Zarzucał im również, że osądzają według zasad ludzkich: „Wy wydajecie sąd według zasad tylko ludzkich. Ja nie sądzę nikogo”. (J 8,15) Osądzać według ludzkich zasad to oceniać stopień winy człowieka wyłącznie na podstawie dokonanego czynu, bez uwzględniania takich czynników jak słabość, różne ograniczenia woli i świadomości. W taki sposób przeciwnicy Jezusa osądzili kobietę, którą przyprowadzili do Niego po tym, jak ją pochwycono na cudzołóstwie: wzięli pod uwagę wyłącznie popełniony przez nią czyn. Również według ludzkich zasad osądzali Jego, Syna Bożego, posłanego do nas przez Ojca. Przy tym osądzaniu nie mieli w sobie światła Bożego, a nawet rozsądnego i uczciwego osądu ludzkiego. Nie mieli go, bo dobrowolnie odrzucili Jezusa, Światłość, która wydobywa z mroków niewiedzy i grzechu.

4. Jezus nie sądzi, lecz daje szansę na poprawę

W rozmowie z atakującymi Go nieprzyjaciółmi Jezus odniósł się między innymi do sprawy świadectwa, które dawał o sobie, i do sądu. Co do sądu, to zarzucił swoim przeciwnikom, że osądzają Jego i innych w sposób niewłaściwy: „Wy wydajecie sąd według zasad tylko ludzkich. Ja nie sądzę nikogo”. (J 8,15) To, że nie przyszedł na świat po to, by sądzić „według zasad tylko ludzkich”, Jezus pokazał, gdy przyprowadzono do Niego kobietę pochwyconą na cudzołóstwie (J 8,1-11). Faryzeusze i uczeni w Piśmie, osądzili ją na podstawie popełnionego przez nią czynu i chcieli ją ukamienować. Jezus lepiej od nich wiedział, co zrobiła ta kobieta i lepiej niż oni znał stopień jej winy. Uznał jednak, że danie jej szansy na nawrócenie będzie czymś lepszym, niż osądzenie i ukamienowanie jej. Nie osądził jej i nie ukarał, bo nie przyszedł na świat, by dokonać sądu. Zapowiedział jednak, że w przyszłości będzie sądził sprawiedliwie: „A jeśli nawet będę sądził, to sąd mój jest prawdziwy, ponieważ Ja nie jestem sam, lecz Ja i Ten, który Mnie posłał”. (J 8,16) Teraz mamy czas na nawrócenie i poprawę, kiedyś natomiast dokona się ostateczny sąd nad światem, a więc również nad nami. (Więcej o Bożym sądzie tutaj)

5. Bóg Ojciec potwierdza to, co mówi Jezus, i to, o czym daje świadectwo

Jezus nie lekceważył swoich wrogów. Pragnął dotrzeć do nich z przyniesioną od Ojca prawdą. Dlatego cierpliwie i wielokrotnie odpowiadał na ich zarzuty. W rozmowie z nimi pojawił się problem prawdziwości tego, co Jezus mówił o sobie, czyli – prawdziwości Jego świadectwa. Przeciwnicy zarzucali Mu, że Jego świadectwo o sobie samym nie jest prawdziwe dlatego, że sam o sobie mówi. Powiedzieli: „Ty sam o sobie wydajesz świadectwo. Świadectwo Twoje nie jest prawdziwe”. (J 8,13) Jezus zaprzeczył temu. Powiedział, że nawet gdyby sam mówił o sobie, to mówiłby prawdą, czyli Jego świadectwo o tym, kim jest i jakie ma do spełnienia posłannictwo, byłoby prawdziwe. „Nawet jeżeli Ja sam o sobie wydaję świadectwo, świadectwo moje jest prawdziwe, bo wiem skąd przyszedłem i dokąd idę. Wy zaś nie wiecie, ani skąd przychodzę, ani dokąd idę”. (J 8,14) Jezus podał jeszcze jeden bardzo ważny powód, by uznać Jego świadectwo za prawdziwe. Otóż nie tylko On sam o sobie świadczy, ale czyni to również Jego Ojciec: „Oto Ja sam wydaję świadectwo o sobie samym oraz świadczy o Mnie Ojciec, który Mnie posłał”. (J 8,18) Przeciwnikom, którzy uważali, że dobrze znają Prawo, Jezus przypomniał coś, co można tam znaleźć. Powiedział: „Także w waszym Prawie jest napisane, że świadectwo dwóch ludzi jest prawdziwe”. (J 8,17) Skoro więc tak mówi uznawane przez nich Prawo, to powinni uznać, że to, co On mówi i o czym daje świadectwo, jest prawdziwe, gdyż za Jego słowami i świadectwem stoi świadectwo Jego czynów i świadectwo Ojca. „Oto Ja sam wydaję świadectwo o sobie samym oraz świadczy o Mnie Ojciec, który Mnie posłał”. (J 8,18)

6. Nieznajomość Syna i Ojca

Przy skarbcu świątyni Jezus powiedział: „Oto Ja sam wydaję świadectwo o sobie samym oraz świadczy o Mnie Ojciec, który Mnie posłał. Na to powiedzieli Mu: Gdzie jest Twój Ojciec?” (J 8,18) Pytając Jezusa o „ojca”, zapewne mieli na myśli zmarłego Józefa, który według nich był Jego ojcem. Mogli więc się spodziewać, że to o nim im coś powie. Nie to jednak usłyszeli. „Jezus odpowiedział: Nie znacie ani Mnie, ani Ojca mego. Gdybyście Mnie poznali, poznalibyście i Ojca mego”. (J 8,19) Jeszcze raz Jezus dał im do zrozumienia, że nie Józef lecz Bóg jest Jego Ojcem. W słowach Jezusa zawiera się nauka o Trójcy Świętej. Istnieje tylko jeden Bóg – Trójca Święta. Tym jedynym i prawdziwym Bogiem jest Ojciec, który posłał na świat swojego Syna, Jezusa Chrystusa, i wraz z Nim posyła także Ducha Świętego. Inny bóg – bez Syna i bez Ducha Świętego – jest tylko niedoskonałym ludzkim wyobrażeniem. Istnieje też tylko jeden prawdziwy Jezus Chrystus. Jest Nim Syn Boży, Druga Osoba Trójcy Świętej. Został On posłany do nas przez Ojca i stał się prawdziwym człowiekiem. Przyszedł na świat, aby zgładzić grzechy ludzkości i odrodzić wszystkich wierzących w Niego, stwarzając w nich życie wieczne. Znać naprawdę Jezusa i tajemnicę Jego Bytu to wierzyć, że Go posłał Ojciec, którego jest Synem. Jeśli w jakiejś religii mówi się inaczej o Jezusie, niż o Synu Bożym, równym Ojcu i posłanym przez Niego, to religia ta nie zna najważniejszej prawdy o Jezusie i o Bogu, w którego się w niej wierzy. I jeśli ktoś czyta Pismo Święte, a nawet Ewangelie, a nie wierzy w to, że Jezus, prawdziwy Syn Boży, przyszedł do nas od Ojca i do Niego powrócił, to nie zna ani Jezusa, ani Jego Ojca.

7. Jezus rozmawia ze swoimi nieprzyjaciółmi o swoim odejściu

Zdecydowana większość duchowych elit żydowskich nie przyjęła nauczania Jezusa i z zazdrości znienawidziła Go. Jego przeciwnicy nie chcieli Go nie tylko w świątyni, w Jerozolimie, w swoim narodzie, ale nigdzie na tym świecie. Nie chcieli Go pośród żyjących. Chcieli się Go pozbyć przez zadanie mu śmierci. Jezus znał te ich nienawistne pragnienia i powiedział, że stanie się tak, jak tego pragną, ale nie będzie im przez to lepiej. Powiedział „Ja odchodzę, a wy będziecie Mnie szukać i w grzechu swoim pomrzecie. Tam, gdzie Ja idę, wy pójść nie możecie”. (J 8,21) Jezus wszystkim – także swoim zawziętym wrogom – ofiarował zbawczą pomoc. Również im chciał dać życie wieczne. Jego wyciągnięta życzliwie ręka została jednak odepchnięta przez ich niewiarę i idącą za nią nienawiść. Chcieli Go zabić. Tym, którzy chcieli się Go pozbyć, Jezus powiedział, że faktycznie odejdzie, jednak nie będzie to dla nich niczym dobrym. Umrą bowiem w grzechach. Musi się tak stać, bo odrzucili tego, który chciał ich od nich uwolnić. Atakującym Go przeciwnikom i wszystkim ludziom Jezus dał do zrozumienia, że z łaski Bożej trzeba korzystać wtedy, kiedy jest ona dawana. Może się bowiem okazać, że później takiej okazji już więcej nie będzie. Tę groźną prawdę Jezus przedstawił między innymi w swojej przypowieści o pannach mądrych i głupich. (Mt 25,1-13) Panny roztropne i mądre weszły z panem młodym na ucztę, gdyż były obecne przy nim wtedy, gdy przybył. Nieroztropne i głupie nie weszły tam, gdyż nie było ich przy panu młodym, gdy się zjawił i chciał je wprowadzić na radosną ucztę. Kiedy potem domagały się otwarcia przed nimi bram, było już za późno. Wołały i prosiły: „Panie, panie, otwórz nam! Lecz on odpowiedział: Zaprawdę, powiadam wam, nie znam was.” (Mt 25,11-12) To samo, lecz bez przypowieści, oznajmił Jezus tym, którzy nie wierzyli w Niego i nienawidzili Go. Powiedział: „Ja odchodzę, a wy będziecie Mnie szukać i w grzechu swoim pomrzecie. Tam, gdzie Ja idę, wy pójść nie możecie”. (J 8,21) Lepiej zatem przyjąć Jezusa i Jego zbawienie wtedy, gdy stoi przed nami, gotowy wszystko przebaczyć i dać życie wieczne.

8. Nikt o własnych siłach nie może dojść do nieba

Wrogo nastawieni do Jezusa Żydzi usłyszeli: „Tam, gdzie Ja idę, wy pójść nie możecie. Rzekli więc do Niego Żydzi: Czyżby miał sam siebie zabić, skoro powiada: Tam, gdzie Ja idę, wy pójść nie możecie?” (J 8,21-22) Ci, którzy uważali Jezusa za bluźniercę, za grzesznika łamiącego Prawo, nie mogli zrozumieć właściwie wypowiedzianych przez Niego słów: „Tam, gdzie Ja idę, wy pójść nie możecie”. (J 8,21) Nie mogli pojąć, że Jezus mówi o swoim odejściu do nieba, do Ojca, chociaż już to wcześniej wyraźnie powiedział (J 7,33-36). Mogli więc zrozumieć Jego słowa inaczej: On, grzesznik łamiący Prawo i chcący się zabić, musi iść do piekła. My – którzy jesteśmy sprawiedliwi i wypełniamy skrupulatnie przepisy Prawa – tam oczywiście pójść nie możemy. Jeśli takie myśli powstały w wrogo nastawionych do Niego Żydach, to Jezus im zaprzeczył, mówiąc: „Wy jesteście z niskości, a Ja jestem z wysoka. Wy jesteście z tego świata, Ja nie jestem z tego świata” (J 8,23). On zatem – Jezus, który jest z wysoka – może powrócić tylko na wyżyny Niebios, do Ojca. Ci, którzy przez swój sposób życia są „z tego świata” i „z niskości”, nie mają w sobie takiej mocy, by tam pójść. Tylko On, Jezus, mógłby ich oczyścić z grzechów i tam zaprowadzić, oni jednak tego nie chcą. Nie mogą więc pójść tam, gdzie On idzie. „Tam, gdzie Ja idę, wy pójść nie możecie”. (J 8,21) Nikt nie potrafi – tylko o własnych siłach – wznieść się z niskości zła i grzechu na wyżyny świętości i niebios. Jednak wraz z Jezusem i Jego pomocną łaską jest to możliwe. On bowiem po to przyszedł na ten świat i umarł na krzyżu, aby dać życie wieczne w tym, którzy Go przyjmą przez wiarę.

9. Uwierzyć w Jezusa, który „jest”

Tym, którzy Go odrzucali z pogardą i atakowali Jezus powtórzył groźne ostrzeżenie, że umrą w grzechach. I dodał: jeśli nie uwierzą, że „On jest”. „Powiedziałem wam, że pomrzecie w grzechach swoich. Tak, jeżeli nie uwierzycie, że Ja jestem, pomrzecie w grzechach swoich.” (J 8,24) Każde słowo Jezusa wywoływało poruszenie i żywe reakcje. Tak samo było ze słowami „jeśli nie uwierzycie, że Ja jestem”. Te słowa bowiem przypominały to, co usłyszał Mojżesz, gdy zapytał objawiającego się mu w krzewie ognistym Boga o Jego imię. Dowiedział się, że „Jestem” jest imieniem Boga: „Mówił dalej Bóg do Mojżesza: Tak powiesz Izraelitom: JESTEM, Bóg ojców waszych, Bóg Abrahama, Bóg Izaaka i Bóg Jakuba posłał mnie do was. To jest imię moje na wieki i to jest moje zawołanie na najdalsze pokolenia”. (Wj 3,15) Mojżesz usłyszał, że imieniem Boga „na wieki” jest „Jestem” lub „Ja jestem”. To imię wyraża wierność Boga na wieki, Jego ciągłą obecność, stałe działanie, niekończącą się miłość. W Boga, „Jestem” mieli uwierzyć Żydzi i wszyscy ludzie na świecie. W rozmowie z Żydami Jezus mówi w podobny sposób, jak objawiający się Bóg Mojżeszowi. Powiedział tym, którzy Go atakowali: „Tak, jeżeli nie uwierzycie, że Ja jestem, pomrzecie w grzechach swoich”. (J 8,24) Jezus, podobnie jak Bóg, który objawił się Mojżeszowi, jest Tym, który „jest”... „Jest” wieczną wierną miłością... „Jest” tym, który ciągle „jest” przy nas... „Jest” tym, którego Ojciec posłał, aby nas zbawił... „Jest”... To właśnie trzeba przyjąć, w to trzeba uwierzyć, aby nie umrzeć w swoich grzechach. To Jezus przypomniał atakującym Go Żydom i o tym samym poucza również nas.

10. Ludzie zamknięci na prawdę uparcie ją odrzucają

„Powiedziałem wam, że pomrzecie w grzechach swoich. Tak, jeżeli nie uwierzycie, że Ja jestem, pomrzecie w grzechach swoich.” (J 8,24) – stwierdził Jezus. Na to powiedzieli do Niego: „Kimże Ty jesteś? Odpowiedział im Jezus: Przede wszystkim po cóż jeszcze do was mówię?” (J 8,25) Zadać Jezusowi pytanie: „Kim jesteś?”, mogło być słuszne albo złośliwe. Słusznie mogli zadawać to pytanie ci, którzy chcieli Go przyjąć, ale przedtem woleli się upewnić, czy dokonują właściwego wyboru. Do takich osób zaliczał się między innymi Natanael, który zanim poszedł do Jezusa, zadał pytanie: „Czyż może być co dobrego z Nazaretu?” (por. J 1,45-51). W postawie będącej ochroną przed pomyłką i błędem nie ma nic niewłaściwego. Złośliwe natomiast było pytanie Jezusa o to, kim jest, przez tych, którzy ciągle Go odrzucali, chociaż już wielokrotnie wyjaśniał im, kto Go posłał, skąd przychodzi i dokąd idzie. Nieuzasadnione było zadawanie tego pytania przez tych, którzy z uporem nie wierzyli w Niego, chociaż widzieli dokonane przez Niego nadzwyczajne znaki i cuda. To do tych drugich – ciągle zamkniętych na prawdę – odnosi się druga część odpowiedzi Jezusa: „Przede wszystkim po cóż jeszcze do was mówię?” (J 8,25) Słowa Jezusa były słuszne, bo rzeczywiście powtarzanie ciągle tego samego ludziom zamkniętym na prawdę nie przynosi żadnego dobrego skutku. Złośliwym, zarozumiałym i upartym wrogom Jezus mógłby niezliczoną ilość razy powtarzać, kim jest, a nie przyjęliby tego. Jeśli bowiem ktoś z powodu braku dobrej woli nie chce przyjąć usłyszanej prawdy, to jej nie przyjmie bez względu na to, czy ją słyszy jeden raz, lub powtarzaną sto, tysiąc czy milion razy... Ludzie dobrowolnie zamknięci na prawdę odrzucają ją nie zważając na to, kto i ile razy ją im przedstawia. Żaden ludzki a nawet Boski autorytet nie ma dla nich najmniejszego znaczenia.

11. Uparte odrzucanie Jezusa-Prawdy skazywaniem siebie na sąd

Jezus powiedział do tych, którzy Go odrzucali i nie wierzyli w to, co mówił o Sobie: „Wiele mam o was do powiedzenia i do sądzenia.” (J 8,26) Nie miało większego sensu, żeby Jezus mówił dalej o Sobie, o swoim Boskim pochodzeniu i zbawczej misji tym, którzy nie chcieli przyjąć prawdy o Nim. Dlatego stwierdził, że będzie zmuszony coś innego powiedzieć tym i o tych, którzy Go odrzucają. Będzie jednak musiał wiele o nich mówić i osądzić ich, jak powiedział: „Wiele mam o was do powiedzenia i do sądzenia.” (J 8,26) Przez te słowa Jezus chciał im powiedzieć: „Nie chcecie słuchać ani przyjmować tego, co wam mówię o Mojej naturze i misji. Przez to zmuszacie Mnie do mówienia o was i o waszych grzechach – głównie o grzechu bezpodstawnego odrzucenia Mnie”. Właśnie o tej ich wielkiej winie Jezus mógłby im dużo powiedzieć i równocześnie surowo osądzić ich grzech sprzeciwiania się Jemu. Mógłby poddać ich surowemu i potępiającemu osądowi. Ten sąd wrogowie Jezusa sami wybrali, bo dobrowolnie i złośliwie odrzucili Go – Jego, jedynego Zbawiciela, który mógłby zbawić ich i każdego człowieka, byle tylko przyszedł do Niego przez wiarę.

12. Nikt nie przeszkodzi Jezusowi wypełnić do końca zleconą mu misję

„Wiele mam o was do powiedzenia i do sądzenia. Ale Ten, który Mnie posłał jest prawdziwy, a Ja mówię wobec świata to, co usłyszałem od Niego” (J 8,26). Bóg Ojciec – w odwiecznym akcie zrodzenia – przekazał, Swojemu Synowi, wszystko, a więc również swoją wszechwiedzę. W tej nieskończonej wiedzy zawierało się także to, co On, Jego Syn, ma powiedzieć w czasie swojego pobytu na ziemi. Jezus, przekaże światu wszystko, co Mu zlecił do przekazania Ojciec, który Go posłał. Nikt Mu w tym nie przeszkodzi: ani szatan, ani inni Jego wrogowie. Objawi wszystkie prawdy o sobie i o Trójcy Świętej i o przyniesionym zbawieniu. Nikt Mu też nie przeszkodzi w osądzeniu tych, którzy złośliwie Go odrzucili i nie uwierzyli w Jego naukę. Wszystko, co Jezus powiedział i co jeszcze powie na tym świecie, jest prawdziwe, gdyż pochodzi od Boga prawdziwego i prawdomównego. Zgodne z prawdą jest to, co powiedział o Sobie, o swojej naturze i posłannictwie. Prawdziwe będzie również to, co będzie musiał powiedzieć o atakujących Go wrogach. Również osądzenie ich będzie się opierało na prawdzie, bo Jezus powie im to, co usłyszał od Tego, który Go posłał, czyli od Ojca.

13. Czas zbawienia dany, aby uniknąć sądu potępiającego

„Wiele mam o was do powiedzenia i do sądzenia. Ale Ten, który Mnie posłał jest prawdziwy, a Ja mówię wobec świata to, co usłyszałem od Niego” (J 8,26). Jezus nie przyszedł jeszcze sądzić tych, którzy Go z nienawiścią odrzucają. Ostrzegł ich jednak, że w przyszłości to uczyni. Obecnie nie dokonuje sądu potępiającego nad nimi, gdyż nie jest to wolą Ojca. On bowiem posłał Go nie dla osądzenia i potępienia, lecz dla zbawienia świata. To, jakie dzieła ma wykonać obecnie i w przyszłości, usłyszał u Ojca i tak, jak słyszał, wszystko realizuje w wyznaczonym przez Mądrość czasie. Syn Boży stał się człowiekiem, aby dokonać dzieła Odkupienia, a w przyszłości powróci jako potężny Sędzia. Ojciec chciał, żeby Jego Syn świat zbawił, a przyszły sąd – zapowiedział. (Więcej o Bożym sądzie tutaj)

14. Zbliżające się wywyższenie Syna Człowieczego

„A oni nie pojęli, że im mówił o Ojcu. Rzekł więc do nich Jezus: Gdy wywyższycie Syna Człowieczego, wtedy poznacie, że Ja jestem i że Ja nic od siebie nie czynię, ale że to mówię, czego Mnie Ojciec nauczył.” (J 8,27-28) Przeciwnicy Jezusa nie dopuszczali do siebie myśli, że Bóg jest Jego Ojcem. Nie pojmowali, kiedy im mówił o Ojcu. Mimo to Jezus nadal nauczał mówiąc o czymś, co także będzie miało związek z Jego Ojcem, gdyż będzie zgodne z Jego wolą: o swoim wywyższeniu przez śmierć, zmartwychwstanie i powrót do Ojca. Poruszył nową tajemnicę zbawczą, którą ma być zbliżające się Jego wywyższenie na drzewie krzyża. Jezus nie dopuści do tego z własnej woli, lecz ze względu na wolę Ojca, nic bowiem nie czyni od siebie, według własnych planów i pragnień. Podobnie też mówił światu tylko to, czego nauczył Go Ojciec, przekazując Mu w akcie wiecznego rodzenia całą swoją nieskończoną wiedzę wraz z tym, o czym będzie miał pouczyć ludzkość. Wrogowie Jezusa, którzy planowali zabicie Go, z niecierpliwością czekali na chwilę, kiedy będą się mogli Go ostatecznie pozbyć. Chrystus dobrze wiedział, że doprowadzą swój zamiar do końca i faktycznie Go zabiją. Przez tę zbrodnię jednak nie odniosą triumfu nad Nim, gdyż przyczynią się do wywyższenia Syna Człowieczego. Szybko się okaże, że dokonane zabójstwo nie będzie ani pokonaniem, ani pogrążeniem Jezusa, lecz – wbrew ich woli – „wywyższeniem” Go. Zabity przez nich Jezus nie pozostanie w grobie, jak się spodziewali. Szybko się okaże, że nie był – jak sądzili – opętanym Samarytaninem, bluźniercą, grzesznikiem łamiącym prawo szabatu, przyjacielem grzeszników i celników, lecz Synem Bożym, prawdziwym Bogiem, którego imię brzmi „Ja Jestem”. Śmierć na krzyżu i następujące po niej wydarzenia – na które nieprzyjaciele Jezusa nie będą mogli już mieć żadnego wpływu – ujawnią, że nie był On oszustem, jakimś samozwańczym mesjaszem, lecz prawdziwym posłańcem prawdziwego Boga i przekazał światu wszystko to, czego Ojciec Go nauczył, i wykonał wszystko, co On Mu powierzył.

15. Bóg nie opuszcza tego, który czyni Jego wolę

Zapowiadając wywyższenie Syna Człowieczego, Jezus dodał: „A Ten, który Mnie posłał, jest ze Mną: nie pozostawił Mnie samego, bo Ja zawsze czynię to, co się Jemu podoba. Kiedy to mówił, wielu uwierzyło w Niego. (J 8,29-30) Wrogowie Jezusa myśleli o zabiciu Go, planowali Jego upokorzenie i poniżenie, tymczasem On mówił im o czymś zupełnie przeciwnym: o Swoim wywyższeniu. Tak się stanie gdyż Jego Ojciec zawsze jest z Nim, nigdy nie pozostawia Go samego. Jezus osiągnie swoje wywyższenie, bo zawsze szedł i pójdzie drogą wyznaczoną Mu przez Ojca, bo zawsze czyni to, co się Jemu podoba. Podobnie jest z każdym z nas. Jeśli będziemy czynić to, co się Bogu podoba, to osiągniemy wieczne szczęście. Zostaniemy wywyższeni i na wieki postawieni ponad śmiercią, cierpieniem i złem.

16. Można przeżywać opuszczenie przez Boga, który nas nie porzucił

„A Ten, który Mnie posłał, jest ze Mną: nie pozostawił Mnie samego, bo Ja zawsze czynię to, co się Jemu podoba. Kiedy to mówił, wielu uwierzyło w Niego. (J 8,29-30) Jezus wypowiedział te słowa, zanim nastąpiła Jego męka i bolesna śmierć. Wiedział, że wtedy będzie się mogło wydawać, że jest tylko zwykłym człowiekiem, opuszczonym przez Boga i zdanym na wolę swoich wrogów. Jednak będą to tylko pozory. On, Syn Boży, nigdy nie zostanie opuszczony przez Ojca: ani w męce, ani w czasie konania na krzyżu, ani wtedy, gdy wypowie słowa Psalmu: „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?” (Ps 22,2) Ojciec nigdy nie zostawia swojego Syna samego. Nie wiemy jednak, jak Jezus odczuwał Boga w czasie swojej męki i śmierci. Jest to dla nas tajemnicą. Wielu świętych – a więc ludzi zjednoczonych z Bogiem – przeżywało nieraz bardzo długie okresy, w czasie których wydawało się im, że są porzuceni przez Boga. Czuli się tak, jakby Najbliższa Istota ich porzuciła, jakby byli potępieni. Chociaż to nie było prawdą, to jednak wywoływało trudne do opisania udręki. Jezus również mógł przeżywać coś podobnego, dla naszego zbawienia. Chociaż Ojciec zawsze był z Nim, to jednak mógł tak się czuć, jakby był przez Niego opuszczony. Dlatego na krzyżu modlił się słowami psalmu: „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?” (Ps 22,2) Widocznie te słowa psalmu i wszystkie po nich następujące najlepiej wyrażały stan Jego ducha: „Boże mój, wołam przez dzień, a nie odpowiadasz, wołam i nocą, a nie zaznaję pokoju.” (Ps 22,3) Nieraz Bóg zsyła na nas podobne przykre odczucia, abyśmy się nauczyli bardziej tęsknić za Nim i pragnąć żyć w Jego obecności na zawsze. (Więcej o stanach duchowych zwanych oschłościami tutaj)

17. Pouczenia dla wierzących w Jezusa i dla tych, którzy Go zwalczali

„Kiedy to mówił, wielu uwierzyło w Niego.” (J 8,30) Część słuchaczy Jezusa uwierzyła w Niego. Tym, którzy w Niego uwierzyli, dał On dodatkowe pouczenia, ważne dla ich życia. „Wtedy powiedział Jezus do Żydów, którzy Mu uwierzyli: Jeżeli będziecie trwać w nauce mojej, będziecie prawdziwie moimi uczniami i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli.” (J 8,31-32) Jezus obiecał swoim wiernym uczniom prawdziwą wolność, która jest przeciwieństwem świadomego i dobrowolnego trwania w grzechu. Jednak słów Jezusa słuchali nie tylko ci, którzy uwierzyli w Niego i chcieli się dowiedzieć czegoś więcej na temat tego, jak powinni żyć. Wśród Jego słuchaczy byli także ludzie złośliwi, którzy ciągle Go atakowali i wyśmiewali. Z tego powodu przytoczone przez św. Jana Ewangelistę słowa Jezusa wydają się być skierowane nie tylko do tych, którzy chcieli przyjąć Jego naukę, ale także do tych, którzy ze złą wolą uparcie odrzucali wszystko, co im mówił, i gwałtownie Go atakowali. Tym złośliwie nastawionym, którzy chcieli Go zabić, powiedział, że nie mają Boga za Ojca, lecz diabła i w swoim postępowaniu są do niego podobni: „Wy macie diabła za ojca i chcecie spełniać pożądania waszego ojca.” (J 8,44)

18. Zaspokojenie przez Jezusa pragnienia pełnej wolności

„Wtedy powiedział Jezus do Żydów, którzy Mu uwierzyli: Jeżeli będziecie trwać w nauce mojej, będziecie prawdziwie moimi uczniami i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli.” (J 8,31-32) Na te słowa ci, którzy uważali się za potomków Abrahama, zareagowali zdziwieniem. Zaskoczyło ich, że Jezus mówił im o wyzwoleniu przez prawdę, którą im przekazuje, że Jego prawda ich wyzwoli i że – jeśli chcą osiągnąć wolność – muszą trwać w tej Jego prawdziwej nauce i przez to stać się Jego prawdziwymi uczniami. Czuli się wolni, dlatego odpowiedzieli Mu: „Jesteśmy potomstwem Abrahama i nigdy nie byliśmy poddani w niczyją niewolę. Jakżeż Ty możesz mówić: Wolni będziecie?” (J 8,33) To pytanie wyrażało autentyczne zdziwienie, dlatego Jezus dokładniej wyjaśnił, o jakim bardzo rozpowszechnionym zniewoleniu mówił. „Odpowiedział im Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Każdy, kto popełnia grzech, jest niewolnikiem grzechu. A niewolnik nie przebywa w domu na zawsze, lecz Syn przebywa na zawsze. Jeżeli więc Syn was wyzwoli, wówczas będziecie rzeczywiście wolni.” (J 8,34-36) Jezus wyjaśnił, że można być niewolnikiem nawet wtedy, gdy nie należy się do klasy niewolników, która za Jego czasów istniała. Wyjaśnił, że oprócz niewoli klasowej istnieje jeszcze inne niewolnictwo – duchowe. Obejmuje ono wszystkie klasy społeczne, bo wiąże się z grzechem. „Każdy, kto popełnia grzech, jest niewolnikiem grzechu”. (J 8,34) To wyjaśnienie Jezusa jest ważne we wszystkich czasach, także – w naszych. Dzisiaj powszechnie pragnie się wolności, chce się być wolnym człowiekiem, walczy się o wolność absolutną, o demokrację, o wyzwolenie z różnych nacisków i ograniczeń – a równocześnie trwa się dobrowolnie w najgroźniejszej formie niewoli. Jest nią owładnięcie przez grzech, opanowanie przez wady, nałogi, fałszywe ideologie, sekty i przez złego ducha. Może szczególnie dzisiaj trzeba sobie uświadomić i przypominać innym, że bez Chrystusa nie można osiągnąć wolności. (Więcej o wolności i różnych zniewoleniach tutaj) (o zniewoleniu przez grzechy główne tutaj)

19. Jezus niewolników grzechu przemienia w wolne dzieci Boże

„Odpowiedział im Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Każdy, kto popełnia grzech, jest niewolnikiem grzechu. A niewolnik nie przebywa w domu na zawsze, lecz Syn przebywa na zawsze. Jeżeli więc Syn was wyzwoli, wówczas będziecie rzeczywiście wolni.” (J 8,34-36) Tylko wyzwolenie przez Jezusa, Syna Bożego, czyni nas prawdziwie wolnymi. Aby osiągnąć tę autentyczną wolność, trzeba trwać w Jego nauce i według niej układać swoje życie. „Jeżeli będziecie trwać w nauce mojej, będziecie prawdziwie moimi uczniami i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli.” (J 8,31-32) Jezus, pouczając o zniewoleniu, z którego może nas wyzwolić, powiedział: „A niewolnik nie przebywa w domu na zawsze”. (J 8,35) Mówiąc te słowa Jezus odwoływał się do znanych dobrze Jego słuchaczom relacji między panami i niewolnikami. Sytuacja niewolnika była inna niż syna lub córki. Dzieci bowiem zawsze mają prawo przebywać w domu swoich rodziców. Inaczej jest z niewolnikami, którzy nie mają zagwarantowanego prawa do stałego przebywania w domu swojego pana. W każdej chwili może on im tego zabronić; może im nakazać mieszkać poza swoim domem, może ich sprzedać innemu panu. Do tej sytuacji społecznej odwołał się Jezus, mówiąc: „A niewolnik nie przebywa w domu na zawsze”. Ani prawo ani jego pan mu tego nie gwarantuje. Inaczej jest z dziećmi, które zawsze mają prawo do przebywania w domu swojego ojca. On bowiem nie jest ich właścicielem ani panem, lecz ojcem. Jezus chce powiedzieć, że jako niewolnicy grzechu nie mamy prawa do stałego przebywania w domu Ojca niebieskiego. Zdobywa takie prawo tylko ten, kto pozwoli Zbawicielowi działać w sobie; ten, kto pozwoli Mu uwodnić siebie z niewoli grzechu i uczynić wolnym dzieckiem Boga. Jezus, Syn Boży, pouczył nas, że niewolników grzechu potrafi zamienić w wolne dzieci Boże. Ta przemiana daje prawo do przebywania na zawsze w domu Boga, naszego Ojca niebieskiego; do przebywania tam nie na prawach niewolników, lecz – dzieci Bożych. (Więcej o wolności i różnych zniewoleniach tutaj) (o zniewoleniu przez grzechy główne tutaj)

20. Chcieli zabijać, bo odrzucili Ewangelię Jezusa Chrystusa

Tym, którzy uważali się dumnie za potomstwo Abrahama, a chcieli zabić Jezusa, powiedział On: „Wiem, że jesteście potomstwem Abrahama, ale wy usiłujecie Mnie zabić, bo nie przyjmujecie mojej nauki”. (J 8,37) Chcieli Go zabić, bo odrzucili Jego Ewangelię. Gdyby wrogo nastawieni do Jezusa Żydzi przyjęli Jego naukę, to nie zabiliby Go. Jego nauka bowiem uczy miłości, szacunku, współczucia, miłosierdzia, wrażliwości na prawdę i wszystko, co pochodzi od Boga. Jego nauka wyzwala z egoizmu, wrogości i innych grzechów. Nieprzyjaciele Jezusa nie chcieli jednak uzdrowienia przez naukę, która uczy miłości. Woleli trwać w swoim zniewoleniu przez nienawiść do Jezusa, przez zazdrość, pychę i inne grzechy. Zamiast przyjąć wyzwalającą Ewangelię Jezusa Chrystusa woleli trwać w swoim zniewoleniu przez grzeszne pragnienie zabicia Go. To do tej części słuchaczy skierował Jezus swoje słowa: „Wiem, że jesteście potomstwem Abrahama, ale wy usiłujecie Mnie zabić, bo nie przyjmujecie mojej nauki”. (J 8,37) Pouczenie Jezusa skierowane do konkretnej źle wobec Niego nastawionej grupy posiada ponadczasową wartość. Każdy człowiek na świecie powinien wiedzieć, że świadome, dobrowolne i lekceważące odrzucanie Ewangelii prowadzi do różnych form zła, nawet do mordowania niewinnych ludzi. Dzisiejszy świat powinien zrozumieć, że odrzucanie nauki Jezusa prowadzi do wojen i różnych innych rodzajów zabójstw. Więcej nawet, lekceważenie Ewangelii pobudza do tego, by nie tylko zabijać, lecz morderstwa nazywać dobrem, np. zabijanie dzieci nienarodzonych lub osób starszych i chorych. Nie, tego Ewangelia nie uczy. Jezus nie głosił takiej „Dobrej Nowiny”, która nakazywałaby lub dopuszczałaby zabijanie niewinnych osób, takich jak nienarodzone dzieci. (Więcej o przykazaniu: "Nie zabijaj", tutaj)

21. Syn Boży w Ojcu widział zawsze tylko miłość i prawdę, Ducha Świętego

Jezus powiedział do tych, którzy nie przyjmowali Jego nauki i dlatego chcieli Go zabić: „Głoszę to, co widziałem u mego Ojca, wy czynicie to, coście słyszeli od waszego ojca.” (J 8,38) Syn Boży, jako Druga Osoba Trójcy Świętej, nie mógł się od swojego Ojca nauczyć ani kłamstwa, ani niczego złego, gdyż Jego Ojciec, jest prawdziwy, prawdomówny, dobry i kochający. Takiego Ojca, który Go odwiecznie zrodził, od zawsze widział i słyszał. Od zawsze, jako Druga Osoba Trójcy Świętej, widział dobroć Ojca i ją od Niego przez wieczne zrodzenie w pełni otrzymał, dlatego też na ziemi głosił ją całym swoim zachowaniem i każdym wypowiadanym słowem. U Ojca widział tylko miłość, dobro i prawdę. Zawsze widział w Nim odwieczne, wypływające z Niego Tchnienie Miłości – Ducha Świętego. W Ojcu widział też wielką troskę o człowieka i o jego zbawienie. Na ziemi Jezus głosił i pokazywał całą swoją osobowością to, co widział od zawsze u swojego Ojca. Dlatego, podobnie jak Ojciec, był i jest dobry, kochający, prawdomówny, troszczący się o każdego człowieka i chcący go zbawić. Niestety, takich czynów Jezus nie zauważył u tych Żydów, którzy atakowali Go, znieważali i chcieli zabić. Oni nie postępowali dobrze, bo słuchali swojego ojca. W rozmowie z nimi Jezus stopniowo uświadamiał im, że ich ojcem, którego słuchają i naśladują, nie jest ani Abraham, ani Bóg – jak im się wydawało – lecz diabeł (por. J 8,39-59). (Więcej o Trójcy Świętej tutaj)

22. Pragnący zabić Jezusa nie mogą uważać sprawiedliwego Abrahama za swojego ojca

Jezus przedstawił chcącym Go zabić Żydom prawdę o tym, kto jest ich prawdziwym ojcem. Powiedział im, że ze względu na swoje czyny nie mogą uważać Abrahama za swojego ojca. Powiedział: „Głoszę to, co widziałem u mego Ojca, wy czynicie to, coście słyszeli od waszego ojca. W odpowiedzi rzekli do Niego: Ojcem naszym jest Abraham. Rzekł do nich Jezus: Gdybyście byli dziećmi Abrahama, to byście pełnili czyny Abrahama.” (J 8,38-39) Jezus, który był prawdziwym Synem Bożym, pełnił wolę Boga, swojego Ojca. Ukazywał Jego dobroć i przekazywał to, czego się od Niego nauczył: miłość i prawdę. Kiedy złośliwie nastawieni Żydzi powiedzieli: „Ojcem naszym jest Abraham”, Jezus im zaprzeczył, ponieważ nie postępowali tak, jak ich sprawiedliwy przodek. „Rzekł do nich Jezus: Gdybyście byli dziećmi Abrahama, to byście pełnili czyny Abrahama.” (J 8,39) Abraham, w przeciwieństwie do nich, był sprawiedliwy i oddany Bogu. Gdyby zatem wrogowie Jezusa faktycznie byli – jak uważali – dziećmi Abrahama, to wykonywaliby sprawiedliwe i dobre czyny, podobne do jego czynów. Nie postępowaliby źle i nie zamierzaliby zabić Jezusa za to, że przekazał im prawdę usłyszaną u Boga. Zbawiciel powiedział do nich: „Teraz usiłujecie Mnie zabić, człowieka, który wam powiedział prawdę usłyszaną u Boga. Tego Abraham nie czynił”. (J 8,40) Faktycznie, on nikogo by nie zabił za prawdę pochodzącą od Boga, bo chciał żyć według tego, co mówi Pan. Był Mu uległy. Wykazywał się wobec Niego pokorą. Dla Niego gotów był poświęcić swojego umiłowanego syna, Izaaka. Był też litościwy dla grzeszników, bo nie domagał się od Boga zesłania kary na mieszkańców Sodomy, lecz wstawiał się za grzesznym miastem. Taki był Abraham, uważany za ojca przez wrogo nastawionych wobec Jezusa Żydów. U nich jednak nie można było zauważyć żadnego z dobrych czynów ich sprawiedliwego przodka. Nie postępowali tak jak Abraham, lecz pełnili czyny swojego ojca, diabła. „Wy macie diabła za ojca i chcecie spełniać pożądania waszego ojca” – powiedział im Jezus po dłuższej dyskusji z nimi. (J 8,44)

23. Nie Bóg jest ojcem tych, którzy odrzucają Jezusa i chcą Go zabić

Wrogo nastawieni wobec Jezusa Żydzi jeszcze nie zrozumieli, że – według Jego słów – ich ojcem jest diabeł. Wyjaśniali więc dumnie, że ich ojcem jest nie tylko Abraham, ale także Bóg. „Rzekli do Niego: Myśmy się nie urodzili z nierządu, jednego mamy Ojca – Boga”. (J 8,41) Mówiąc o jedynym swoim Ojcu, Bogu, wyrazili swoją dumę, że nie są podobni do dzieci, które urodziły się z nierządu, czyli takie, które mają jednego ojca biologicznego, prawdziwego, i kogoś, kto za ich ojca tylko uchodzi, a w rzeczywistości nim nie jest. Ośmielili się dumnie mówić, że Bóg jest ich ojcem, komuś, kto był prawdziwym Synem Bożym i od zawsze przebywał u Ojca, jako przez Niego odwiecznie zrodzony. Jezus wiedział, że dzieci Boże nie powinny się zachowywać tak jak ci, którzy chcieli Go zabić. Dlatego powiedział do nich: „Gdyby Bóg był waszym ojcem, to i Mnie byście miłowali. Ja bowiem od Boga wyszedłem i przychodzę. Nie wyszedłem od siebie, lecz On Mnie posłał.” (J 8,42). Ci którzy uważają się za dzieci Boże powinni być doskonali jak Ojciec niebieski: miłosierni, bez mściwości, kochający, życzliwi i miłujący nawet swoich wrogów (por. Mt 5,43-48). Przede wszystkim powinni miłować Jego, Jezusa, Syna Bożego, tak jak Go odwiecznie kochał rodzący Go Bóg Ojciec. Powinni też przyjąć, że wyszedł od Ojca, który Go zrodził i posłał na grzeszny świat, dla ocalenia go. Słowa Jezusa: „Gdyby Bóg był waszym ojcem, to i Mnie byście miłowali”, są skierowane do każdego człowieka na ziemi – również do mnie.

24. Można chętniej słuchać diabła niż Boga

Jezus zadał pytanie tym, którzy Go nieustannie atakowali, i od razu sam udzielił odpowiedzi: „Dlaczego nie rozumiecie mowy mojej? Bo nie możecie słuchać mojej nauki. Wy macie diabła za ojca i chcecie spełniać pożądania waszego ojca.” (J 8,43-44) Jezus sam odpowiedział na zadane pytanie, ponieważ zamiast sensownej odpowiedzi mógł się spodziewać wyzwisk, złośliwych słów, posądzania o bluźnierstwo, opętanie przez złego ducha i nie wiadomo czego jeszcze. Złośliwość grup żydowskich zaślepiała ich umysły i serca i skłaniała do wypowiadania najbardziej obraźliwych słów pod adresem Jezusa. To zaślepienie powodowało, że słuchali Jezusa nie sercem i otwartym umysłem, lecz samymi tylko uszami. Nie rozumieli Jego mowy, bo nie chcieli jej zrozumieć. Przez pychę i nienawiść do Jezusa doprowadzili siebie do takiego stanu, że nie potrafili Go słuchać spokojnie, bez wzburzenia. Otoczyli jakby murem swoje serca i założyli duchową blokadę na prawdę pochodzącą wprost od Boga. Nie chcieli jej dogłębnie zrozumieć, bo zobowiązywała ona do autentycznego nawrócenia i do pokornego pójścia za Jezusem. Tego jednak nie chcieli zrobić. Nie chcieli słuchać w spokoju ducha nauki Jezusa, bo usłyszeliby w niej głos Ojca, od którego się oddalili sercem i umysłem. Nauka Boża stała się obca dla nich. Bardziej przylgnęli swoim duchem do zakłamanej nauki diabła i do jego pożądań niż do Bożych pragnień i przykazań. Woleli otworzyć się nie na Boga, lecz na swojego prawdziwego ojca – diabła. Z tego powodu musieli usłyszeć od Jezusa straszne słowa, wzywające do opamiętania się: „Wy macie diabła za ojca i chcecie spełniać pożądania waszego ojca.” (J 8,44) Tak było w przeszłości i tak może być i dzisiaj, że człowiek chętniej idzie za kłamstwami i pożądaniami diabła niż za prawdą i wolą Boga. Jezus wypowiedział surowe słowa z miłości do swoich nieprzyjaciół. To naprawdę nie była „mowa nienawiści” – jak się to dzisiaj często mówi – lecz słowa twardej i szczerej miłości.

25. Przylgnięcie sercem do diabelskich kłamstw

Jezus wielokrotnie powtarzał, że niczego nie mówi od siebie, lecz przekazuje tylko to, co słyszał od Ojca. Dlatego surowe słowa upomnienia i ostrzeżenia: „Wy macie diabła za ojca i chcecie spełniać pożądania waszego ojca”, (J 8,44 ) też pochodziły od Boga Ojca. Nie zostały zatem wypowiedziane bezmyślnie, w zdenerwowaniu lub złości. To nie emocje w sporze podsunęły Jezusowi te słowa, lecz miłość do tych, którzy idąc za złym duchem, skazywali się na wieczne potępienie. Również w tym wypadku Jezus wyrażał ocenę samego Ojca. Surowe słowa prawdy miały na celu dobro. Wypowiadając je, Zbawiciel chciał pobudzić najbardziej oporne serca do zastanowienia się i zmiany życia. Chrystus wyjaśnił atakującym Go Żydom, że przez swoje kłamstwa i pragnienie zabicia Go nie idą za Bogiem, lecz za upadłym duchem. On bowiem od początku był „zabójcą i w prawdzie nie wytrwał, bo prawdy w nim nie ma. Kiedy mówi kłamstwo, od siebie mówi, bo jest kłamcą i ojcem kłamstwa.” (J 8,44) Jezus ostrzegł złośliwych Żydów, że nie poddają się dobrym natchnieniom Bożym, lecz ulegają przebiegłości tego, który jest zabójcą i kłamcą. Nie powiedział im tego ze złośliwości, lecz z troski o ich zbawienie, które było zagrożone. Nie może bowiem osiągnąć nieba ten, kto idzie drogą upadku, pokazywaną przez szatana. Przeciwnicy Jezusa tak upodobali sobie kłamstwo i swojego ojca, diabła, że prawda budziła w nich odrazę. Zwrócił im na to uwagę Jezus mówiąc: „A ponieważ Ja mówię prawdę, dlatego Mi nie wierzycie.” (J 8,45) Złośliwych Żydów przestała interesować przekazywana przez Jezusa pochodząca od Boga prawda. Nie wierzyli w nią, a nawet ich drażniła. Woleli swoje fałszywe posądzanie Zbawiciela o zło i wypowiadanie kłamstw niż prawdę.

25. Nie wierzą w Tego, który jest bez grzechu, i nie słuchają Go

„Kto z was udowodni Mi grzech? Jeżeli prawdę mówię, dlaczego Mi nie wierzycie? Kto jest z Boga, słów Bożych słucha. Wy dlatego nie słuchacie, że z Boga nie jesteście” (J 8,46-47). Jezus postawił pytanie, którego nie ośmieliłby się postawić żaden rozumny człowiek: „Kto z was udowodni Mi grzech?” Postawił je, bo wiedział, że nikt kto trwa w prawdzie nie może wykazać Mu grzeszności. Tylko zdeprawowane serca duchowych elit żydowskich miały zuchwałość zarzucać mu grzeszne łamanie prawa dotyczącego szabatu i bluźnierstwa. Jezus nie czekał zatem na ich odpowiedzi i dodał: „Jeżeli prawdę mówię, dlaczego Mi nie wierzycie?” (J 8,47) Słowa Jezusa wyraziły bardzo zwięźle Jego logiczne rozumowanie, które można przedstawić następująco: „Kto z was udowodni Mi grzech?” Nikt, oczywiście, bo nie da się udowodnić grzechu komuś, kto nigdy go nie popełnił. Skoro nie ma w Jezusie żadnego grzechu, to nie ma też i grzechu kłamstwa, oszukiwania i wprowadzania w błąd. Jezus nie kłamie i zawsze mówi prawdę. A jeśli zawsze mówi prawdę, to dlaczego nie słuchają Go i Mu nie wierzą? Na to ostatnie pytanie Jezus sam udzielił odpowiedzi zgodnej z prawdą, bo tylko On ją znał. Powiedział do atakujących Go Żydów: „Kto jest z Boga, słów Bożych słucha. Wy dlatego nie słuchacie, że z Boga nie jesteście”. (J 8,47) I tak padło kolejne, surowe oskarżenie. Surowe, ale prawdziwe: „Wy dlatego nie słuchacie, że z Boga nie jesteście.” Ta prawda nie odnosi się tylko do ludzi z przeszłości, którzy doprowadzili do śmierci Jezusa. Zawsze, w każdych czasach jest tak, że jeśli ktoś z uporem i złośliwie nie wierzy w prawdę pochodzącą od Boga, to oznacza, że z Boga nie jest, że jego serce i umysł są dalekie od Niego.

25-A. Bezgrzeszny i prawdziwy Syn Boży przyszedł nas wyzwolić z grzechów i fałszu

„Kto z was udowodni Mi grzech?” (J 8,46) – powiedział Jezus do atakujących Go Żydów. Nie bał się postawić tego pytania, chociaż wiedział, że cała ludzkość jest grzeszna. Nie powiedział tych słów, by się przechwalać i wynosić ponad kogokolwiek. Zadając to pytanie Jezus, odsłonił przed nami tajemnicę swojej nieskazitelnej boskiej świętości i bezgrzeszności. To dzięki niej może On uwolnić od grzechów każdego człowieka. Trzeba tylko do Niego przyjść z wiarą i skruchą. Nie ma innego sposobu uwolnienia się od swojej grzeszności. Tylko On, Bezgrzeszny, potrafi tego dokonać swoją łaską. Wypowiedziane przez Jezusa słowa pokazują, że przez swoją świętość wznosi się On ponad grzeszny świat. Przez swoją Boską naturę należy do Trójcy Świętej, w której jest tylko prawda, dobro, miłość, świętość. Chociaż na ziemi Jezus był otoczony grzesznymi ludźmi, to jednak Jego wnętrza żaden grzech nie dotknął. Był bezgrzeszny. Przyjął naturę taką, jaką my mamy, czyli podległą różnym naturalnym ograniczeniom, podatną na ból i cierpienie, ulegającą zmęczeniu, potrzebującą powietrza i pokarmu, by się utrzymać przy życiu. Przyjął wszystko, co ludzkie, oprócz grzechu i podatności na błędy. W Jezusie nie było egoizmu ani żadnego grzechu. Nie było w Nim kłamstwa, błędnego sposobu myślenia ani żadnej nieprawdziwej myśli. Tych rozpowszechnionych braków i słabości nie dzielił z nami, bo przyszedł nas z nich wyzwolić. Przyszedł na świat, aby swoją świętością zniszczyć w nas grzech, a prawdą – wszelki fałsz. Nie mógłby nas wyzwolić z grzechu i błędu, gdyby sam był ogarnięty grzechem i gdyby sam trwał w jakimkolwiek błędzie. Pierwszą istotą całkowicie wyzwoloną od grzechu przez łaskę i współpracę z nią była Maryja, Matka bezgrzesznego Jezusa. Do tego, co Ona osiągnęła, każdy z nas może się zbliżać codziennie. Trzeba tylko iść, ze skruszonym sercem, z Jej Synem i z Nią.

26. Żyć w jedności z Bogiem lub „nie być z Boga”

„Kto jest z Boga, słów Bożych słucha. Wy dlatego nie słuchacie, że z Boga nie jesteście.”. (J 8, 47). Co znaczy „nie być z Boga”? Przecież to nie rodzice, lecz Trójca Święta stworzyła bezpośrednio duszę każdego poczętego dziecka (więcej o duszy tutaj), dlatego przez ten fakt każdy człowiek w pewnym sensie „jest z Boga”. Nie być „z Boga” oznacza opierać się Jego działaniu, które zmierza do zjednoczenia nas z Nim i do upodobnienia nas do Niego. Nie są „z Boga” ludzie, którzy nie chcą się do Niego upodobnić przez posiadanie w sobie Jego prawdy i życie według niej – ludzie, którzy nie chcą być do Niego podobni przez miłość. Nie są „z Boga”, w bo w ich czynach nie ujawnia się to, co tworzy naturę Boga, czyli prawda, dobroć, miłość, miłosierdzie i inne doskonałości. Nie są „z Boga” ci, którzy nie poddają się Bogu i Jego łasce, którzy świadomie i dobrowolnie opierają się Duchowi Świętemu, który prowadzi do prawdy i miłości. Wrogowie Jezusa, jak to On sam im powiedział, nie byli „z Boga”, ponieważ odrzucali głoszoną im przez Niego Bożą prawdę i – zamiast odpłacić Mu miłością za Jego miłość – usiłowali Go zabić. Przez to pragnienie nie byli „z Boga”. Zagłuszyli w sobie głos Ojca, który chciał ich pociągnąć do Jezusa, i głos Ducha Świętego, który chciał przygotować ich serca na przyjęcie Bożej prawdy i uwierzenie w nią. Zamknęli się na tego Ducha, który chciał rozlać w ich sercach miłość Bożą, czyli prawdziwą – taką, jaka jest w samym Bogu. Przed każdym z nas stoi wybór: żyć w zjednoczeniu z Bogiem lub „nie być z Boga”. W każdym człowieku stopniowo formuje się jedno lub drugie. Nie ma innej możliwości. Każdy, wcześniej czy później, stanie się albo w pełni „Bożym” człowiekiem, albo nie będzie „z Boga”.

27. Złośliwe posądzanie Jezusa

Słowa Zbawiciela, który zarzucił niektórym Żydom to, że nie są z Boga i że to nie Bóg jest ich Ojcem, lecz diabeł, rozbudziły ich wściekłość. Pod wpływem złości zaczęli atakować Go w bezsensowny sposób. „Odpowiedzieli Mu Żydzi: Czyż niesłusznie mówimy, że jesteś Samarytaninem i jesteś opętany przez złego ducha? Jezus odpowiedział: Ja nie jestem opętany, ale czczę Ojca mego, a wy Mnie znieważacie.” (J 8,48-49) Jezus odniósł się tylko do zarzutu, że jest opętany przez złego ducha. Odpowiedział, że tak nie jest. Przeciwnie, nie oddaje czci upadłym duchom, lecz swojemu Ojcu. Do zarzutu, że jest Samarytaninem, nie odniósł się. Nie chciał bowiem poniżać swoich przeciwników wykazując im, że – pod wpływem złości – tracą rozum, wypowiadają rzeczy bezsensowne i przez to kompromitują siebie w jawny sposób. Przecież wszyscy wiedzieli, że nie pochodził z Samarii. Niczego więc nie wyjaśniał, bo nie było takiej potrzeby. Powiedział tylko, że Go znieważają, chociaż czci Ojca swojego (J 8,49).

27-A. Pewność posiadania prawdy przez umysły pogrążone w mrokach

„Odpowiedzieli Mu Żydzi: Czyż niesłusznie mówimy, że jesteś Samarytaninem i jesteś opętany przez złego ducha? Jezus odpowiedział: Ja nie jestem opętany, ale czczę Ojca mego, a wy Mnie znieważacie.” (J 8,48-49) Z wielką pewnością Żydzi wyrazili swój sąd o Jezusie: jest opętanym Samarytaninem! Uważali, że mówią prawdę, a w rzeczywistości nie potrafili odróżnić człowieka opętanego przez złego ducha od kogoś, kto oddawał Ojcu niebieskiemu najwyższą cześć w Duchu Świętym! Ta pomyłka pokazuje, jak tragiczny jest stan duchowy osób, w których – zamiast Ducha Świętego i Jego światła – króluje zaślepiająca złość i szatan. Takie osoby żyły za czasów Jezusa i nie brakuje ich także obecnie. I dzisiaj można usłyszeć, jak nazywa się szatanami ludzi, którzy odważnie i jednoznacznie wypowiadają prawdy Boże. Takich niewłaściwych ocen dokonują osoby podobne do Żydów, którzy za dobro i prawdę atakowali Jezusa i posądzali Go o zło. Jak przeciwnicy Jezusa z przeszłości nie potrafią odróżnić prawdziwego dobra od zła; słów pochodzących od Boga od prawdziwej mowy nienawiści; dzieł Bożych od dzieł szatana; dzieł Ducha Świętego od dzieł wykonywanych za podszeptem ducha złego. Każdemu z nas grozi możliwość popełniania tak wielkich pomyłek, dlatego powinniśmy prosić Ducha Świętego o światło i o pomoc w otwarciu się na prawdę. Powinniśmy Go prosić o wlanie w nas Jego Boskiej umiejętności jasnego odróżniania prawdy od zakamuflowanych kłamstw i rozróżniania prawdziwego dobra – od zła ukazywanego pod pozorami dobra.

28. Jezus nie był owładnięty przez żadne zło

Na posądzenie, że jest opętany przez złego ducha, Jezus odpowiedział: „Ja nie jestem opętany, ale czczę Ojca mego, a wy Mnie znieważacie. Ja nie szukam własnej chwały. Jest Ktoś, kto jej szuka i sądzi”. (J 8,49-50) Jezus powiedział, że nie jest opętany ani przez złego ducha, ani przez pragnienie sławy i ziemskiej chwały – pragnienia, jakże rozpowszechnione na tym świecie. Nie ulegał ani złemu duchowi, ani żadnej z ludzkich namiętności, które często panują nad człowiekiem. Jeśli Jezus był „owładnięty”, to na pewno nie przez złego ducha i zło, lecz przez oddawanie jak największej czci Ojcu, przez stałe szukanie Jego woli, przez pragnienie pozyskiwania dla Boga ludzkich serc, przez chęć zbawienia ludzi. Nie robił niczego dla własnej chwały, jednak pragnął jej dla Niego Ojciec niebieski. Jezus powiedział: „Jest Ktoś, kto jej szuka i sądzi”. (J 8, 50) Ojciec chce chwały swojego Syna i – jak dodał Jezus – „sądzi”. Osądza, bo uważa dobro za dobro, a zło za zło. Jako Istota sprawiedliwa nie może znieważania swojego Syna uznać za dobro. Osądza je – zgodnie z prawdą – jako zło. Bóg nigdy zła nie uważa za dobro ani go nie nazywa dobrem. Tak też powinniśmy i my postępować. Nie można zła przyozdabiać pięknymi i pozytywnymi słowami i nazwami, aby się wydawało dobrem. Tylko szatan w taki sposób ukrywa zło przed nami. Bóg nigdy czegoś podobnego nie czyni.

29. Dzięki przyjęciu nauki Chrystusa można uniknąć śmierci na wieki

Jezus odnosił się do różnych zarzutów, które były kierowane pod Jego adresem, ale nie poprzestawał tylko na tym, by na nie odpowiedzieć. Ponieważ naprawdę chciał przekazać wszystko, co Mu powierzył Ojciec, dlatego do swoich odpowiedzi na ataki zwykle dodawał lub przypominał w nowej formie jakąś prawdę, która najczęściej wywoływała nową falę wściekłości i agresji. Tak było i tym razem. Do swojej wcześniejszej wypowiedzi – że nie jest opętany, że nie siebie czci lecz Ojca swojego i dlatego nie szuka swojej chwały (por. J 8,49-50) – dodał czy raczej powtórzył, że dzięki zachowywaniu Jego nauki można nie zaznać śmierci na wieki. Powiedział: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeśli kto zachowa moją naukę, nie zazna śmierci na wieki”. (J 8,51) Te słowa również wywołały ataki złości i oskarżenia ze strony ludzi zamkniętych na prawdę. „Rzekli do Niego Żydzi: Teraz wiemy, że jesteś opętany. Abraham umarł i prorocy – a Ty mówisz: Jeśli kto zachowa moją naukę, ten śmierci nie zazna na wieki. Czy Ty jesteś większy od ojca naszego Abrahama, który przecież umarł? I prorocy pomarli. Kim Ty siebie czynisz?” (J 8,52-53) Złośliwi Żydzi uważali, że Jezus siebie wywyższa w nadmierny sposób. Z tego powodu Jezus wyjaśnił im po raz kolejny, że Jego wypowiedzi i działania nigdy nie zmierzały do dodawania sobie wielkości lub chwały. Nigdy nie chciał się wywyższać ani otaczać chwałą. Odpowiedział im: „Jeżeli Ja sam siebie otaczam chwałą, chwała moja jest niczym. Ale jest Ojciec mój, który Mnie chwałą otacza, o którym wy mówicie: Jest naszym Bogiem, ale wy Go nie znacie”. (J 8,54-55)

30. Jezus nie szukał bezwartościowej opartej na kłamstwie chwały

Złośliwi Żydzi posądzali Jezusa, że zbytnio – wręcz bluźnierczo – wywyższa samego siebie, uważając się za kogoś wyjątkowego. Według nich to mówienie o sobie było otaczaniem siebie chwałą i domaganiem się uznawania przez ludzi jakiejś wymyślonej przez siebie nieprawdziwej wielkości. Z tego powodu Jezus wielokrotnie wyjaśniał, że Jego wypowiedzi nigdy nie zmierzały do dodawania sobie wielkości lub chwały. Podobnie było z Jego czynami. Nie chciał się wywyższać ani otaczać chwałą, bo taka chwała nie ma wartości. Powiedział: „Jeżeli Ja sam siebie otaczam chwałą, chwała moja jest niczym. Ale jest Ojciec mój, który Mnie chwałą otacza, o którym wy mówicie: Jest naszym Bogiem, ale wy Go nie znacie. Ja Go jednak znam. Gdybym powiedział, że Go nie znam, byłbym podobnie jak wy – kłamcą. Ale Ja Go znam i słowa Jego zachowuję." (J 8,54-55) Chociaż Jezus był posądzany przez swoich wrogów o przechwalanie się, to jednak – dla ukazania jakiejś fałszywej pokory – nigdy nie przestawał ukazywać, zwłaszcza swoimi czynami, swojej prawdziwej wielkości. Pokazywał, a potem coraz wyraźniej uczył, że jest równym Ojcu Synem Bożym. Przez fakt swojej Boskości był, oczywiście, większy od Abrahama, Mojżesza, od wszystkich proroków i od każdego innego stworzenia. Zgodnie z prawdą, aby nie kłamać, musiał powiedzieć, że jest Synem, który naprawdę dobrze zna swojego Ojca. Gdyby temu zaprzeczył – dla uspokojenia swoich wrogów lub przez udawaną pokorę – kłamałby. Mówiąc i ukazując czynami, że jest Synem Bożym i że zna Ojca, niczego sobie nie dodawał. Mówił samą prawdę, konieczną do przyjęcia przez wszystkie pokolenia ludzkie.

30-A. Religie prawdziwe i fałszywe

„Ale jest Ojciec mój, który Mnie chwałą otacza, o którym wy mówicie: Jest naszym Bogiem, ale wy Go nie znacie. Ja Go jednak znam. Gdybym powiedział, że Go nie znam, byłbym podobnie jak wy – kłamcą. Ale Ja Go znam i słowa Jego zachowuję”. (J 8,54-55) Jezus mówił, że zna Ojca. O tych zaś, którzy Go odrzucali i chcieli zabić, powiedział, że Boga prawdziwego nie znają. W swoich umysłach utworzyli sobie karykaturę Boga, przyobleczoną w różne cytaty biblijne i ich pozornie mądre nauki. W imię tego bożka odrzucali Jezusa, prawdziwego Syna Bożego. Coś podobnego czynią wszyscy ludzie, którzy tworzą religie bez Chrystusa. Wytwarzają „pseudo-religie”. Jezus powiedział, że zna Boga. Znał Go jednak inaczej, niż wszyscy ludzie na ziemi, bo nie tylko poznawał Jego Boską naturę, ale ją posiadał. Znał nie tylko wszystkie Boskie przymioty, lecz je w sobie posiadał. Mógł więc w samym sobie widzieć Boską naturę Ojca i Jego Boskie cechy, gdyż był równym Ojcu Jego Synem. Wyznawcami prawdziwej religii są ci, którzy słuchają Jezusa i wierzą w Jego słowa. Ale to jeszcze nie jest wszystko. Wyznawcami prawdziwej religii są ci, którzy są zjednoczeni przez łaskę z Ojcem, Synem i Duchem Świętym. Wyznawcy prawdziwej religii są bez przerwy porywani przez Ducha Świętego do miłowania Trójcy Świętej, do uwielbiani Ojca wraz z Synem, dzięki ogarniającemu ich potężnemu tchnieniu Ducha Prawdy i Miłości. To taka religia jest prawdziwa, bo jednoczy z prawdziwym Bogiem. Byli jednak i nadal istnieją ludzie, którzy ulegają pokusie utworzenia sobie religii bez zjednoczenia z Jezusem, Synem Bożym. Tacy ludzie wytwarzają różne karykatury Boga i czczą je jako swoich bogów. A tych bogów można utworzyć wielu: przyrodę z jej przychylnym lub nieprzychylnym klimatem; ludzkie ciało mężczyzny lub kobiety; bogactwo ze świątyniami: bankami, giełdami, kontami; a nawet – ubiór, podróżowanie, jedzenie, przyjemność i swawolę, nazywaną wolnością. Każda z tych „religii” ma swojego boga, swoją "doktrynę-ideologię" i swoje obowiązujące „zasady postępowania", które trudno nazwać zasadami moralnymi. Wszystkie te utworzone przez ludzi karykatury religii prawdziwej prowadzą też swoją "działalność misyjną" przez „lobbing”, i różne formy manipulacji, aby zdobyć nowych "wiernych wyznawców". Tylko Duch Święty potrafi wyzwolić wyznawców tych fałszywych religii i uczynić prawdziwymi czcicielami Boga – czcicielami w Duchu-Bogu i prawdzie, która „naprawdę” jest prawdą. A „takich to czcicieli chce mieć Ojciec” (J 4,23)

30-B. Powszechne szukanie chwały, która jest niczym

„Odpowiedział Jezus: Jeżeli Ja sam siebie otaczam chwałą, chwała moja jest niczym. Ale jest Ojciec mój, który Mnie chwałą otacza, o którym wy mówicie: Jest naszym Bogiem” (J 8,54). Rozpowszechnionym faktem jest szukanie własnej chwały przez przechwalanie się, ukazywanie przed ludźmi swoich umiejętności, działań, wyczynów, sukcesów i mówienie o nich. O takiej chwale Jezus powiedział, że „jest niczym”. Przechwalanie się nie czyni nas wielkimi. Nie jest zatem czymś, co przynosi nam prawdziwą i trwałą chwałę. Jest tylko próbą zdobycia rozgłosu i sławy wśród ludzi. Często jednak skutek jest odwrotny, bo słuchacze próżnych i przechwalających się osób śmieją się z nich lub złoszczą się na nie za ich plecami. Prawdziwą chwałę przynosi nam miłość do Boga i do ludzi oraz trwanie przy prawdzie. Wieczną chwałę przynosi nam czynienie tego, co Bóg uznaje za wielkie. Można nie osiągnąć chwały, gdy się idzie za tym, co czego domaga się tzw. „opinia publiczna”. Upodobania bowiem tej „opinii” bywają różne i nie pokrywają się z tym, jak Bóg coś widzi. Nie ma jakiejś jednej „opinii publicznej”, która wyrażałaby pogląd wszystkich ludzi na całym świecie ani nawet obywateli jednego narodu. Ponadto opinie i osądy ludzkie bywają stronnicze, zmienne i bardzo często irracjonalne. Nieraz gloryfikuje się coś małego lub nawet zło. Dodatkowo jeszcze propaganda i inne sposoby manipulacji wpływają na „opinię publiczną”, promując niemoralność, fałszywe nauki i inne zło. Prawdziwą chwałą dla każdego człowieka jest tylko to, co Bóg uznaje za wielkie – to, co w Jego oczach zasługuje na prawdziwe docenienie i powszechne wychwalanie. Popatrzmy na Maryję, naszą Matkę, jeśli chcemy zobaczyć, na czym polega życie, które w oczach Boga jest naprawdę wielkie, wartościowe, wyjątkowe i godne chwały. Taką chwałę, jaką Ona otrzymała, każdy z nas może osiągnąć, jeśli tylko zacznie – jak Ona – współpracować z tą łaską, która jest nam codziennie dawana. (Więcej o pokorze i pysze tutaj)

30-C. Nieprzemijająca chwała dla Chrystusa i tych, którzy do Niego należą

„Odpowiedział Jezus: Jeżeli Ja sam siebie otaczam chwałą, chwała moja jest niczym. Ale jest Ojciec mój, który Mnie chwałą otacza, o którym wy mówicie: Jest naszym Bogiem” (J 8,54). Jezus nie szukał swojej chwały, lecz naszego zbawienia. Ojciec niebieski jednak chciał Go otoczyć chwałą o wiele większą niż ta, którą mógłby zdobyć na ziemi, gdyby postępował jak ludzie tego świata, którzy chcą się wybić ponad innych. W okresie Starego Testamentu Ojciec otaczał chwałą Syna, zapowiadając przez proroków Jego cierpienie i wielkość. Za Jego życia na ziemi dał o Nim świadectwo między innymi w czasie chrztu w Jordanie, nazywając Go Synem umiłowanym, którego należy słuchać, i ukazując nad Nim symbolicznie Ducha Świętego. Ojciec wsławił Jezusa wielkimi cudami, które miał zgodnie z Jego wolą wykonać na ziemi. Bóg Ojciec przygotował Mu też wieczną chwałę, do której doszedł jako człowiek przez zmartwychwstanie i powrót do nieba, gdzie siedzi po Jego prawicy. Chrystus jest Panem i Królem wszelkiego stworzenia. Podobnie jak Jezusowi również i nam Bóg chce dać wieczną chwałę po śmierci w niebie. Pragnie nas obdarzyć chwałą szczęścia bez końca, chwałą bezgrzeszności i świętości, chwałą miłości doskonałej i chwałą życia w ciele zmartwychwstałym we wspólnocie zbawionych w swoim Ojcowskim domu. Czym wobec takiej chwały jest biedna ludzka chwała, polegająca na przechwalaniu się, oklaskach, grzecznościowych uśmiechach, uściskach dłoni, zdobywaniu nagród, medali, wyróżnień, przyjmowaniu do różnych wpływowych organizacji itp.? (Więcej o przyszłej chwale nieba tutaj)

31. Pięćdziesięciu lat nie ma, a widział Abrahama i rozradował go

Jezus powiedział do atakujących Go Żydów: „Abraham, ojciec wasz, rozradował się z tego, że ujrzał mój dzień – ujrzał (go) i ucieszył się. Na to rzekli do Niego Żydzi: Pięćdziesięciu lat jeszcze nie masz, a Abrahama widziałeś? (J 8,56-57) Jezus mówił tylko to, co mu Ojciec niebieski polecił przekazać w czasie swojej ziemskiej misji. Mówił to roztropnie, ale też bez zwracania uwagi na to, czy się to komuś podoba lub nie; czy znajduje przychylne przyjęcie lub przeciwnie – złość, ataki, różne złe posądzenia. Nie zważając więc na to, że znowu rozzłości Żydów, Jezus zgodnie z prawdą dodał do wszystkiego, co wcześniej powiedział: „Abraham, ojciec wasz, rozradował się z tego, że ujrzał mój dzień – ujrzał (go) i ucieszył się”. (J 8,56) Widocznie Abrahamowi dana była za jego życia lub po śmierci łaska zobaczenia „dnia Jezusa”. Tego jednak rozzłoszczeni na Jezusa Żydzi nie mogli wiedzieć. „Dzień Jezusa”, który rozradował Abrahama, nie musi oznaczać jednego dnia złożonego z dwunastu godzin, lecz czas wzmożonej aktywności, pracy, działalności – coś przeciwnego nocnemu wypoczynkowi. Takim „dniem Jezusa” było przede wszystkim Jego zbawcze dzieło, dokonane na ziemi od Wcielenia do śmierci, zmartwychwstania i wstąpienia do Ojca. Ten „dzień Jezusa Chrystusa, naszego Pana” można jeszcze bardziej rozszerzyć na całą historię zbawienia, aż po Jego przyjście w chwale w przyszłym „dniu Pańskim”, czyli „w Jego dniu”, gdyż On jest Panem, Bogiem. Tego nie mogli zrozumieć przeciwnicy Jezusa i – jak można było przewidzieć – wznowili ataki na Niego. Aby uradować Abrahama pokazaniem mu „Swojego dnia” – według ich przyziemnego rozumowania – Jezus musiałby się urodzić za jego czasów i żyć do chwili rozmowy z nimi. A więc musiałby być znacznie starszy niż rzeczywiście był. Według ich rozumowania Jezus musiałby mieć tyle lat, ile upłynęło od życia Abrahama na ziemi do chwili Jego rozmowy z nimi. To według nich nie mogło się zdarzyć, bo przecież Jezus nie miał jeszcze pięćdziesięciu lat. Dlatego powiedzieli „do Niego Żydzi: Pięćdziesięciu lat jeszcze nie masz, a Abrahama widziałeś? (J 8,57) Wtedy usłyszeli od Jezusa odpowiedź, której mógł udzielić tylko Ktoś, kto naprawdę jest wiecznym Bogiem: Bogiem bez czasowego początku i końca. A właśnie takim Bogiem był Jezus, który powiedział do nich: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Zanim Abraham stał się, Ja jestem.” (J 8,58)Żydzi zrozumieli, że mówiąc takie słowa, Jezus uważa się za wiecznego Boga, który istniał zanim Abraham zaistniał. „Porwali więc kamienie, aby je rzucić na Niego. Jezus jednak ukrył się i wyszedł ze świątyni” (J 8,59).

31-A Syn Boży nie jest tym, który „był”, lecz tym, który „jest”

Jezus powiedział do Żydów: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Zanim Abraham stał się, Ja jestem.” (J 8,58) O Abrahamie Jezus powiedział w czasie przeszłym, że „stał się”. Znaczy to, że kiedyś w przeszłości została stworzona dusza Abrahama, że urodził się, żył na ziemi i umarł. To się zdarzyło kiedyś. Teraz żyje w niebie tylko jego dusza, która czeka na zmartwychwstanie ciała. O sobie Jezus powiedział inaczej. Stwierdził: „Zanim Abraham stał się, Ja jestem”. Tylko prawdziwy wieczny Bóg – bez czasowego początku i końca – mógł się tak wyrazić jak Jezus: „Zanim Abraham stał się, Ja jestem.” W tych słowach zawiera się pouczenie Jezusa, że oprócz ludzkiej natury posiada jeszcze drugą naturę: Boską – tę samą co Ojciec i Duch Święty. Mając tę samą co Ojciec i Duch Święty jedyną Boską naturę, Jezus – jako Syn Boży – posiada wszystkie Boskie przymioty, między innymi wieczność. Jest wieczny jak cała Trójca Święta. W swojej Boskiej naturze jest bez początku i bez końca – jak Ojciec i Duch Święty. Jako Bóg istnieje poza naszym ziemskim czasem, w którym nie ma „przedtem” i „potem”, lecz wieczne „teraz”. Jako równy Ojcu i Duchowi Świętemu On po prostu „jest”. Jednak wieczny Syn Boży przez swoją ludzką naturę zanurzył się w naszym ziemskim czasie. Włączył się w nasze dzieje, w naszą historię. Znaczy to, że w pewnym momencie czasowym, za sprawą Ducha Świętego, zaistniało w dziewiczym łonie Maryi Jego ciało i Jego dusza, której wcześniej nie było. Jezus urodził się, żył na ziemi, umarł na krzyżu, zmartwychwstał i wstąpił do nieba. To są wydarzenia z Jego przeszłości, dotyczącej Jego ludzkiej natury.

31-B. Przebywanie w niebie na zawsze z wiecznym Bogiem

Jezus, po śmierci i zmartwychwstaniu, powrócił do Ojca, od którego do nas przyszedł. Do nieba wstąpiło Jego uwielbione przez zmartwychwstanie ciało wraz z Jego ludzką duszą. Przebywa tam zjednoczony z całą Trójcą Przenajświętszą nie tylko jako Osoba Boska, lecz także jako człowiek. Jest w niebie tym samym Jezusem, którego Maryja, Jego niepokalana i dziewicza Matka – kiedyś w przeszłości – poczęła z Ducha Świętego. Jezus pozostanie na zawsze w niebie jako człowiek, ze swoją ludzką naturą. Ona bowiem – od Jego zmartwychwstania – składa się z dwóch elementów nieśmiertelnych: duszy, która nigdy nie przestaje istnieć, i ze zmartwychwstałego ciała, które przez powstanie z martwych stało się ciałem nieśmiertelnym i niezniszczalnym. Z podobnie nieśmiertelnym i chwalebnym ciałem przebywa w niebie także wniebowzięta Matka Najświętsza. Jeśli będziemy współdziałać z otrzymywaną stale łaską, to również nasza dusza – czyli to, co nas czyni osobami – pójdzie do nieba, a po powszechnym zmartwychwstaniu dołączy się do niej na zawsze także ciało, ożywione i przekształcone w ciało nieśmiertelne.

(Więcej o sprawach eschatologiczynach tutaj)

31-C. Lekceważenie zamiast pełnego szacunku słuchania

„Abraham, ojciec wasz, rozradował się z tego, że ujrzał mój dzień – ujrzał (go) i ucieszył się. Na to rzekli do Niego Żydzi: Pięćdziesięciu lat jeszcze nie masz, a Abrahama widziałeś?” (J 8,56-57) Nie zapytali Jezusa, jak mają rozumieć to, że Abraham widział Jego dzień, o jaki to dzień chodziło. Gdyby byli pokorni i pełni szacunku wobec Chrystusa – szacunku, na który zasługuje w równym stopniu każdy człowiek – zapytaliby Go o wyjaśnienie, bo rzeczywiście Jego wypowiedź mogła zaskoczyć każdego słuchacza. Kiedyś faryzeusz Nikodem przyszedł w nocy do Jezusa i usłyszał od Niego zaskakujące stwierdzenie: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi powtórnie, nie może ujrzeć królestwa Bożego”. (J 3,3) Wyraził wtedy swoje zdziwienie. Nie wyśmiewał się jednak z Jezusa, chociaż był faryzeuszem. Wyraził zaskoczenie i zadał pytanie, jak się ma dokonać ponowne narodzenie człowieka, bo wydaje się to niemożliwe. I Jezus mówił do Niego, i wyjaśniał mu wiele ważnych spraw, gdyż Nikodem chciał słuchać i zrozumieć Jego nauczanie. (por. J 3,4-21) Przez to różnił się od wielu osób należących do jego stronnictwa faryzeuszy. Inaczej niż Nikodem zachowali się Żydzi niechętnie i złośliwie nastawieni do Jezusa. Nie mieli ani pokory, ani takiego szacunku, jakim odznaczał się Nikodem wobec Niego. Zamiast poprosić o wyjaśnienie od razu zaczęli atakować Go i wyśmiewać Jego wypowiedź, mówiąc: „Pięćdziesięciu lat jeszcze nie masz, a Abrahama widziałeś?” (J 8, 57) Niestety, złośliwie nastawieni wobec Jezusa Żydzi mają w naszych czasach wielu naśladowców, którzy w czasie rozmów zachowują się podobnie jak oni: nie starają się zrozumieć tego, co ktoś mówi, lecz lekceważą drugiego, unoszą się pychą i bez przerwy atakują, lub wyrażają swoje poglądy, które wydają im się najlepsze, niepodważalne, jedynie słuszne, mogące rozwiązać wszystko... Ci, którzy rozmawiają tak jak Żydzi, o których wspomina Ewangelia św. Jana, powinni rozważyć, do czego prowadzi agresja słowna: za nią idą czyny. Żydzi nie pozwolili się Jezusowi przekonać do głoszonej przez Niego nauki. Lekceważyli ją. Nie wyzbywali się złości, ale wzrastali w niej i ostatecznie wyrazili ją przez doprowadzenie do ukrzyżowania Jezusa. Pycha nie pozwoliła im słuchać Jezusa i pozbawiła ich bogactwa duchowego, które mogli od Niego otrzymać: poznanie Bożej prawdy. Trwanie w pogardzie wobec Jezusa i w nienawiści do Niego doprowadziło nie tylko do niewinnej i bolesnej Jego śmierci na krzyżu, ale także do ich degradacji duchowej. Podobnie dzieje się z każdym, kto lekceważy Boga i ludzi. (Więcej o dobrym sposobie rozmawiania tutaj)

32. Radość lub niepokój i smutek przy patrzeniu na Jezusa i Jego zbawcze dzieła

Jezus powiedział do atakujących Go Żydów: „Abraham, ojciec wasz, rozradował się z tego, że ujrzał mój dzień – ujrzał (go) i ucieszył się”. (J 8,56). Abraham mógł „widzieć” dzień Jezusa dzięki jakiejś szczególnej łasce, którą otrzymał od Boga. Przeciwnicy Jezusa otrzymali więcej: mogli być naocznymi świadkami Jezusa i Jgo zbawczego działania. Tak więc, w jakiś sposób „widział” Jezusa i Jego dzieło Abraham i Żydzi, który zwalczali Zbawiciela. Poznanie Jezusa i Jego dzieła wywołało w Abrahamie radość. On bowiem widział Go, ogarnięty jakąś wyjątkową łaską, i napełniła go wielka radość. Inne uczucia pojawiły się w żydowskich przeciwnikach Jezusa. Oni nie cieszyli się z Jego widoku jak Abraham. Zwalczający Jezusa Żydzi nie pozwolili się napełnić łaską. Z tego powodu patrzyli na Niego bez życzliwości, bez miłości, bez wiary. Zamiast łasce poddali się zazdrości, pysze, zarozumialstwu, obawie przed utratą władzy. Rezultatem tego było to, że Jezus, Jego nauka i Jego dzieła nie napełniały ich radością, lecz przeciwnie – złością, niepokojem o swoje pozycje, jakie zajmowali w społeczeństwie. Podobnie dzieje się i w naszych czasach. Jezus jednych cieszy, a u innych rozbudza agresję albo zupełną obojętność, jakby nie był Kimś wyjątkowym, dobrym, potężnym, kochającym, zbawiającym nas. Jeszcze innych pobudza do kpienia sobie z Niego i z Jego dobrej Matki, którą On wyjątkowo kocha; do wyśmiewania się z Jego zbawczego Krzyża i z Eucharystii, z Mszy św., która uobecnia Jego zbawczą ofiarę. Ci, którzy to czynią, powinni zrozumieć, że nigdy nie osiągną duchowego spokoju i radości. Tego pokoju bowiem nie można znaleźć poza Chrystusem – a zwłaszcza wtedy, gdy się z Niego kpi lub się wyśmiewa z Jego Najświętszej i dobrej Matki. Powinni więc wrócić do Dawcy pokoju i Jego Matki, gdy jest to jeszcze możliwe. Z pewnością nie zostaną odtrąceni, bo są przez Nich kochani miłością, której nie rozumieją ani nawet nie potrafią przeczuć. Abraham patrzył na Jezusa z wiarą i miłością, dlatego się radował. Przeciwni Jezusowi Żydzi spoglądali na Niego z nienawiścią, dlatego ich serca ogarniała gorycz, niepokój, rozżalenie i chęć zniszczenia zarówno Jego samego, jak i Jego naśladowców. Naśladując Abrahama lub wrogich Jezusowi Żydów wybieramy albo radość, albo udręką, która może trwać również po śmierci i nie skończyć się nigdy. Dokonajmy więc tego wyboru bardzo świadomie i bez lekkomyślności!

(Omówienie prawd wiary dla małych dzieci można znaleźć tutaj)

Autor komentarza: ks. Michał Kaszowski



Tytuły rozważań